Tak przynajmniej Google tłumaczy sformułowanie "seamless updates". Mimo to nie wszyscy producenci chcieli zaimplementować tę funkcję. Tak czy inaczej, w nowym Androidzie już się bez nich nie obejdzie. Co się zmieniło?
Nowe wieści o wymaganiach sprzętowych Androida - nowy system będzie wymagać nie tylko nowej minimalnej ilości RAM i pamięci wewnętrznej, ale także wsparcia dla wirtualnych partycji A/B. Co to oznacza? W praktyce - prawdopodobnie aktualizacje w tle dla wszystkich!
Aktualizacje w tle zaistniały już przy okazji Androida 7 w 2016 roku, i od tamtego czasu były obecne we wszystkich urządzeniach Google Pixel. Od tamtego czasu zaadaptowała je większość producentów smartfonów z Androidem, ale niektórzy (jak Samsung) wzbraniają się aż do dzisiaj. Zaleta aktualizacji w tle jest oczywista: możliwość jednoczesnego aktualizowania systemu i korzystania z telefonu. Jedyną przerwą w pracy będzie moment, w którym należy zrestartować urządzenie - w porównaniu ze standardową metodą aktualizacji to moment. Dlaczego więc ktokolwiek miałby tego nie chcieć? Są dwa powody:
- Czas trwania aktualizacji. Standardowa metoda zajmuje od 5 do 15 minut, a aktualizacja w tle - między 20 a 30 minut, a czasem trochę dłużej. Co prawda można w tym czasie korzystać z urządzenia, niemniej proces aktualizacji pochłonie sporo wydajności.
- Koszt pamięci wewnętrznej. W urządzeniu z możliwością aktualizacji w tle pliki systemowe zajmują więcej miejsca.
Co mają aktualizacje w tle z wielkością plików systemowych? Powodem są właśnie partycje A/B. Aktualizowane pliki są kopiowane i aktualizacji dokonuje się na jednej kopii podczas gdy użytkownik korzysta z drugiej. Restartu wymaga jedynie moment przełączenia się ze starych plików na nowe. Poza wygodą bezproblemowe aktualizacje zapewniają także bezpieczeństwo - w razie jakichkolwiek problemów z nową aplikacją można spokojnie wrócić do starej konfiguracji.
Jako że rozmiar partycji (jednej dużej na pliki użytkowników i innych dla różnych elementów sprzętowych i systemowych) ustawiany jest na sztywno przy instalacji systemu, funkcja "bezproblemowych aktualizacji" wiąże się to ze stałym zmnejszeniem pamięci wewnętrznej dostępnej dla użytkownika. Z biegiem lat, Google wprowadziło jednak wiele rozwiązań ograniczających ten problem: zapisywanie części plików w pamięci użytkownika (by później można je było usunąć i ponownie zwolnić miejsce), nowe metody kompresji i wirtualne partycje, dynamicznie przydzielane systemowym komponentom w jednej super-partycji.
fot. Mishaal Rahman / blog.esper.io
Dzięki wszystkim nowym rozwiązaniom koniec końców udało się całkowicie zniwelować różnicę wymogów pamięciowych, jednocześnie zwiększając też prędkość aktualizacji. Z tej okazji Google postanowiło uczynić dynamiczne partycje A/B wymaganym komponentem nowych urządzeń z Androidem 13 i usługami Google - tak, jak planowano już od 2020 roku. W przeszłości część producentów wzbraniała się przed funkcją "bezproblemowych aktualizacji", i nie bez powodu. Teraz jednak jest mniej powodów do narzekań, i możliwe, że Galaxy S23 będzie pierwszym telefonem Samsunga z funkcją aktualizacji w tle.

Opinia neutralna