Huawei P9 EVA-L09
Recenzja

Opublikowane:

Ze znakiem Leica

Zeszłorocznymi modelami P8 czy Mate 8 Huawei udowodnił, że potrafi zbudować smartfon godny miana flagowca i potrafiący konkurować z najlepszymi. Po tegorocznym modelu - czyli P9 - spodziewałem się jeszcze więcej. Czy flagowy Huawei kolejny raz będzie w stanie walczyć z topowymi modelami Samsunga, Apple czy LG? Odpowiedź nie jest łatwa...

Huawei P9
Huawei P9 fot. Adam Łukowski/mGSM.pl

Smartfon Huawei P9 miałem okazję poznać już w kilka minut po premierze w Londynie. Producent umiejętnie podsycał zainteresowanie nowym modelem, nie dziwi zatem fakt, że moje oczekiwania były duże. I właściwie, nowy model prawie je spełnił. Prawie, bowiem zabrakło mi w nim paru elementów. Jakich - dowiecie się z poniższego tekstu.


Spis treści


R E K L A M A

Budowa, wykonanie, zestaw

Producent już na początku zaskoczył mnie drobiazgiem, jakim jest opakowanie. Karton, w którym dostarczany jest Huawei P9 jest estetyczny, porządny i wykonany z dbałością o szczegóły, ale daleko mu do pięknej plastikowej szkatułki, w jakiej sprzedawano poprzedni model.

W tym roku chiński gigant zapakował telefon raczej rzeczowo: w kartonie, pod wkładką podtrzymującą telefon, mamy kilka mniejszych pudełeczek, w których ulokowano "makulaturkę" (czyli instrukcję i gwarancję), zasilacz, przewód USB i słuchawki, a także igłę do otwierania slotu na karty. Prosto, schludnie - ale bez efektu "wow", jaki towarzyszył odpakowywaniu P8.


Wstępny wideoprzegląd Huawei P9
wideo: mGSM.pl przez YouTube

Właściwie - nie można ganić producenta za opakowanie. Ono i tak zwykle ląduje w koszu, zatem powinno być proste i tanie. Z drugiej strony... "pierwsze wrażenie" może być ważne. Tu zabrakło mi tego nieokreślonego "czegoś". Zwłaszcza, że poszczególne elementy zestawu, jaki otrzymałem z telefonem, nie wyróżniają się niczym szczególnym.

Zasilacz ma standardowe wyjście USB 2A, zaś końcówka towarzyszącego mu przewodu to wtyk USB-C. I już mamy pierwszy zgrzyt. Huawei postawił na nowoczesne, ale sprawiające kłopoty złącze. Niełatwo dokupić dobry przewód standardu USB-C, zatem gdy fabryczny zaginie czy się uszkodzi - mamy problem. Kabla USB-C nie kupimy jeszcze w każdym supermarkecie. Drobiazg - ale potencjalnie utrudniający życie. Ewentualne korzyści z zastosowania nowego gniazda raczej nie rekompensują niedogodności.

Słuchawki - są - jak na fabryczny zestaw - bardzo porządne. Ich wygląd przypomina słuchawki konkurentów, ale w tej dziedzinie trudno być innowatorem: Wszak uszy wszyscy mamy podobne. Zestaw HF od Huawei'a gra zrównoważonym, choć nieco szczupłym, pozbawionym głębokiego basu brzmieniem. Dźwięk określiłbym mianem poprawnego - nie kaleczy uszu, ale też nie porywa. Do słuchania muzyki - mogą być, za to do prowadzenia rozmów - są perfekcyjne. Czego zabrakło? Może plastikowego pudełeczka do ich przechowywania?

Ponarzekałem na zestaw - ale na wykonanie samego telefonu już nie mam prawa narzekać. Huawei P9 jest piękną, znakomicie zaprojektowaną konstrukcją. Jak przystało na smartfon z najwyższej półki, obudowę wykonano z metalu. Oczywiście jest nierozbieralna, ale czy ktokolwiek jeszcze myśli o wyjmowaniu baterii? Ja od dawna nie, zatem jedynie odnotowuję ten fakt - bez rozpatrywania go jako wady.

Nowy model nawiązuje nieco do poprzednika. Ma prostą, ale elegancką formę, z nieco zaokrąglonymi bokami. Front tworzy wypukłe szkło Gorilla Glass 4, szklaną wstawkę znajdziemy również na tyle telefonu, w okolicach aparatu fotograficznego.

