Sony Ericsson Satio
Recenzja

Opublikowane:

Znane i lubiane

Kiedyś życie było bardziej złożone, ale i zarazem prostsze. Ktoś kto lubił Nokie, lubił przeważnie system Symbian i nie był chętny do korzystania z Samsungów czy Sony Ericssonów. Czasy się jednak zmieniły, system kojarzony z fińskimi telefonami można spotkać u innych producentów.

Multimedialny produkt Sony Ericssona działający pod kontrolą systemu Symbian. Świetny wyświetlacz, a co za tym idzie własności multimedialne. Do tego aparat z 12 megapikselami i o dużych możliwościach.

Pierwszy raz przeżyłem mały szok, gdy do testów trafił jeden z modeli Samsunga, który nie dość, że działał na Symbianie, to jeszcze panel wyświetlacza przesuwał się zarówno w dół, jak i do góry – jak w Nokii N95. Sony Ericsson Satio jest bardziej oryginalny, co ma swoje dobre, jak i nieco słabsze strony.

Dużo pikseli

Dominującym elementem w Satio jest dotykowy wyświetlacz o przekątnej 9 centymetrów, czyli tyle, ile np. iPhone. Ten w SE jest trochę dłuższy, ale za to węższy (format 16:9). Prezentowane przezeń obrazy są bardzo wyraźne, a kolory (16 milionów) dobrze nasycone. Oglądanie zdjęć czy filmów to czysta przyjemność. Do robienia zdjęć i nagrywania sekwencji wideo prowokuje pokrywa obiektywu, na której widnieje wartość 12,1 megapiksela. Po jej odsunięciu ukazuje się sam obiektyw otoczony lampkami i czujnikami.

Większa z lamp jest podłużna, ksenonowa i doświetla zdjęcia. Druga, mniejsza, jest okrągła i doświetla kadr podczas automatycznego ustawiania ostrości, a miejsce, na którym chcemy ustawić autofocus, możemy wybrać sami poprzez dotknięcie ekranu w wybranym miejscu. Aparat sam ustawi ostrość i po chwili zrobi zdjęcie – bez konieczności wciskania spustu migawki, który umieszczono klasycznie na lewym boku telefonu, który staje się górnym, gdy trzymamy telefon jak aparat fotograficzny. Przycisk ten jest na równi z obudową, ale dzięki plastikowej obwódce nie ma problemu z jego wciśnięciem. Dodatkowo, po otwarciu pokrywy obiektywu, wspomniana obwódka podświetlona zostaje niebieskim światłem.

Na tym samym boku są jeszcze inne przyciski służące do obsługi aparatu. Pierwszy pozwala na zmianę trybu jego pracy aparat/kamera. Następny to skrót dogalerii, a ostatni pozwala korzystać z zoomu cyfrowego. Reszta ustawień dostępna jest za pomocą ekranu dotykowego. A trochę ich jest. Jest funkcja rozpoznawania twarzy i uśmiechu. Można wybrać scenę (m.in. portret, krajobraz w dzień, w nocy, sport), dodać efekty (zdjęcia czarno-białe, sepia itp.), czy też rodzaj ujęcia (wspomniane ustawianie ostrości na wybranym elemencie, zdjęcie panoramiczne czy BestPic, gdzie mimo jednokrotnego wciśnięcia spustu migawki aparat robi szybko dziewięć zdjęć i sugeruje, które z nich jest najlepsze). Możliwości jest dużo więcej, ale niektórzy mogą być zawiedzeni brakiem swobodnej regulacji czułości ISO. Jest za to cyfrowa stabilizacja obrazu, która jednak nie działa z fleszem. Ogólnie aparat robi bardzo dobre zdjęcia zarówno przy świetle dziennym, sztucznym, jaki przy słabym oświetleniu.

Mam mieszane uczucia, dotyczące pokrywy chroniącej obiektyw, lampy i czujniki. Telefon jest w tym miejscu wyraźnie „grubszy”, a pokrywa biegnie od jednego boku telefonu do drugiego. Nie wpływa to jednak, moim zdaniem, negatywnie na wygląd urządzenia. Natomiast mechanizm jej poruszania z jednej strony działał dość sprężyście i nie trzeba się męczyć z przesuwaniem. Z drugiej strony, zdarzyło mi się uruchamiać aparat niechcący podczas wyciągania telefonu z kieszeni. Należy zaznaczyć, że mimo zablokowanych przycisków i ekranu rozsunięcie osłony uruchamia aparat i zwalnia blokadę.

