Już w połowie sierpnia powitamy nowe modele Google Pixel 11, ale w ślad za nimi podąży też najtańszy model, czyli "budżetowy" Google Pixel 11a. Czego się możemy po nim spodziewać?
Śmiało możemy przyjąć, że Google Pixel 11a będzie wizualnie podobny do poprzednika. Będzie zatem mieć kompaktową formę, zaokrąglone narożniki i metalową ramkę. Wysepka fotograficzna zapewne znów nie będzie wystawać, ale skryje jedynie aparat szerokokątny i główny. Smartfon zobaczymy w kolorach: czarnym (Obsidian), zielonym (Olive), fioletowym (Frost) i srebrnym (Fog). A jaka będzie specyfikacja tego modelu? Jak donosi Mystic Leaks, nowy model ucieszy tym samym procesorem, co pozostałe smartfony serii Google Pixel 11. Będzie to zatem Google Tensor G6, pracujący w układzie rdzeni 1+4+2 i wykorzystujący najwydajniejszy rdzeń ARM C1-Ultra 4,11 GHz, cztery ARM C1-Pro 3,38 GHz do obsługi większości zadań oraz dwa energooszczędne rdzenie ARM C1-Pro 2,65 GHz, a także grafikę PowerVR C-Series CXTP-48-1536 oraz koprocesor zabezpieczeń Titan M3 i modem 5G MediaTek M90. Smartfon ma też mieć nowy aparat do selfie, a także ulepszony system rozpoznawania twarzy. Pixel 11a zachowa ekran o kompaktowym rozmiarze 6,3 cala, rozdzielczości Full HD+ i częstotliwości odświeżania obrazu w zakresie 60-120 Hz. Jasność ekranu sięgnie 2250 nitów w trybie HDR i 3350 nitów w szczycie.
I tu kończą się dobre wiadomości. Cóż z tego, że nowy Pixel 11a pozostanie kompaktowy i otrzyma procesor z flagowych Pixeli 11, jeśli skurczy mu się akumulator?! Według dzisiejszego przecieku, nowy Pixel 11a ma mieć akumulator o pojemności 4870 mAh. To co prawda wartość minimalna, a typowa na pewno będzie wyższa, ale pytanie, o ile. Google może ogłosić typową pojemność 4900, a najwyżej 5000 mAh. Jakby nie spojrzeć, bateria będzie mniejsza, niż w poprzednim modelu Google Pixel 10a, który miał akumulator 5100 mAh. Nie będzie też raczej ulepszeń w zakresie pamięci - smartfon ma pozostać przy pamięci operacyjnej 8 GB, podejrzewam, że wewnętrzna będzie oferowana w pojemnościach 128 i 256 GB. Zatem - miejscami będzie lepiej, ale miejscami gorzej lub podobnie, jak przez ostatnie dwa lata... Możemy za to być niemal pewni wzrostu cen.