Tło pod szkłem ma delikatny, prążkowany wzór, który z bliska wygląda znakomicie. Dla porządku dodam, że obudowa P9 występuje w kolorze biało-srebrnym, czarno-grafitowym i złotym. Mnie przypadł w udziale atrakcyjny model w bieli.

Metalowy tył telefonu tworzy jednolitą całość wraz z bokami. Lewa strona telefonu jest niemal całkowicie gładka, znajdziemy tam jedynie szufladkę na karty. Wykonano ją z metalu. W środku (zależnie od wersji) możemy umieścić kartę nanoSIM i pamięć microSD lub dwa nano-SIM-y i pamięć.

Montaż kart jest bezproblemowy, gniazda czytelnie oznaczono. Na prawym boku P9 dzieje się nieco więcej: mamy tam przyciski głośności i włącznika. Leżą dość blisko siebie - ale wbrew pozorom korzysta się z nich bardzo wygodnie. Włącznik ma matowe wykończenie i łatwo "wyczuć" go palcem.

Na górnej ściance znalazł się jedynie otworek dodatkowego mikrofonu, za to na dole mamy obfitość elementów. Są tam gniazda USB-C i minijack, kolejny mikrofon oraz dwa wkręty łączące obudowę. Widać też otworki głośnika. Jeden głośnik może trochę rozczarowywać... ale nie tutaj. Trzeba go posłuchać! Jak na komórkowy "brzęczyk" gra niezwykle czysto i donośnie.

Już po kilku minutach uznałem ów głośnik za jeden z istotnych atutów P9 i zdanie to podtrzymuję do dziś. Wreszcie słyszę telefon nawet z oddali, wreszcie nie krzywię się z niesmakiem nad trzeszczącą plastikową membranką. Oczywiście, nie ma cudów, nie jest to głośnik do wyrafinowanych odsłuchów muzycznych - ale z pewnością daje się go słuchać bez obrzydzenia. Lepszy może być jedynie BoomSound w telefonach HTC.

Wróćmy jeszcze na chwilę na tyły... Znajdziemy tam kwadratowe zagłębienie, w którym tkwi skaner linii papilarnych. Jest stosunkowo niewielki, ale działa bardzo skutecznie. Błędy odczytu zdarzają mu się niezwykle rzadko, za to wydatnie ułatwia on odblokowywanie telefonu. Co więcej, może pełnić rolę gładzika, usprawniającego poruszanie się po menu telefonu. Gdyby tylko był odrobinę większy...

Huawei P9 okazuje się urządzeniem wyjątkowo poręcznym. Zaskakuje dość niską masą, a także dobrym wyważeniem. Telefon świetnie leży w dłoni i nie ma zamiaru z niej uciec: Matowe wykończenie tyłu zapewnia naprawdę dobry chwyt, choć zauważyłem, że powierzchnia jest dość łatwa do zarysowania. Niestety...

Na koniec oględzin obudowy, jeszcze dwa słowa o jakości wykonania. Jest naprawdę dobra, w zasadzie nie sposób znaleźć niedoróbkę. Trzeba uzbroić się w lupę, by dostrzec drobne niedoskonałości - ale kto przy zdrowych zmysłach ogląda telefon pod lupą?! Patrząc na P9 normalnie - nie zauważymy niczego, co dawałoby powody do krytyki. Obudowa jest zwarta, sztywna i nie trzeszczy. To najważniejsze.

R E K L A M A

Wyświetlacz, interfejs

Wróćmy na przód - do wyświetlacza. Jak wspomniałem, chroni go modne, wypukłe szkło Corninga. Jest mocne, a do tego, jego zaokrąglone brzegi w połączeniu z błyszczącą fazą na ramce telefonu, robią naprawdę znakomite wrażenie. Huawei już kolejny raz zastosował sztuczkę maskującą ramkę ekranu. Gdy wyświetlacz jest wygaszony - ramka zdaje się być cienka prawie jak włos. Jej właściwą szerokość zobaczymy dopiero podświetlając ekran.

