
Pęknięty wskutek upadku wyświetlacz to zmora każdego użytkownika smartfonu. O wypadek nietrudno, a koszty naprawy potrafią sięgnąć 3/4 wartości telefonu. Apple próbuje zapobiec kosztownym uszkodzeniom.
Wnioski takie nasuwają się po lekturze informacji o wniosku patentowym, jaki wpłynął do amerykańskiego urzędu (USPTO). Pomysł zakłada wykorzystanie czujników telefonu i silniczka z masą balansową, podobnego do tego, jaki wytwarza sygnały wibracyjne. Czujniki - jak żyroskop, przyspieszeniomierz czy kompas - wykrywałyby potencjalny upadek, na podstawie ruchów i przyspieszenia, jakie mu towarzyszą, a następnie uruchamiałyby silniczek, który przesuwałby ciężarek. Owo obciążenie zmieniałoby środek ciężkości telefonu w taki sposób, by upadł stroną lub miejscem najmniej narażonymi na uszkodzenie po zderzeniu z twardą powierzchnią. Innymi słowy, telefon zachowywałby się niczym kot spadający na cztery łapy. Brzmi cudownie, nieprawdaż?
Od razu jednak narodziła się w mojej głowie teoria spiskowa... Wszak mówimy przecież o tym "złym, niedobrym" Apple! Czujniki i balans mogą równie dobrze wykonać niecną robotę i ułożyć telefon tak, by uszkodzenia były jak najrozleglejsze, by zarobić więcej na jego naprawie lub zmusić użytkownika do zakupu nowej komórki. Zgoda, to trochę naciągane, zatem, patrząc trochę obiektywniej, zestaw czujników można wykorzystać nie tylko do ratowania telefonu, ale do samego zarejestrowania faktu upadku - by potem łatwiej klientowi udowodnić uszkodzenie mechaniczne i odmówić naprawy gwarancyjnej. Czyż w iPhone nie ma podobnie działających czujników zawilgocenia?! Nie chcę być pesymistą, ale obawiam się, że rozwiązanie - jeśli w ogóle trafi do telefonów - to właśnie tylko w tej wersji: nie tyle ratującej, a tylko rejestrującej uderzenia. Obym się mylił!
Znacznie ciekawiej - i lepiej dla użytkowników - zapowiada się inne, zgłoszone jednocześnie rozwiązanie Apple. Tu przyjęto, że zabezpieczeniem przed upadkiem telefonu byłby kabel słuchawkowy. Po wykryciu zagrożenia przez czujniki, specjalny mechanizm zatrzaskiwałby wtyczkę słuchawek w gnieździe, by telefon zawisł na kablu. Jeśli nawet nie zapobiegłoby to upadkowi, jego skutki mogłyby być mniej opłakane, a wyhamowanie telefonu na przewodzie dawałoby też użytkownikowi czas na jego złapanie.
Na podstawie informacji serwisu Appleinsider


Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!