R E K L A M A

Oppo Reno 10x Zoom
Testy

Piękny płetwal z zoomem

Oppo Reno 10x Zoom to jeden z pary bliźniaków, które zaprezentowano w dniu premiery nowej serii smartfonów Oppo, w kwietniu tego roku. Pierwszy, prostszy z modeli, miałem już okazję wypróbować - teraz nadszedł czas na jego "poważniejszego" brata.

Oppo Reno 10x Zoom
Oppo Reno 10x Zoom
fot. Adam Łukowski/mGSM.pl

Oba modele Reno są spokrewnione, mają podobną stylizację i wyróżniającą je, wysuwaną "płetwę rekina" - ale to właśnie model 10x Zoom pełni rolę flagowca w rodzinie Reno - szczególnie teraz, gdy dołączył do niej jeszcze najtańszy Reno Z. Skąd wzięła się dziwaczna nazwa omawianego dziś modelu? To oczywiste - ma on optyczny zoom. Ale czy to jedyna cecha przemawiająca za wyborem tego smartfonu?


Oppo Reno 10x Zoom - wideorecenzja
wideo: mGSM.pl przez YouTube

Spis treści


Konstrukcja, zestaw, jakość wykonania

Na początek, jak zwykle, rzut oka na zestaw. A ten jest dość bogaty i zapakowany w ciekawe, wydłużone pudełko. Poza telefonem, znajdziemy w nim szybki, 20-watowy zasilacz, przewód USB, igłę do otwierania slotu kart oraz bardzo porządne słuchawki. Producent dodał jeszcze równie porządny, wyróżniający się pokrowiec o miłej dla dłoni, satynowej fakturze.

Wizualnie, Oppo Reno 10x Zoom nie różni się drastycznie od swego tańszego krewniaka. Ma estetyczną obudowę z ciekawym, matowym szkłem na tyle. W jego centralnej części biegnie błyszczący pasek, w którym wkomponowano obiektywy aparatów fotograficznych.

I tu napotykamy najpoważniejszą różnicę między debiutanckimi modelami Reno. Reno 10x Zoom ma dodatkowe, prostokątne okienko, przez które wygląda obiektyw pozwalający uzyskać bezstratne przybliżenie. Okienko jest prostokątne, bowiem obiektyw ułożono prostopadle do pozostałych, a to, co widzimy - to pryzmat, umożliwiający poziome położenie modułu z ruchomymi soczewkami.

Niezmiernie podoba mi się to, że obiektywy aparatów (podobnie, jak w Reno) nie wystają poza obrys obudowy - a dla ich ochrony, poniżej dodano niewielką półkulę z twardej ceramiki, by po odłożeniu telefon mógł się na niej oprzeć i chronić okienka obiektywów przed zarysowaniem. Wygląda to fajnie, ale przez wystający element telefon na płaskiej powierzchni odrobinę się buja... Ale zdecydowanie mniej, niż niektóre modele z wystającymi aparatami.

Na górnej ściance obudowy napotykamy znajomą już nam, wyjątkowo charakterystyczną oprawkę aparatu do selfie. Wysuwany element przypomina płetwę rekina - po rozłożeniu ma kształt trójkąta, wystającego asymetrycznie z obudowy. Wygląda to ciekawie i pozwala uzyskać bezramkowy wyświetlacz, pozbawiony jakichkolwiek wcięć czy otworków. Mechanizm pracuje cicho i szybko, producent ręczy za jego trwałość przez przynajmniej 200 tys. cykli - ale ja wciąż obawiam się uszkodzenia go przez ciała obce, np. ziarna piachu, które mogą dostać się w szczelinę.

Fakt - używam już drugiego Reno z "płetwą" - i nadal go nie zepsułem, zatem może obawiam się trochę na wyrost? Wspomnę jeszcze, że ubocznym skutkiem zastosowania tego mechanizmu jest brak wodoszczelności. Dziwne jest też to, że w "płetwie" znalazła się dioda tylnego aparatu. Co prawda nie szpeci tyłu obudowy - ale trzeba wysunąć wysięgnik, by użyć flesza czy latarki.