I nawet wtedy trudno ją uznać za zbyt szeroką. Efekt wizualny jest świetny. Patrząc na telefon, można stwierdzić, że pod ekranem jest trochę niewykorzystanego miejsca - ale umiejscowione tam logo zgrabnie niweluje to wrażenie. Przestrzeń ponad wyświetlaczem zagospodarowano dla odmiany w całości. Mamy tam okienko kamery, czujników, a także głośnik, pod którego osłoną ukryto jeszcze diodę sygnalizacyjną.

A sam wyświetlacz... Ma 5,2 cala oraz rozdzielczość FullHD. Ktoś narzeka? Ja - nie. Ekran zapewnia wystarczająco ostry obraz, dobrze nasycone kolory i przyzwoity kontrast. Małym minusem może być tylko zbyt "jasna" czerń. Siła podświetlenia (zarówno minimalna, jak i maksymalna) nie daje powodów do narzekania, podobnie, jak kąty widzialności obrazu. Panel dotykowy także jest godny pochwały, nie mogę również krytykować podatności przedniego szkła na zabrudzenia.

Cóż widzimy na ekranie? Coś, co niezwykle lubię, czyli interfejs EMUI. Charakterystyczną cechą tego interfejsu jest brak zasobnika aplikacji. Wszystkie ikony pokazywane są na kolejnych ekranach, co po pewnym czasie i przyzwyczajeniu okazuje się nader wygodne. EMUI ma bardzo czytelny sposób wyświetlania powiadomień - na linii czasu, wraz z ikoną odpowiadającej za powiadomienie aplikacji.

Panel przełączników jest równie wygodny, choć do pełni szczęścia brakuje mi możliwości jego modyfikacji. W dole ekranu mamy dodatkowy, rozwijany panel sterujący. Działa on nawet na zablokowanym wyświetlaczu i poza sterowaniem odtwarzaczem muzycznym, pozwala na szybkie uruchomienie kalkulatora, latarki, dyktafonu i kamery.

Klawisze sterowania systemem wyświetlane są na roboczej powierzchni ekranu, ale dzięki temu mamy możliwość zmiany ich układu. Dodatkowo, możemy uruchomić "Wiszący przycisk", który można umieścić w dowolnym miejscu przy brzegu ekranu. Przycisk ten dubluje działanie klawiszy systemu, pozwala także uruchomić szybką optymalizację.

W interfejsie znalazła się także możliwość zmiany motywów ekranowych, a także sterowania ruchami i gestami. Można np. wyciszyć alarmy poprzez obrócenie telefonu czy uruchamiać aplikacje poprzez nakreślenie na ekranie odpowiedniego znaku.

Działa także sterowanie kłykciem (można w ten sposób np. zapisać fragment obrazu widocznego na ekranie), przewidziano również możliwość obsługi ekranu w rękawiczkach i zaawansowanego sterowania muzyką z klawiatury zestawu słuchawkowego. Ciekawostką jest "Ukryty pulpit" - dostępny poprzez rozsunięcie palcami na zwykłym pulpicie. Można tam schować wybrane apki przed wścibskim okiem dziecka, szefa, żony czy kochanki...

Zabrakło wybudzania telefonu stuknięciem w ekran, ale można za to budzić P9 głosem lub po prostu skorzystać z szybkiego skanera odcisku palca.

Huawei nie przesadza z ilością fabrycznych aplikacji, ale to i owo znajdziemy w nim już na starcie. W oprogramowaniu znalazła się sympatyczna aplikacja fitnessowa, mamy także menedżer plików, latarkę i lusterko, wykorzystujące przednią kamerę i światło ekranu. Wśród firmowych narzędzi znajdziemy także narzędzie do tworzenia kopii zapasowej oraz HiCare - apkę, która pozwala sprawdzić gwarancję czy wskazać najbliższy punkt serwisowy.

Producent preinstalował tez kilka gier i absolutnie rewelacyjny "Menedżer telefonu" - do szybkiego oczyszczania pamięci, optymalizacji, zarządzania energią i ochroną urządzenia. Wszystko to razem pozostawi nam ok. 25 GB wolnego miejsca w wewnętrznej pamięci flash. Chyba warto pomyśleć o karcie microSD...

Warto wspomnieć jeszcze o nieco zmodyfikowanym układzie menu ustawień oraz o ekranie blokady ze skrótem do aparatu fotograficznego, zegarem i krokomierzem. Czego zabrakło? Trybu pracy na podzielonym ekranie. Więcej na temat EMUI znajdziecie w recenzjach innych modeli Huawei i Honor, na przykład:

Podsumowując: Interfejs jest prosty, intuicyjny oraz wygodny. Pracuje płynnie i nie kryje w sobie udziwnień i niespodzianek. Nie zawiera również aplikacji wybitnie śmieciowych. Opis interfejsu zakończę wyznaniem: Tak, to moja ulubiona nakładka producencka.