Elegancko

Za blokowanie przycisków i ekranu odpowiada mały suwak na lewym boku. Jest tak skonstruowany, że nie trzeba go szukać wzrokiem. Ale tu też mam małe zastrzeżenia. Nieco poniżej umieszczono bowiem tradycyjny dla SE port ładowarki i słuchawek. Wtyk tych ostatnich jest tak skonstruowany, że lekko utrudnia korzystanie ze wspomnianego suwaka. Nie wiem, dlaczego projektanci nie pokusili się o gniazdo słuchawek typu mini-jack.

Co jeszcze mamy na zewnątrz Satio? Jest dostęp do portu kart microSD, co cieszy. Pod ekranem zaś są trzy przyciski (zielona i czerwona słuchawka oraz wejście do menu), a nad nim oko kamery do wideo rozmów, czujnik światła, głośniki dioda sygnalizacyjna. Góra i dół telefonu są zaokrąglone. Większość obudowy wykonano z czarnego, połyskliwego plastiku ze srebrnymi wstawkami i bokami. Według mnie – całość jest elegancka i może się podobać. Satio dostępne jest też w obudowie srebrnej lub bordowej.

Dość ciekawie rozwiązano gniazdo na kartę SIM. Jest ono schowane w okolicach modułu fotograficznego. Aby umieścić tam kartę, trzeba wyciągnąć specjalne sanki, umieścić w nich SIM-a i wcisnąć je na miejsce. W tę stronę sprawa jest banalna, o wiele trudniej jest wyjąć kartę z sanek. Ale większość użytkowników nie żongluje SIM-ami, więc ich problem nie dotyczy.

Symbianowo, ale nowo

Jak wspomniałem, Satio działa pod kontrolą systemu Symbian S60 piątej edycji. Ma to swoje zalety, ale chwilami bywa zabawnie. Po pierwszym podłączeniu telefonu do komputera, zanim uruchomiła się aplikacja do komunikacji między nimi, otworzyło się klasyczne dla systemu Windows okno, jak po podłączeniu pamięci masowej. U góry okna nawet pojawia się nazwa podłączonego urządzenia – Nokia N97. Zabawne. Satio też inaczej przedstawia się np. przy połączeniu Bluetooth – tu nazywa się U1.

O ile menu można uznać za symbianowe, to Szwedzi z Japończykami inaczej podeszli do paneli trybu gotowości, czyli zestawu funkcji dostępnych bezpośrednio na głównym ekranie. Mnie najbardziej podoba się układ o nazwie... Sony Ericsson. Wówczas na ekranie pojawia się dziewięć ikon, ale w takim układzie, aby nie zasłaniać widoku tła. Tylko jedna z nich „wchodzi” na tło i do tego największa, ale za to jest przezroczysta. Jest to skrót do odtwarzacza muzyki. Pod nim są cztery mniejsze wirtualne przyciski. Pierwszy z nich to przejście do klawiszy telefonicznych. Kolejny prowadzi do sekcji photo, music, wideo. Następny to skrót do wiadomości zarówno poczty elektronicznej, jak i MMS-ów i SMS-ów.

Ostatni w tej części ekranu jest symbol lupy, i jak nie trudno się domyślić, prowadzi do wyszukiwarki Google oraz opcji przeszukiwania telefonu, np. w poszukiwaniu notatki, kontaktu czy wideoklipu. Ten opis jest aktualny, gdy w górnej części ekranu wybrana jest ikona pulpitu. Obok niej są skróty do ostatnio wykonanych zdjęć, z czego to ostanie jest widoczne w miniaturze na głównym ekranie.

Z drugiej strony mamy skrót do zakładek popularnych serwisów internetowych, jak MySpace, YouTube, Picasa. Kolejny daje dostęp do ulubionych kontaktów. Ostatni to edytowalna lista skrótów do aplikacji. Dodając do tego fakt, że na głównym ekranie możemy ustawić zmieniające się tapety (w wybranym tempie) z własnych zdjęć lub zdjęć wgranych przez producenta układ Sony Ericsson jak najbardziej przypadł mi do gustu wyglądem i funkcjonalnością.