Włącznik jest na prawym boku, zaś na lewym mamy klawisze głośności, do których położenia trzeba się przyzwyczaić. Są jednak wygodne. Na dolnej ściance znajdziemy głośnik oraz port USB-C. Nie pytajcie o minijacka - bo go tu nie ma, ale to nie jedyny problem, który znajdziemy na dole telefonu. Jest tam bowiem jeszcze szufladka na dwie karty - ale niestety tylko hybrydowa na dwie nanoSIM, lub jedną i pamięć microSD. Nie wspomniałem jeszcze o mikrofonach - są zarówno na górnej, jak i dolnej ściance.

Do ergonomii nie mam żadnych zastrzeżeń. Klawisze są tam, gdzie trzeba, a telefon dobrze leży w dłoni, czy to w pokrowcu, czy bez niego. Oczywiście - w pokrowcu staje się nieco grubszy, ale za to w razie upadku - ma większe szanse na przetrwanie. Sztywność i jakość montażu czy materiałów - są znakomite. Dodam jeszcze, że telefon nie jest najlżejszy, waży ponad 200 g. Jeśli zapytacie o ocenę stylizacji - to uwielbiam ją. Przede wszystkim dlatego, że wyróżnia telefon na tle dziesiątek podobnych do siebie modeli z błyszczącymi na równe sposoby pleckami i kropelkowymi notchami.

Wyświetlacz, zabezpieczenia

W Oppo Reno 10x Zoom - jak wspomniałem - żadnego notcha nie ma. I bardzo dobrze, bo dzięki temu wyświetlacz prezentuje się nader atrakcyjnie. Ma bardzo wąskie obramowanie (nawet na dole) i jest wykonany w technologii AMOLED, zapewniającej świetną jasność, kontrast i reprodukcję barw oraz doskonałą czerń. Do 6,6-calowej matrycy o gęstości ponad 380 ppi nie mam żadnych zastrzeżeń. Ekran świeci jasno, da się z niego korzystać w słoneczne dni, dotyk działa idealnie, szkło jest odporne na zarysowania i zabrudzenia, jest Always-On-Display, a barwy dosłownie radują oczy.

Poziom jasności minimalnej mógłby być nieco niższy (szczególnie, że interfejs nie ma trybu ciemnego), ale w sumie nie jest najgorszy, mamy bowiem możliwość ograniczenia migotania ekranu i włączenia trybu nocnego, o ciepłych barwach. Można regulować intensywność tego filtra, a także ustalać harmonogram jego automatycznej aktywacji. Do tego mamy możliwość modyfikacji temperatury barw i zmianę ich palety - P3 lub sRGB. Ja - zdecydowanie wolę żywy P3...

Zabezpieczenia

Czytnik linii papilarnych ukryto pod wyświetlaczem. Jest aktywny, ma fajne animacje - ale ja nadal wolę klasyczne czytniki płytkowe. Ten w Reno, jak na ekranowy, jest dobry - ale najwyraźniej mam niekompatybilne palce, bowiem ilość błędnych odczytów jest - moim zdaniem - wciąż niezadowalająca - szczególnie na tle dobrych czytników tradycyjnych.

Pomimo dodania każdego palca po dwa razy, na wiele sposobów - wciąż nie udało się przekroczyć 6-7 udanych prób na 10. Jest lepiej, niż np. w Samsungu Galaxy A50 czy Xiaomi Mi8 Pro, ale nadal nie uważam tego rozwiązania za idealne. Zdecydowanie lepiej spisuje się tu rozpoznawanie twarzy. Pomimo tego, że wymaga wysunięcia "płetwy" z przednim aparatem, przez co nie jest najszybsze - przypadło mi do gustu bardziej, niż ekranowy sensor.

Układu rozpoznawania twarzy (choć oparto go tylko o obraz 2D) nie da się oszukać "na śpiocha", trzeba otworzyć choć jedno oko względnie zdjąć okulary słoneczne. Zwykłe - nie robią systemowi większej różnicy, podobnie, jak lekki, parodniowy zarost. Próbowałem oszukiwać układ zdjęciem - i nie udało mi się, choć pamiętajcie, że w przypadku takich systemów pewne ryzyko jednak istnieje. W ciemności - też działa to nieźle, bowiem twarz można rozświetlić ekranem.