R E K L A M A

Wydajność, bateria, komunikacja

Huawei jest producentem ambitnym, dlatego też konsekwentnie wyposaża swe smartfony we własne procesory HiSilicon Kirin. W Huawei P9 mamy Kirina 955, z czterema rdzeniami Cortex-A53 taktowanymi 1,8 GHz i czterema A74 z zegarem 2,5 GHz. Procesor wspiera grafika Mali-T880 MP4 oraz 3 GB pamięci operacyjnej. Wszystko to zapewnia smartfonowi dość wysoką, ale nie najwyższą wydajność. P9 nie zajmuje czołowych lokat w benchmarkach, ale w codziennym użytkowaniu trudno zauważyć, aby był znacząco wolniejszy od np. topowych Samsungów.

Liczby nie kłamią - ale jeśli używacie telefonu w normalny sposób, zamiast odpalać kolejne benchmarki, wydajność P9 was nie rozczaruje. Telefon pracuje sprawnie i stabilnie, nie zauważyłem "przycięć", dokuczała mi natomiast spora emisja ciepła. Huawei P9 nie jest najgorętszym (w dosłownym znaczeniu) telefonem, ale czuć, że układy elektroniczne mają co robić i są ciasno zabudowane w korpusie urządzenia.

Bateria - podobnie jak "serce" Huawei P9 - nie jest najmocniejsza w klasie, ale właściwie nie można też na nią zbytnio narzekać. Naładowana do pełna - będzie w stanie utrzymać telefonu przy życiu przez dwa dni. To oczywiście pod warunkiem, że nie będziemy zeń zbyt intensywnie korzystać. Jeśli skorzystamy z najbardziej energooszczędnego scenariusza, jaki oferuje menu zarządzania energią - czas działania uda się wydłużyć do trzech pełnych dni.

Używając P9 intensywnie, robiąc wiele zdjęć i "bawiąc" się interfejsem, z ekranem podświetlonym na maksimum - wyczerpałem baterię w 7 godzin. To i tak przyzwoity wynik, choć oczywiście są lepsi. Ciesząc się przyzwoitą baterią musimy jednak pamiętać, że do jej naładowania potrzebujemy porządnego kabla USB-C, a napełnienie baterii potrwa stosunkowo długo - około trzech godzin. By "nabić" pustą baterię do 1/3 pojemności, potrzeba 40 minut... Musimy również zapomnieć o ładowaniu bezprzewodowym.

Komunikacyjna strona Huawei P9 nie daje powodów do krytyki. Jakość dźwięku podczas rozmów, czy to przez słuchawkę, czy przez głośnik zewnętrzny, jest znakomita. W telefonie zastosowano układ łączności Signal+ 2.0 z potrójną anteną, który rzeczywiście musi wpływać na sposób wyszukiwania sieci przez telefon.

Huawei P9 radzi sobie dobrze nawet w miejscach o słabym, "pływającym" zasięgu - i robi to zdecydowanie lepiej, niż poprzednik.

Ulepszono także łączność z sieciami Wi-Fi - układ Wi-Fi+ 2.0. zapewnia płynne przełączanie się pomiędzy hotspotami, analizując nie tylko siłę sygnału, ale i prędkość połączenia. Nie napotkałem problemów podczas korzystania z GPS i Bluetooth, choć np. funkcja "Dotknij i przenieś" nie chciała zadziałać z żadnym spośród posiadanych przeze mnie innych smartfonów.

Miałem też sporadyczne problemy z dokonywaniem płatności zbliżeniowych. W komunikacji tekstowej obyło się bez problemów, ale już fabryczny klient e-mail w żaden sposób nie chciał podjąć współpracy z moim serwerem pocztowym. By było zabawniej, komunikacja z tym samym serwerem przez aplikację Gmail nie sprawiła już kłopotu.

R E K L A M A

Fotografia, wideo

Już na długo przed oficjalną premierą wiedzieliśmy, że pierwsze skrzypce w Huawei P9 będzie grać fotografia. I rzeczywiście - mamy do czynienia z jednym z najlepszych fotograficznych smartfonów na rynku. W tej dziedzinie P9 śmiało może walczyć z najlepszymi, ze sporą szansą przynajmniej na miejsce na podium.

