
Jak wszyscy wiemy, lampy błyskowe wbudowane w telefony czy tablety nie powalają mocą i zazwyczaj okazują się za słabe, by doświetlić plan ujęcia. Inżynierowie Apple wpadli jednak na pomysł, jak wzmocnić siłę komórkowego błysku.
Założenia zgłoszonej do amerykańskiego urzędu patentowego koncepcji nie są nowatorskie - podobne rozwiązanie znane jest profesjonalnym fotografom od lat. Gdy jedna lampa jest za słaba - trzeba się wspomóc kolejnymi. Jednoczesny błysk z kilku lamp może okazać się skuteczniejszy niż jednej, nawet silniejszej. W profesjonalnej fotografii wyzwolenie migawki powoduje jednoczesny błysk kilku fleszy rozstawionych wokół fotografowanego obiektu. W pomyśle Apple zamiast dodatkowych fleszy ustawiamy jednak kolejne smartfony czy tablety. Jeden telefon przejmuje rolę aparatu, wyzwalającego lampy w pozostałych urządzeniach. Oczywiście do wzajemnej komunikacji potrzebna będzie specjalna aplikacja zainstalowana na wszystkich sprzętach uczestniczących w ujęciu. Przyjęto, że telefon fotografujący wykona najpierw ujęcie próbne i podda je analizie. Na podstawie uzyskanego wyniku dobierze parametry błysku (np. siłę i opóźnienie) dla wszystkich połączonych urządzeń i dopiero wtedy wykona właściwe, optymalnie doświetlone zdjęcie. Jak się zapewne domyślacie, głównym zastosowaniem tego rozwiązania będzie fotografia portretowa... W całej koncepcji najbardziej podoba mi się to, że w zasadzie jest możliwa do zrealizowania bez wielkich nakładów, właściwie od zaraz. Nie wymaga bowiem ingerencji w konstrukcję urządzeń - wystarczy, by dysponowały lampą doświetlającą i Wi-Fi - a to ma praktycznie każdy smartfon. Sekret tkwi w aplikacji - a czy powstanie na kilka platform, czy tylko na iOS, pozostaje na razie słodką tajemnicą Apple.
Na podstawie informacji serwisu Engadget

Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!