Interfejs

Interfejs występujący w Oppo Reno 10x Zoom - Color OS 6, bazujący na Androidzie Pie - jest właściwie taki sam, jak w Reno, którego testowałem wcześniej. Przejrzysty, spójny, przyjazny, choć różniący się delikatnie od stockowego Androida. Pulpit w zasadzie jest klasyczny, ale możemy zmienić układ przycisków systemowych i przejść na gesty. Ekran główny może być płaski - albo tradycyjny, z zasobnikiem aplikacji. W zasobniku - system prezentuje nam najpierw najczęściej używane aplikacje - potem resztę. Na pulpicie możemy oczywiście tworzyć foldery i zmieniać efekty przejść między ekranami, a do tego - również siatkę ikon. Odsuwając pulpit w prawo - trafimy do dość funkcjonalnego asystenta (ale nie Google, lecz firmowego), prezentującego potrzebne nam widżety - oczywiście sami ustalamy, jakie.

Panel powiadomień działa specyficznie, bowiem rozsuwa się wraz z głównymi skrótami na całą powierzchnię ekranu, ale w sumie - da się to lubić, bowiem widzimy więcej treści. Nie lubię jedynie tego, że klawisz oczyszczania panelu ze wszystkich powiadomień jest na początku, w górze ekranu, a nie pod ręką, na dole. Lubię za to efektowny i wygodny panel przełączników, których wybór jest naprawdę szeroki - a zmiana ich układu - łatwa.

Oppo nie preinstaluje śmieciowych aplikacji, ale w systemie znajdziemy parę przydatnych apek, jak choćby do przenoszenia danych z poprzedniego telefonu czy też do oczyszczania systemu ze zbędnych plików. W interfejsie znajdziemy też np. osobnego klienta e-mail Aquamail (raczej nie polecam), odtwarzacz muzyczny czy dyktafon - nie ma natomiast radia FM. Jest za to specjalny tryb do samochodu, a także gesty na zablokowanym ekranie, czyli możliwość uruchamiania określonych funkcji poprzez nakreślenie odpowiedniego znaku na wygaszonym wyświetlaczu, nie zabrakło też klasycznych gestów, w stylu wyciszania dzwonków poprzez obrócenie telefonu czy wybudzania ekranu przez uniesienie urządzenia albo stukanie w ekran. Można ponadto włączyć "Inteligentny pasek boczny" - czyli dodatkowy, wysuwany z boku panel ze skrótami, oczywiście konfigurowalny.

W interfejsie znajdziemy też naturalnie możliwość dzielenia ekranu i klonowania aplikacji, zabrakło natomiast trybu ciemnego i diodki powiadomień. Ogólnie - interfejs bardzo mi się podoba i ląduje w czołówce mojego osobistego rankingu nakładek producenckich. Gdybyście pytali o poziom zabezpieczeń - w chwili pisania tego tekstu, mam poprawki z 5 lipca 2019. Chyba jest dobrze, prawda?

Wydajność

Oppo Reno 10x Zoom ma absolutnie flagową specyfikację - Snapdragona 855, grafikę Adreno 640, 8 GB pamięci operacyjnej i 256 GB pamięci flash. To nie może być słabe. I nie jest! Oppo Reno 10x Zoom kręci w benchmarkach imponujące wyniki, A na co dzień - cieszy płynną i stabilną pracą.

Da się zagrać dosłownie w każdy tytuł, jaki sobie wymarzymy - i to na "pełnym ogniu". Dodatkowo, możemy wspomóc się efektowną "Przestrzenią Gier", w której możemy ograniczyć "przeszkadzajki", a jednocześnie podkręcić telefon na maksymalne obroty - nie sądzę, by ktoś nie był usatysfakcjonowany osiągami Oppo Reno 10x Zoom...

Telefon nie przegrzewa się, nie zauważyłem zmian w jego wydajności, a wyniki benchmarków zmieniały się dosłownie o włos. Pamięci też jest pod dostatkiem - 256 GB a realnie - ok. 220 GB.

Akumulator

Oppo Reno 10x Zoom ma akumulator o pojemności 4065 mAh, który bez wysiłku utrzyma telefon przy życiu przez cały dzień, nawet półtora. Przy odrobinie (dosłownie) starań z naszej strony, dwa dni pracy nie będą nieosiągalne, a oszczędniej - dociągną i do trzech. Mój "rekord" - to ponad 4 dni działania, ale w momencie, gdy Reno pełnił już u mnie rolę "zapasowego" smartfonu, a jego użycie ograniczyłem do kilku krótkich połączeń i zrobienia kilkunastu zdjęć.