Obok podwójnego obiektywu aparatu widzimy dumne logo Leica. I choć tak naprawdę optykę do P9 produkuje chińska firma Sunny, będąca podwykonawcą Leiki, a matryce dostarcza Sony, oczekiwania są spore. A efekty? Hmmm...

Telefon ma dwie matryce BSI o rozdzielczości 12 megapikseli. Piksele są większe, niż u poprzednika, a do tego jedna z matryc nie ma filtra barwnego i rejestruje obraz monochromatyczny. Dzięki temu możemy uzyskać "prawdziwe", czarno-białe zdjęcia, możemy również pobawić się w zmianę głębi ostrości po zrobieniu zdjęcia.

To żadna nowość, ale w P9 mamy pełen podgląd na żywo, dzięki czemu łatwiej osiągnąć pożądany efekt. Sęk w tym, że na większość takich ujęć wciąż widać ingerencję oprogramowania - czego nie można powiedzieć o rozmyciu uzyskiwanym tradycyjnie, w trybie manualnym.

Zdjęcia są naprawdę dobrej jakości, choć na tych wykonywanych w trybie automatycznym wyraźnie widać efekty dość mocnego odszumiania i dużej kompresji JPEG. Dla robiących dużo zdjęć - może to być nawet i zaletą, bowiem pliki zajmują mniej miejsca... ale jeśli chcemy uzyskać naprawdę dobre zdjęcia, musimy przełączyć się w tryb ręczny i zapisywać fotki w cyfrowym negatywie, a obrabiać je do JPEG dopiero w komputerowym programie graficznym.

Dopiero wtedy aparat P9 prezentuje pełnię swych możliwości. Czy to oznacza, że zdjęcia z automatu są złe? Niekoniecznie... Fotki mają wiernie odwzorowane barwy i przyzwoitą ilość detali, cechują się miłą dla oka, naturalną miękkością linii, typową bardziej dla aparatów analogowych, niż cyfrówek.

Na co ponarzekam? Przede wszystkim, trudno uzyskać dobre zdjęcie panoramiczne bez statywu. Oprogramowanie nie najlepiej radzi sobie z łączeniem klatek, gdy drgnie nam ręka. Nocą nie warto również przesadzać z wysokim poziomem czułości - by uniknąć widocznego ziarna, ale lepiej znów użyć statywu i wydłużyć czas otwarcia migawki.

Można też posiłkować się trybem "Super Noc", jaki znamy już z poprzednich modeli Huaweia. Przy okazji - można pobawić się w "Malowanie światłem", które był sztandarową funkcją aparatu P8. Tu - również jest i działa tak samo dobrze. Zaskakująco dobrze wypada również cyfrowy zoom. To zapewne zasługa dodatkowej, monochromatycznej matrycy.

Aparat w P9 daje możliwość zapisywania bardzo ładnych ujęć monochromatycznych, również w słabszym świetle. Zdjęcia uzyskują większą dynamikę, można też wydobyć nieco więcej detali. W aparacie znajdziemy ponadto kilka filtrów barwnych i możliwość naniesienia na zdjęcie "Znaku wodnego" - czyli np. klipartu z nazwą miejsca, w jakim wykonano zdjęcie.

Oprogramowanie ma również tryb rozpoznawania dokumentów (niestety bez możliwości eksportu tekstu np. do książki adresowej), a także opcję zapisu w zwolnionym tempie. Jest również możliwość rejestracji poklatkowej czy dodania notatki dźwiękowej.

Przyznam, że mam kłopot z oceną możliwości fotograficznych Huawei P9. Z jednej strony, aparat potrafi zrobić naprawdę świetne zdjęcie, z drugiej - by takowe uzyskać musimy się trochę napracować. To odrobinę kłóci się z moim rozumieniem komórkowej fotografii.

Telefonem fotografujemy najczęściej szybko, spontanicznie, chwytając moment, który właśnie zauważyliśmy wokół nas. Tymczasem, by uzyskać najlepszy efekt, musimy użyć trybu manualnego, w którym ustawienie parametrów trwa dłuższą chwilę, pomimo przyjaznego interfejsu.

