Od początku września technologiczny świat żyje "aferą" związaną z niebezpiecznymi bateriami smartfonów Samsung Galaxy Note 7. Problem płonących baterii jest jednak dodatkowo podsycany...
Litowo-jonowe baterie zawsze były niebezpieczne. Ich mechaniczne uszkodzenie czy przegrzanie może zaowocować efektownym fajerwerkiem, może się też zdarzyć - jak w przypadku pechowego Note'a 7 - partia baterii z "wadą wrodzoną", która w pechowych okolicznościach również zakończy się mini pożarem.
Od lat czytam w różnych serwisach o "wybuchających" telefonach. Średnio raz w miesiącu widzę news mówiący o płonącym smartfonie. "Wybuchają" komórki różnych marek, wypadki kończą się różnie - zwykle użytkownik telefonu wychodzi z nich bez szwanku, ale zdarzają się też przypadki śmiertelne.
Przypadek Note 7 jest nietypowy, dotyczy bowiem flagowego, nowego modelu, a do tego poraża skalą akcji serwisowej. Samsung wymienia wszystkie znajdujące się w rękach klientów egzemplarze. Reakcja producenta jest jak najbardziej prawidłowa, ale towarzyszący jej rozgłos sprawia, że w ostatnich dniach zwiększyła się ilość doniesień o tym, że "płonący problem" dotyka innych modeli Samsunga. Może to robota konkurencji... Może po prostu sezon ogórkowy, ale w minionym tygodniu widziałem doniesienia o problemach z Galaxy S7, a także o dramatycznej eksplozji Note'a w rękach dziecka. I nad tym ostatnim przypadkiem chciałbym się teraz pochylić...
Doniesienia były dramatyczne: Oglądające film (lub w innej wersji - grające) dziecko zostało poparzone, gry w jego rękach wybuchł podłączony do ładowarki Note. Później jednak okazało się, że dziecko wcale nie używało nowiutkiego Note, ale wysłużonego Galaxy Core, być może z niefirmową, niesprawdzoną baterią. Możliwe, że używano zbyt mocnej, lub również niefirmowej ładowarki... W każdym razie, wiadomość podana przez NBC New York rzuciła inne światło na sprawę.
Nie znam okoliczności zdarzenia, niemniej odniosłem wrażenie, że wskutek "afery bateryjnej", każdy samozapłon baterii będzie teraz przypisywany Samsungowi. Nawet, jeśli potem okaże się, że "wystrzelił" iPhone czy Xiaomi, "szum" w mediach pozostanie. I na to chciałbym zwrócić waszą uwagę. Nim ulegniecie masowej histerii i zaczniecie wieszać psy na biednym Samsungu, poczekajcie na dokładniejsze informacje. Czasem rzeczywistość jest inna, niż malują ją media.
My staramy się skupiać na suchych faktach. A te są proste: KAŻDA bateria w KAŻDYM telefonie jest potencjalnie niebezpieczna, może okazać się wadliwa lub ulec awarii. TO się po prostu zdarza, ale na szczęście na tyle rzadko, iż możecie przyjąć, że nic wam nie grozi.
materiał własny
Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!