R E K L A M A

Oppo Reno 10x Zoom
Testy

Piękny płetwal z zoomem

Konstrukcja, zestaw, jakość wykonania

Na początek, jak zwykle, rzut oka na zestaw. A ten jest dość bogaty i zapakowany w ciekawe, wydłużone pudełko. Poza telefonem, znajdziemy w nim szybki, 20-watowy zasilacz, przewód USB, igłę do otwierania slotu kart oraz bardzo porządne słuchawki. Producent dodał jeszcze równie porządny, wyróżniający się pokrowiec o miłej dla dłoni, satynowej fakturze.

Wizualnie, Oppo Reno 10x Zoom nie różni się drastycznie od swego tańszego krewniaka. Ma estetyczną obudowę z ciekawym, matowym szkłem na tyle. W jego centralnej części biegnie błyszczący pasek, w którym wkomponowano obiektywy aparatów fotograficznych.

I tu napotykamy najpoważniejszą różnicę między debiutanckimi modelami Reno. Reno 10x Zoom ma dodatkowe, prostokątne okienko, przez które wygląda obiektyw pozwalający uzyskać bezstratne przybliżenie. Okienko jest prostokątne, bowiem obiektyw ułożono prostopadle do pozostałych, a to, co widzimy - to pryzmat, umożliwiający poziome położenie modułu z ruchomymi soczewkami.

Niezmiernie podoba mi się to, że obiektywy aparatów (podobnie, jak w Reno) nie wystają poza obrys obudowy - a dla ich ochrony, poniżej dodano niewielką półkulę z twardej ceramiki, by po odłożeniu telefon mógł się na niej oprzeć i chronić okienka obiektywów przed zarysowaniem. Wygląda to fajnie, ale przez wystający element telefon na płaskiej powierzchni odrobinę się buja... Ale zdecydowanie mniej, niż niektóre modele z wystającymi aparatami.

Na górnej ściance obudowy napotykamy znajomą już nam, wyjątkowo charakterystyczną oprawkę aparatu do selfie. Wysuwany element przypomina płetwę rekina - po rozłożeniu ma kształt trójkąta, wystającego asymetrycznie z obudowy. Wygląda to ciekawie i pozwala uzyskać bezramkowy wyświetlacz, pozbawiony jakichkolwiek wcięć czy otworków. Mechanizm pracuje cicho i szybko, producent ręczy za jego trwałość przez przynajmniej 200 tys. cykli - ale ja wciąż obawiam się uszkodzenia go przez ciała obce, np. ziarna piachu, które mogą dostać się w szczelinę.

Fakt - używam już drugiego Reno z "płetwą" - i nadal go nie zepsułem, zatem może obawiam się trochę na wyrost? Wspomnę jeszcze, że ubocznym skutkiem zastosowania tego mechanizmu jest brak wodoszczelności. Dziwne jest też to, że w "płetwie" znalazła się dioda tylnego aparatu. Co prawda nie szpeci tyłu obudowy - ale trzeba wysunąć wysięgnik, by użyć flesza czy latarki.

Włącznik jest na prawym boku, zaś na lewym mamy klawisze głośności, do których położenia trzeba się przyzwyczaić. Są jednak wygodne. Na dolnej ściance znajdziemy głośnik oraz port USB-C. Nie pytajcie o minijacka - bo go tu nie ma, ale to nie jedyny problem, który znajdziemy na dole telefonu. Jest tam bowiem jeszcze szufladka na dwie karty - ale niestety tylko hybrydowa na dwie nanoSIM, lub jedną i pamięć microSD. Nie wspomniałem jeszcze o mikrofonach - są zarówno na górnej, jak i dolnej ściance.

Do ergonomii nie mam żadnych zastrzeżeń. Klawisze są tam, gdzie trzeba, a telefon dobrze leży w dłoni, czy to w pokrowcu, czy bez niego. Oczywiście - w pokrowcu staje się nieco grubszy, ale za to w razie upadku - ma większe szanse na przetrwanie. Sztywność i jakość montażu czy materiałów - są znakomite. Dodam jeszcze, że telefon nie jest najlżejszy, waży ponad 200 g. Jeśli zapytacie o ocenę stylizacji - to uwielbiam ją. Przede wszystkim dlatego, że wyróżnia telefon na tle dziesiątek podobnych do siebie modeli z błyszczącymi na równe sposoby pleckami i kropelkowymi notchami.

materiał własny

Opublikowane:
Autor: Adam Łukowski

Ten artykuł nie ma jeszcze opinii. Bądź pierwszy i zapoczątkuj dyskusję!
Dodaj swoją opinię!
R E K L A M A

 Niestety, ale nie ma jeszcze żadnych opinii.

 Dodaj swoją opinię!