Kolejne minuty będziemy musieli poświęcić na obróbkę pliku DNG na komputerze, a w tym samym czasie, innym telefonem uzyskamy porównywalne lub nieznacznie gorsze zdjęcie, wyjmując go z kieszeni i po prostu naciskając spust. Huawei P9 jest telefonem dla nieco bardziej zaawansowanych miłośników fotografii... pytanie, czy oni robią zdjęcia telefonami.

Jeśli lubicie pobawić się fotografią, a największą radość sprawia wam ustawianie aparatu, eksperymentowanie i "wywoływanie" RAW-ów - to sprzęt dla was. Jeśli jednak najczęściej używacie aparatu w trybie "wyceluj i naciśnij" - Huawei P9 może was odrobinę rozczarować.

Podobnie, rozczaruje miłośników filmowania. To jeden z nielicznych flagowców, który nie potrafi nagrywać filmów w 4K i nie dysponuje stabilizacją. Filmy są przyzwoitej jakości - ale konkurenci potrafią tu sporo więcej. Ostrość obrazu jest dość dobra, ale czasem można zauważyć zaburzenia płynności. Na pocieszenie - P9 ma możliwość upiększenia filmowanych twarzy w trakcie nagrywania filmów i robi to nawet całkiem naturalnie. Oto próbki wideo.


Filmy nagrywane Huawei P9
wideo: mGSM.pl przez YouTube

Na koniec - kilka ujęć z przedniej kamery. Są poprawne, ale nie radzę przesadzać z upiększaniem. Chyba, że lubicie się pośmiać...

Aparat otrzymał nieco zmieniony, ale dość prosty w obsłudze interfejs. Na start pojawia nam się okno z podglądem, klawiszem migawki i filmowania, a także skrótami do sterowania fleszem, efektami oraz do przełączania się na przedni aparat i tryb zapisu ze zmienną ostrością. Pociągając palcem od dołu (lub z lewej strony, zależnie od tego jak trzymamy telefon) przechodzimy do menu programów tematycznych. Zastaniemy tam ikony w stylu aparatów Leica, których dobry wygląd psują nieco podpisy.

Po angielsku wyglądają dobrze, ale po przełączeniu na polski zobaczymy na przykład "Monochrom-atyczny" czy "Rozpozn-awanie". Drobiazg, ale we flagowcu nie ma miejsca na takie wpadki. Podpisy ikon jeszcze bym przecierpiał, gdybym nie napotkał kolejnego problemu. Menu ustawień zaawansowanych, które wysuwamy gestem od góry (lub od prawej do lewej) nie zmienia orientacji wyświetlania - skorzystamy z niego wygodnie tylko trzymając telefon w pionie - a jak wiemy, zdjęcia wykonujemy raczej trzymając smartfon poziomo. Podejrzewam, że Huawei usunie te niedostatki przy okazji aktualizacji...

Pochwalę natomiast tryb manualny. Włączamy go, przesuwając w kierunku centrum ekranu niewielki pasek przy klawiszu migawki. Pojawiają się wówczas "suwaki" pozwalające zmienić np. czułość, ekspozycję czy czas migawki. Sterowanie jest intuicyjne, a co najważniejsze - na ekranie widzimy podgląd na żywo, pozwalający zorientować się, czy wprowadzane przez nas zmiany mają sens. Prostą obsługę trybu manualnego warto docenić tym bardziej, że zapewne będzie on często wykorzystywany przez każdego, kto wybierze Huawei P9 ze względu na aparat fotograficzny.

R E K L A M A

Podsumowanie, wideorecenzja

Okazało się, że tegoroczny flagowiec Huaweia jest lepszy od poprzednika - ale to chyba było oczywiste. Nowy model otrzymał odświeżony, elegancki wygląd, niezły wyświetlacz i sympatyczny, nie przeładowany bzdurnymi dodatkami interfejs. Huawei P9 ustępuje wydajnością konkurencyjnym flagowcom, ale wcale nie oznacza to drastycznego pogorszenia płynności działania.

Telefon ma także baterię, która jest w stanie zapewnić do dwóch dni normalnego użytkowania bez konieczności doładowywania, ale przede wszystkim, P9 ma aparat fotograficzny, który we wprawnych rękach zapewni doskonałe zdjęcia.

