Opakowanie i akcesoria
Urządzenie dostarczane jest w charakterystycznym dla Realme opakowaniu w kolorze żółtym. Oprócz samego smartfonu w opakowaniu znalazła się ładowarka (5V-2A, 10 W) z (bodajże) amerykańską wtyczką, kabel USB-microUSB, papierowa instrukcja oraz szpilka do otwierania tacki na karty SIM/microSD. Podobnie jak inne modele budżetowe, w zestawie nie znajdziemy etui czy zestawu słuchawkowego.
Budowa i ekran
W budowie Realme C11 uwagę zwracają przede wszystkim relatywnie wąskie ramki wokół ekranu, przyjemne dla oka kolory obudowy, nowoczesny design i ciekawa, asymetryczna faktura na tylnym panelu. W budżetowej półce recenzowany model zdecydowanie wyróżnia się wizualnie - na plus. Nie mam też zastrzeżeń do jakości wykonania. Front jest szklany, a ramkę i placki wykonano z solidnego tworzywa. Smartfon nie może się pochwalić żadnym stopniem pyło- czy wodoodporności, ale podobno jest tu powłoka P2i, która ochroni urządzenie w razie zachlapań - lepsze to niż nic. Urządzenie waży 191 gramów - ani za dużo, ani za mało w swojej półce cenowej.
Jego 6,5-calowy wyświetlacz IPS HD+ (1600x720 pikseli) zapewnia dobre odwzorowanie kolorów i wystarczający współczynnik kontrastu, choć gęstość upakowania pikseli nie jest tu zbyt wysoka - wynosi 270 ppi. Co oznacza, ze gołym okiem można dostrzec pojedyncze piksele. Ale naprawdę trzeba się przyjrzeć. Podczas czytania drobniejszych tekstów na ekranie zauważymy, że nie są one tak ostre jak w modelach z lepszą rozdzielczością, ale nie ma też dramatu - w większości codziennych zastosowań nie powinno to przeszkadzać. Osoby, które preferują wydłużone ekrany, również powinny być zadowolone - proporcje wynoszą tu 20:9. Do tego szkło 2.5D i niewielkie wcięcie w kształcie kropki - całość prezentuje się naprawdę dobrze.
Nie mam zastrzeżeń do kątów widzenia, w większości zastosowań radę daje też jasność - choć nie w słońcu. W ustawieniach znalazła się możliwość ustawienia temperatury kolorów, jest tryb czytania i ciemny motyw. Ekran zajmuje ok. 88% frontowego panelu - całkiem niezły wynik w tak tanio wycenionym modelu. Ramki, jak na budżetową konstrukcję, starano się utrzymać w ryzach - co najwyżej ta dolna daje o sobie bardziej znać. W górnej części znalazło się natomiast niewielkie wcięcie ekranu w kształcie kropli.Na ekran naklejona jest fabryczna folia - producent chwali się ponadto obecnością szkła Gorilla Glass 3.
Plecki zwracają uwagę nietypowym kolorem - Mint Green (jest jeszcze wersja Pepper Grey) - oraz teksturą. Tutaj zastosowane tworzywo ma geometryczny, asymetryczny wzór, dzięki któremu nie tylko oryginalnie wygląda, ale też sprawia, że smartfon nie wyślizgnie się z dłoni zaś na jego powierzchni nie widać odcisków palców. Dodatkowo umieszczono tu dość spore logo, które fajnie wkomponowuje się w panel. Na tylnym panelu nie znalazło się zbyt wiele dodatkowych elementów - w sumie można napisać tylko o kwadratowym module z aparatami. Aparaty są dwa, towarzyszy im dioda doświetlająca, a pod względem wizualnym zaprojektowano to zgodnie z najnowszymi trendami, które zdominowały kwadratowe "wyspy". Dodam jeszcze, że moduł w Realme C11 nieznacznie wystaje ponad obudowę. Szkoda tylko, że producent nie zdecydował się na umieszczenie tu skanera linii papilarnych - za to smartfon oferuje funkcję rozpoznawania twarzy
Na krawędziach znalazły się typowe przyciski i porty. Po prawej stronie zauważymy podłużny klawisz do regulacji głośności, pod nim znalazł się włącznik/blokada ekranu. Na dolnej krawędzi jest najbardziej tłoczno - zauważymy tu uniwersalne gniazdo słuchawkowe, port microUSB, otwór mikrofonu oraz zewnętrzny głośnik telefonu. Po prawej stronie umieszczona została tacka na karty SIM/microSD, do wysunięcia której trzeba skorzystać z dedykowanej szpilki (albo czegoś podobnego, z ostrym końcem. Na górnym panelu jest pusto, nie ma tu żadnych dodatkowych elementów.
Materiał własny