A zatem - z baterii można być zadowolonym, odnosząc czas pracy do możliwości telefonu. Warto zauważyć, że w zestawie mamy szybką (ale nie najszybszą w ofercie Oppo) ładowarkę VooC - która naładuje akumulator do połowy w nieco ponad pół godziny. Potem - ładuje już trochę wolniej, pełne naładowanie nastąpi w ciągu półtorej godziny. I choć są telefony ładujące się jeszcze szybciej - na Reno 10x Zoom naprawdę nie da się narzekać.

Dźwięk, komunikacja

Testując poprzedniego Reno, narzekałem na to, że filtrowanie dźwięku słuchawki nie jest dobre i nasz rozmówca jest dobrze słyszalny wokół nas - choć mamy telefon przy uchu. W modelu 10x Zoom tego efektu nie zaobserwowałem, ale dźwięk pozostał dobry.

Słychać wyraźnie i czysto, nie ma problemu z utrzymywaniem zasięgu i szukaniem w "kłopotliwych" miejscach - Reno 10x Zoom nie ustępuje tu innym flagowcom. Głośniki "zewnętrzne" są dwa, mają dawać efekt stereofonii, ale marnie im to wychodzi, bowiem "dolny" gra zdecydowanie głośniej niż słuchawkowy, a do tego - generuje więcej niższych tonów. Niemniej - oba razem grają czysto i głośno, a telefon jest w pełni "używalny" w trybie głośnomówiącym.

Jeśli chodzi o interfejsy łączności, nie brakuje żadnego (w tym NFC), a wszystkie sprawują się bez zarzutu. Warto przypomnieć o możliwości użycia dwóch kart SIM, wygodnym dialerze z opcją blokowania numerów i trybie hotspotu w dwóch pasmach, 2,4 oraz 5 GHz. Ponadto - port USB-C obsługuje tryb OTG. Dołączone do kompletu słuchawki są bardzo dobrej - jak na fabryczne - jakości i w zupełności zaspokoją wymagania większości użytkowników. Tym najbardziej wymagającym - przypominam o braku wyjścia minijack.

Fotografia i wideo

O fotograficznych możliwościach Oppo Reno 10x Zoom mówi już jego nazwa - telefon wyróżnia się potrójnym aparatem fotograficznym, z mechanicznym płasko ułożonym teleobiektywem zaopatrzonym w peryskop. To nic, że wspominany w nazwie zoom 10x jest już hybrydowy - i tak jest się czym pochwalić.

Konkretniej - mamy tu podstawowy aparat z hybrydowym autofokusem (laser + PDAF) i optyczną stabilizacją, matrycą 48 Mpx i obiektywem 26 mm o przysłonie f/1.7, wspierany przez 8-megapikselowy aparat z szerokokątnym obiektywem 16 mm f/2.2.

Trzeci aparat, to wspomniany peryskop o ogniskowej 130 mm, ze stabilizacją optyczną i przysłoną f/3.0. Realnie - daje on 6-krotne zbliżenie bezstratne, a dalej - działa już zoom hybrydowy lub cyfrowy, sięgający imponujących 60x. Do kompletu, jest jeszcze przedni aparat, z matrycą 16 Mpx i obiektywem 26 mm, f/2.0. Jak myślicie, jakie są rezultaty fotografowania?

Oczywiście, że dobre! W dzień - absolutnie nie ma powodów do krytyki - fotki są ostre, dobrze doświetlone, z naturalnymi barwami. Dodatkowo, oprócz HDR, Reno oferuje tryb "olśniewający kolor" - dla tych, którzy lubią, gdy jest bardziej kolorowo.

To dobry tryb do robienia zdjęć roślin i nieba, ale i przy architekturze da miłe dla oka efekty. Zdjęcia nocne też w zasadzie są godne flagowca, choć czasem pojawi się już trochę szumów i artefaktów.