Muszę jednak trochę ponarzekać. Gracze będą krytykować dość wyraźne nagrzewanie się urządzenia. Zabrakło nadajnika podczerwieni (pilota), nie ma też ładowania indukcyjnego. Ładowanie baterii trwa zbyt długo. Telefon ma znienawidzone przeze mnie, kłopotliwe gniazdo USB-C i nie nagrywa filmów w 4K.

Te zapisywane w FullHD nie zwalają z nóg. Smartfon ma rozbudowany, zaawansowany aparat fotograficzny, który jednak nie potrafi pokazać pełni swych możliwości w trybie automatycznym - a tak fotografuje większość użytkowników komórek.

Ponarzekałem, zatem dla równowagi jeszcze kilka zalet. Huawei P9 ma genialny, ładnie grający głośnik, a do tego zapewnia dobrą jakość połączeń głosowych. Telefon bez zarzutu pracuje w roli nawigacji czy odtwarzacza MP3, sprawdzi się również przy korzystaniu z internetu. Wysoko ocenię również skaner biometryczny, działający pewnie i pozwalający wykorzystać się też jako touchpad. Wisienką na torcie jest porządna i estetyczna obudowa, a także niska masa telefonu.

Czy warto go kupić? Huawei P9 w niektórych aspektach ustępuje tegorocznym flagowcom, ale też jest od nich wyraźnie tańszy. W chwili publikacji tej recenzji jego cena wynosiła niecałe 2400 zł, pojawiały się też oferty promocyjne - z kartą 128 GB gratis lub ze smartwatchem Huawei Watch za 3,2 tys. zł.

To dobra oferta, zważywszy na możliwości i wykonanie telefonu. Jeśli chcecie cieszyć się topowym telefonem, a jednocześnie zaoszczędzić parę stówek - warto pomyśleć o P9.


Krótka wideorecenzja Huawei P9
wideo: mGSM.pl przez YouTube

materiał własny

O autorze
adam-lukowski.jpg
Adam Łukowski

Od 25 lat w branży nowoczesnych technologii. Pamięta pierwsze komórki i początki mobilnego internetu, ma za sobą również pracę w poczytnych czasopismach. Od początku istnienia mGSM.pl dostarcza aktualności i recenzuje urządzenia, korzystając z wiedzy i nabytego przez lata doświadczenia.

Artykułów: 16662

Ten artykuł skomentowano już 4 razy.
Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!
Dodaj swoją opinię!
R E K L A M A
Opinie nie są weryfikowane.
icon up
0,0% 
icon down
 25,0% 
icon unknown opinion
 75,0% 
Default user logo
Krzysiek

Opinia negatywna

Tak patrzę na te zdjęcia i nadziwić się nie mogę. Nie robią totalnie szału. Wrzuciłem kilka zdjęć moim telefonem żeby wszyscy mogli porównać (w robieniu zdjęć jestem totalnie zielony)
http://www.mgsm.pl/pl/katalog/vivo/xshotultimateedition/zdjecia/Vivo-Xshot-Ultimate-Edition.html

Uważam, że jak na logo którym się tak jarają i jak na cenę tego telefonu to zdjęcia robi słabe. Mam telefon z kraju kwitnącej wiśni a fotki są porównywalne.

Dla mnie, kicha i chwyt marketingowy z tym aparatem.
.adsl.inetia.pl | 03.05.2016, 22:05
R E K L A M A
Default user logo
vlodo956

Opinia neutralna

Dlaczego testujący pomija właściwości muzyczne smartfonów. Jednego kręci fotografia drugiego gry, a innego muzyka. Bez pewnych aspektów test jest niepełny.
.175.75.145 | 27.04.2016, 10:04
Default user logo
damiion

Opinia neutralna

Mojego lg l1 też słychać z daleka.
.dynamic.gprs.plus.pl | 24.04.2016, 11:04
R E K L A M A
Default user logo
elniunio27

Opinia neutralna

Fajnie był by zrobić porównanie z Samsungiem Galaxy S6 ponieważ jest to zeszłoroczny flagowiec ale ciężko powiedzieć czy opłaca się przesiadka na P9. Co do obecnych flagowców rzeczywiście kusi cena aby wybrać P9 ale dla osób przechodzących z flagowców 2015 roku może być to kłopotliwe.
.146.12.221.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl | 21.04.2016, 23:04


Ostatnio przeglądane

mGSM.pl na YouTube

mgsm-premium-icon-small KONTO PREMIUM od 4,92
zł/mies