Polski oddział Motoroli poinformował o dostępności modelu Motorola Moto E7i Power. Czy warto interesować się tym smartfonem?
Motorola Moto E7i Power została wyceniona u nas na 449 złotych. Wiadomo, że od tak taniego telefonu nie można oczekiwać zbyt wiele, ale obawiam się, że jedynym, co przemawia za tą propozycją, jest akumulator. Bateria ma pojemność 5000 mAh i wedle zapewnień producenta wystarczy na 76 godzin ciągłego słuchania muzyki albo 14 godzin oglądania filmów czy 12 godzin przeglądania internetu. Innymi słowy - telefon spokojnie wytrzyma 2 dni bez ładowania.
Motorola Moto E7i Power ma ponadto 6,5-calowy wyświetlacz Max Vision HD+, który przy tej cenie można uznać za optymalny. Wyposażenie telefonu obejmuje ponadto 13-megapikselowy aparat główny z autofokusem z detekcją fazy (PDAF), aparat do makro pozwalający robić zdjęcia obiektom z 4-krotnie mniejszej odległości, jak też 5-megapikselowy aparat do selfie. Urządzenie ma też czytnik linii papilarnych umieszczony dyskretnie w logo "batwing" z tyłu telefonu czy specjalny przycisk Asystenta Google na boku. Moto E7i Power możemy mieć w dwóch kolorach: niebieskim i koralowym. Niestety, smartfon ma również coś, co w zasadzie skreśla go w 2021 roku. Mowa o pamięci 2+32 GB. O ile z pamięcią na dane poradzimy sobie korzystając z karty microSD, o tylko 2 GB RAM-u w zasadzie uniemożliwi korzystanie z niektórych aplikacji. Tu nawet Android Go nie pomoże. Jeśli zależy wam tylko na dużej baterii i nie używacie więcej, niż 2-4 podstawowych aplikacji - możecie pomyśleć o tym modelu. W przeciwnym razie - ciężko go rekomendować.
Na podstawie informacji Motorola


Opinia neutralna
Panie Adamie pisze Pan że 2gb ramu skreśla telefon jako urządzenie mogące pracować z większą liczbą aplikacji - to już taki trend czy co?
Jestem "świrem telefonicznym" od nastu lat, miałem multum telefonów. Obecna mam nota 10+ (12gb ramu), mam też nota 4 (3gb ramu), i teraz uwaga... Sgs2 z cm (1gb ramu) - mam firmę i dużo aplikacji z których korzystam zawodowo (trello i slack są jednymi z mniej zasobożernych) i poza tym że na sgs2 po prostu niektórych aplikacji już nie ma to działa nadal responsywnie. I tu rodzi się moje pytanie, ile ramu potrzebujemy żeby życie było lepsze?
Mój dyżur moderacyjny, więc pozwolę sobie odpowiedzieć - jeśli chciałbyś Szanowny Użytkowniku zapytać bezpośrednio Adama - w stopce, w dziale "Redakcja" jest do niego kontakt mailowy.
Świadomemu użytkownikowi - tzn. świadomemu jakiego urządzenia używa i do jakich celów, nadal może w zupełności wystarczyć 1-2 GB w archiwalnych smartfonach (Pewnym ograniczeniem są ogromne zmiany w budowie stron internetowych. Niektóre przeglądarki w starych systemach mogą nie chcieć się aktualizować, a co za tym idzie, przeglądanie internetu może się stać bardzo niewygodne.) - Nie w tych sprzedawanych dzisiaj, chyba że używa urządzenia wyłącznie do dzwonienia i użytkuje je offline. Współczesne aplikacje online używane przez większość dzisiejszych nieświadomych użytkowników, "którzy najchętniej mieliby iPhone'a, żeby wszystko działało" powinny mieć minimum 4 GB. - I jak sądzę zgadzamy się w tej kwestii z Adamem. W wypadkach ekstremalnych (niektóre marki, niektóre interfejsy graficzne, brak automatycznego zabijania procesów w tle, zasobożerne aplikacje/gry) nawet przy 4 GB smartfon nie będzie pracował płynnie. - I tak, to już taki trend. Wszechobecny wyścig szczurów wymusza szybkość i brak optymalizacji aplikacji. Niezoptymalizowane aplikacje są coraz bardziej zasobożerne. To z kolei wymusza coraz wydajniejszy sprzęt. Coraz wydajniejszy sprzęt pozwala na jeszcze większe lekceważenie optymalizacji - i kółko się zamyka. Z czymś takim mieliśmy do czynienia w złotej erze rozwoju pecetów, gdy działało jeszcze prawo Moore'a. (jf)