Tryb nocny nie próbuje oszukiwać fizyki - ale nadaje fotkom sympatycznego klimatu, szczególnie, gdy w kadrze pojawią się jasne punkty. Niestety, nie udaje się tu sztuczka z księżycem - ale zdjęcia - w odróżnieniu od generowanych przez flagowce Huawei - wyglądają rzeczywiście, jak robione w nocy, a nie przed zmierzchem. Co ważne - nawet na fotkach nocnych daje się zauważyć kolory, co nie jest oczywiste nawet w topowym segmencie smartfonowego rynku. Dodam, że w aparacie znalazł się tryb "ekspert" - czyli manualny, jest również integracja z Google Lens.

Aparat szerokokątny również daje się polubić, ale w jego przypadku trzeba pamiętać o gorszej przysłonie obiektywu (co jest naturalne) i o braku stabilizacji optycznej. Zdjęcia z szerokim kątem również nie pozostawiają wiele do życzenia, choć oczywiście widać charakterystyczną dla "rybiego oka" deformację obrazu - niestety bez możliwości cyfrowej korekcji. Irytuje mnie również to, że nie można przełączyć się jednym ruchem z aparatu głównego na szeroki - po drodze trzeba "zaliczyć" trzy stopnie zoomu. Da się to zrobić gestem "szczypnięcia" - ale jak uczynić to trzymając telefon jedną ręką? To nonsens, jakby powiedzieli w reklamie...

Czas na zoom. Ten wielki, imponujący i tak dalej. Ochłońmy... Tak naprawdę, użytecznym zbliżeniem jest to 6-krotne. Wówczas działa optyka i fotki faktycznie nie tracą niczego na swej jakości. Później, przy zoomie 10x widać już wyraźną degradację odwzorowania detali - ale powiedzmy, że jest jeszcze znośnie. A dalej - to już tylko zwyczajny zoom cyfrowy ze wszystkimi jego wadami.

Reklamowane zbliżenie 60x jest - moim zdaniem - już totalnie bezużyteczne i moim zdaniem - nie powinno znaleźć się w telefonie, bowiem tylko rozczaruje użytkownika. Gdyby ktoś pytał mnie o zdanie - to powyżej 15x zbliżenie telefonem nie ma sensu. Pamiętajcie też, że choć w obiektywie tym jest stabilizacja - nie uczyni ona cudów i do wypróbowania zoomu powyżej wspomnianych 6x warto mieć statyw, a przy 60x - nawet i on nie pomoże.

Zdecydowanie bardziej spodobały mi się natomiast panoramy tworzone aparatem Reno 10x Zoom, jak również efekty rozmywania tła - są w porządku. Równie w porządku są selfiaczki - nie bardzo jest się do czego przyczepić, może poza notorycznym prześwietlaniem jasnego tła - ale to wrodzona cecha większości przednich aparatów, zatem nie narzekam nadmiernie.

Jeśli lubicie się upiększyć - w Reno 10x Zoom jest sporo opcji, a wszystkie dają nawet całkiem naturalny efekt. Jest też rozmywanie - ale już w pełni cyfrowe, bowiem z pojedynczego obiektywu. Główny aparat rozmywa tło już z wykorzystaniem dwóch obiektywów - i robi to przyzwoicie.

Mam problem z oceną filmowania. Niby wszystko jest w porządku, można nagrywać w 60 klatkach czy w 4K, jest zapis w zwolnionym tempie, a nawet mamy możliwość zmiany sposobu zapisu dźwięku. Poza zwykłym stereo jest dźwięk przestrzenny, a także zoom dźwiękowy - czyli ogniskowanie dźwięku wraz z przybliżaniem danego obiektu. Niestety, jeśli liczyliście - podobnie, jak ja - na 6-krotny, bezstratny zoom przy filmowaniu - zawiedziecie się. Oppo Reno 10x Zoom nagrywa tylko głównym aparatem, zatem zoom jest tylko cyfrowy. Podobnie, nie da się przejść na obiektyw szerokokątny. Szkoda, bo w sumie, do jakości filmów, nie mam zastrzeżeń. Są dobre, nawet te z przedniego aparatu.


