
Gdy kilka dni temu czytałem o pewnym iPhone, który zapalił się podczas lotu samolotem, uznałem to za przypadkowy incydent. Dziś jednak natknąłem się na podobną informację.... Tym razem ogień pojawił się w Samsungu Skyrocket. Czy to już epidemia?
Przypomnijmy. We wtorek pojawiły się doniesienia o niecodziennym wypadku z Australii. Tam, podczas lotu linii Regional Express na trasie z Lismore do Sidney, należący do jednego z pasażerów iPhone 4 zaczął dymić i iskrzyć. Jakie przerażenie może wywołać taki incydent podczas lotu - możemy sobie tylko wyobrazić. Na szczęście jednak, steward linii lotniczych zachował zimną krew i potraktował płonącego iPhone gaśnicą. Nie udało się ustalić przyczyn samozapłonu, ale wiadomo, że spowodowało go przegrzewanie się baterii. A to już nie raz się zdarzyło... Warto zauważyć, że pechowy telefon nie był podłączony do ładowarki, nie upadł, nie był demontowany - był po prostu normalnie użytkowany. Rzecz działa się w samolocie - zatem prawdopodobnie nie był nawet zalogowany do sieci. iPhone trafił do badań w australijskiej Komisji Bezpieczeństwa Transportu - ale na razie nie ma doniesień o wynikach ekspertyzy.
Czytając wówczas ten news, przeszedłem nad nim do porządku dziennego - wszak w przypadku ogniw litowo-jonowych czy polimerowych awaria i przegrzanie jest możliwe. Pamiętam również, że podobne doniesienia pojawiają się niemal regularnie - choć stosunkowo rzadko. Zazwyczaj nie mają za sobą tragicznych skutków, choć czasem brakuje już niewiele...
Od zapłonu iPhone nie minął nawet tydzień - a już pojawiła się kolejna "ognista" wiadomość. Tym razem jeden z użytkowników serwisu XDA-developers doniósł o awarii swego Samsunga Galaxy S II Skyrocket. Mężczyzna poczuł, że znajdujący się w kieszeni jego spodni telefon nabiera temperatury i zaczyna wydzielać swąd. Wyjął ją i wyjmując gorącą już baterię zapobiegł pożarowi. Na dołączonym zdjęciu widać, że zarzewiem ognia były styki baterii - może to zatem one, a nie same ogniwa stanowią przyczynę? Także i tym razem dokładnej przyczyny chyba nie poznamy.
I właściwie incydent z Samsungiem także powinienem zapomnieć - i nie absorbować nim waszej uwagi. Ale przypomniałem sobie, że Apple prowadzi właśnie akcję wymiany iPodów nano I generacji, w których może dojść... do przegrzewania się baterii. I w tym momencie pora się zastanowić - czy to incydenty, czy już swoista epidemia? Może nie wiemy o wszystkich awariach, samozapłonach czy pożarach? Może to, co przewija się w wiadomościach to jedynie czubek lodowej góry? Zwróćcie uwagę, że takie wypadki zaczęły zdarzać się kilka lat temu, wraz z upowszechnianiem się mobilnych urządzeń zasilanych bateriami - i od tej pory występują już ciągle! Czy powinniśmy się bać? Czy producenci znają problem i bagatelizują go w imię zysków? Te pytania pozostawiam bez odpowiedzi.
Na postawie informacji serwisu Electronista


Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!