
Przeglądając weekendową porcję newsów, natknąłem się na informację, która wywołała na mej twarzy szczery uśmiech. Niestety, nie był to uśmiech radosny, z wyrazami aprobaty, a raczej grymas politowania...
Uśmiałem się serdecznie nad nowymi poczynaniami Apple. Firma, która niepodzielnie rządzi na rynku tabletów i smartfonów, sprzedając urządzenia ze specyficznym, zamkniętym systemem za przerażające kwoty, wzbiła się na wyżyny własnej arogancji. Najpierw zaserwowała nam Nowego iPada 4G, który zgodnie ze swą nazwą działa w sieciach LTE, ale... tylko tych z Kanady i USA. Potem serwowała nam pokrętne wyjaśnienia, by w końcu opisać nowy tablet zgodnie ze stanem faktycznym. Teraz Nowy iPad nie jest już dostępny w wersji Wi-Fi+4G, ale Wi-Fi+Cellular, czyli Wi-Fi z obsługą "sieci komórkowych". Jakich? To już zależy od kraju, w którym się znajdziemy. I w zasadzie wszystko jest jak trzeba. Nazwa oddaje możliwości urządzenia i nabywcy nie powinni już narzekać. Męczy mnie jednak pytanie - czy nie można było tak napisać już przy premierze? Powiedzieć wprost o możliwościach i ograniczeniach tabletu? Znawcy tematu doskonale wiedzieli, co kupują i jak tablet działa. A co z tymi, którzy faktycznie nabrali się na mityczne 4G? Owszem, w wybranych krajach mogą zwrócić urządzenie, jeśli czują się wprowadzeni w błąd. W Polsce - oczywiście nie. Biłem się z myślami, jak określić owo postępowanie... Arogancja? Buta? A może po prostu chytry marketing, z góry zakładający wywołanie medialnej burzy w serwisach prasowych? W końcu "nie ważne jak, byleby o nas mówili"...
Najciekawszy jest jednak dla mnie fakt, iż pomimo oczywistej "wpadki" marketingowej, Nowy iPad odniósł niesamowity sukces rynkowy. Mogę się założyć, że nawet gdyby Apple wypuściło na rynek totalny gniot - i tak byłby on sukcesem w sensie handlowym. To dowodzi, jak wielu wiernych fanów udało się zdobyć kalifornijskiemu koncernowi, a także tego, że nabywcy nie zawsze biorą pod uwagę suche dane techniczne, a spoglądają na całą "otoczkę" towarzyszącą produktowi. A z tym pozostali producenci mają najwyraźniej kłopot.
Na szczęście mam też inne, nieco weselsze i przyjemniejsze wieści związane z Apple.
Pora na plotkę tygodnia związaną z Apple. Tym razem z innej beczki: wyprodukują telewizor. Nie wiemy jaki, nie wiemy kiedy - ale ponoć powstanie, o czym miał rzekomo poinformować szef chińskiej firmy Foxconn, Terry Gou. Według niego, to właśnie w Foxconnie będzie powstawał ów sprzęt, który oczywiście otrzyma matrycę Retina i aluminiową obudowę w wiadomym stylu. Do kompletu ma mieć również Siri i możliwość prowadzenia rozmów przez FaceTime, o "oczywistościach" w stylu dostępu do internetu nie wspominając. Pan Gou zdradził także, że projektując telewizor Apple współpracuje blisko z japońskim Sharpem. Inna plotka głosi, że koncern z Cupertino postanowił ulokować nadwyżki gotówki w firmie LOEWE. Pogłosce tej zaprzeczył jednak rzecznik LOEWE., choć z drugiej strony, ta niemiecka firma, podobnie jak Apple, zasłynęła z wyszukanej stylizacji swoich sprzętów... więc może "coś jest na rzeczy"...?
Teraz, już zupełnie na poważnie - o tym, czego możemy spodziewać się po nowej odsłonie iOS. Według portalu 9to5Mac w iOS6 pożegnamy Mapy Google. Bez obaw, mapy i nawigacja nie znikną, ale będą teraz własnym produktem Apple. Aplikacja ma być podobna, ale otrzyma nieco ulepszony interfejs i efektowny tryb 3D. Nie ma jednak jeszcze oficjalnego potwierdzenia tej informacji - i chyba nie będzie go aż do premiery nowego iOS, która ponoć już w czerwcu.
A na koniec "bonusik", z myślą o naszych czytelniczkach. Oto Ashton Kutcher, szykujący się do roli Steve'a Jobsa w filmie opowiadającym o początkach Apple. Podobny?
Na postawie informacji serwisu Gizmodo i 9to5Mac



Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!