Oppo Reno 10x Zoom - przykładowe wideo
wideo: mGSM.pl przez YouTube

Interfejs fotograficzny jest raczej prosty, choć kilka rzeczy chciałbym w nim zmienić. Poza irytującym, wspomnianym wcześniej dostępem do obiektywu szerokokątnego, zmodyfikowałbym listę trybów. Po pierwsze, przydałaby się możliwość personalizacji kolejności listy, a po drugie - po co przewijana lista, skoro tryb wideo czy portretowy można przewijać na belce obok wyzwalacza migawki?

Owszem, nie jest dobrze, gdy lista jest długa i trzeba przewijać, by znaleźć odpowiedni tryb, jak np. w Asusie Zenfone 6 - ale jeśli jest możliwość dowolnego ułożenia kolejności trybów, to rozwiązanie jest strawniejsze, niż mieszanka listy z przewijaniem. A najlepiej - gdyby był prosty panel z ikonami, jak u Motoroli...

Podsumowanie

Oppo Reno 10x Zoom zoom kosztuje 3500 zł - sporo, jak na konstrukcję firmy, która dla wielu mieszkańców naszego regionu wciąż jest egzotyczna. Nie wiem, czy każdy przeciętny "Kowalski" zdecyduje się zaryzykować, nie bacząc na stereotypową opinię, że "to kolejny Chińczyk"... Ale jeśli zaryzykuje - nie zawiedzie się. To dobry telefon z "bajerami". Jeśli natomiast wiecie, jaką potęgą jest Oppo - chyba nie muszę was przekonywać, że na tle flagowców innych firm, cena jest raczej przyzwoita, pomimo pewnych niedociągnięć, jakie cechują Reno 10x Zoom.

Oppo Reno 10x Zoom podoba mi się głównie ze względu na wyjątkowość, nietypowość - przejawiającą się nie tylko w konstrukcji, ale i w stylizacji telefonu. Uwielbiam "smaczki", jak matowe szkło, wystającą podpórkę "O-dot" czy wyjeżdżającą z góry płetwę. Podoba mi się wyświetlacz, nie rozczarowuje mnie akumulator, a wydajność nie pozostawia miejsca na krytykę. Jakość dźwięku, zaplecze komunikacyjne czy interfejs - również oceniam pozytywnie.

W fotografii i filmowaniu Reno 10x Zoom jest świetny - choć zmieniłbym interfejs aparatu, dodał możliwość filmowania wszystkimi obiektywami i pozbyłbym się zbędnego "bajeru", czyli cyfrowego zoomu 60x. I choć ów zoom boleśnie mnie rozczarował, doceniam obecność bezstratnego zbliżenia 6x - i tak lepszego, niż u większości konkurentów. Aparat jest niezwykle uniwersalny - i nie dziwię się Oppo, że uczyniło z niego "lokomotywę" marketingową.

Co powstrzymuje mnie przed zakupem Oppo Reno 10x Zoom? Zawodność czytnika linii papilarnych i brak minijacka. Brak wodoszczelności - choć wynikający ze specyfiki konstrukcji - również jest w mojej ocenie pewnym niedostatkiem. Niektórym może również doskwierać brak radia FM, najszybszego ładowania VooC czy diodki, ale to już chyba czepialstwo...

Plusy i minusy

PLUSY:

  • flagowa wydajność
  • bezramkowy ekran AMOLED
  • przyjazny interfejs
  • brak śmieciowych aplikacji
  • dobry akumulator
  • NFC
  • pokrowiec w komplecie
  • szybkie ładowanie i odpowiedni zasilacz w komplecie
  • uniwersalność fotografowania
  • dobra jakość zdjęć
  • bezstratny zoom 6x
  • przyzwoite głośniki
  • unikalna stylizacja
  • porządne słuchawki w komplecie

MINUSY:

  • niepewnie działający czytnik papilarny
  • brak wodoszczelności
  • brak diody powiadomień
  • brak ładowania indukcyjnego
  • brak minijacka i radia
  • cyfrowy zoom powyżej 10x
  • ograniczenie filmowania do głównego aparatu
  • drobne niedociągnięcia interfejsu aparatu
  • mógłby być lżejszy

materiał własny

Opublikowane:
Autor: Adam Łukowski

Ten artykuł nie ma jeszcze opinii. Bądź pierwszy i zapoczątkuj dyskusję!
Dodaj swoją opinię!
R E K L A M A

 Niestety, ale nie ma jeszcze żadnych opinii.

 Dodaj swoją opinię!