Kupuj, słuchaj

Istotną różnicą między telefonami z Finlandii a Satio jest pierwsza ikona w menu – Play Now. Przenosi nas ona na strony Play Now Arena, czyli internetowego sklepu z muzyką, grami, aplikacjami, tapetami, które można pobrać na nasz telefon. Jest trochę darmowych, ale zdecydowana większość zawartości jest odpłatna. Co do cen, to są one średnie pod warunkiem, że nie chcemy zapłacić zajeden plik muzyczny SMS-em Premium. Przykładem będzie piosenka z ostatniej płyty zespołu U2. Gdy chcemy zapłacić SMS-em, cena wynosi 7,32 zł, ale wiadomo, że zbyt wiele podmiotów na tym zarabia. Nie opłaca się. Taniej wyjdzie zapłacić kartą kredytową – 3,99 zł. W przypadku gier różnica w cenie jest mniejsza, bowiem płacąc kartą, zaoszczędzimy 2 złote – płacąc SMS-em gra Assassins Creed II kosztuje 10,99.

Fabrycznie testowany model SE wyposażony był w dwie gry: logiczną Sudoku i zręcznościową Labirynt, gdzie przechylając telefon w odpowiednim kierunku, musimy przeprowadzić kulkę przez labirynt z przeszkodami. Z opcji rozrywkowych nie zabrakło, jak na Sony Ericssona przystało, dobrego odtwarzacza plików MP3, z wieloma opcjami katalogowania utworów. W zestawie znalazły się też przyzwoite słuchawki, niezbędne do słuchania radia FM, które, niestety, nie wyświetla wiadomości RDS. Do tego chwilami słabo się spisuje. Nie wiem, czy to kwestia radia, czy słuchawek, ale w centrum Warszawy nie da się słuchać radia. Pojawiają się zakłócenia. Dla przykładu – słucham „Trójki”, akurat są wiadomości, a tu nagle pojawiają się przebicia z Radia Zet. Porażka. Wiem, że okolice hotelu Marriott i PKiN to miejsca o dużych zakłóceniach i kilka innych telefonów też ma tam kłopoty. Ale znam i takie, które radzą tam sobie bardzo obrze. Jednak po opuszczeniu tej szczególnej okolicy radio gra całkiem przyzwoicie.

Nawiguj, pracuj

Podczas podróży przydać się może również wbudowany moduł GPS, który dość szybko ustala swoją pozycję. Standardowo mamy do dyspozycji Google Maps, ale testowany model miał jeszcze wgraną nawigację Wisepilot. Satio, mimo że jest przeznaczony raczej do rozrywki, ma też funkcje pomocne w mobilnej pracy. Klient poczty i przeglądarka działają sprawnie. Do tego nie zabrakło oprogramowania Quick office pozwalającego przeglądać dokumenty oraz je edytować. W tym drugim przypadku trzeba jednak wykupić licencję. Oczywiście jest szybka transmisja danych HSPA oraz Wi-Fi.

Z tym bogactwem funkcji i dużym ekranem słabo, niestety, radzi sobie bateria, która jest jak na gabaryty urządzenia bardzo mała. Wprawdzie litowo-polimerowa, ale wartość 1000 mAh to zbyt mało. Przy włączonych modułach Bluetooth, Wi-Fi, słuchaniu radia przez dwie godziny, trochę transmisji danych i normalnych rozmowach, jednego dnia bateria poddała się już pod wieczór. Innym razem wytrzymała dwa dni, ale wówczas wyłączałem moduły bezprzewodowe, gdy nie były mi potrzebne. Same rozmowy, zarówno głosowe, jaki i wideo, odbywały się bez kłopotów.

Mimo kilku wad, Satio przypadł mi jednak do gustu. PS Muszę zaznaczyć, że do testów trafił telefon skierowany na inne rynki, nie miał np. zainstalowanego języka polskiego. W zestawie za to była karta pamięci 8 GB. Z tego co wiem, w niektórych krajach dodawany jest także kabel do podłączenia telefonu do telewizora.

Artykuł pochodzi z miesięcznika Mobile Internet

avatar_empty.gif
Opublikowane:
Autor: Paweł Polimirski
Ten artykuł skomentowano już 3 razy.
Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!
Dodaj swoją opinię!
R E K L A M A
Opinie nie są weryfikowane.
icon up
0,0% 
icon down
 0,0% 
icon unknown opinion
 100,0% 
Default user logo
glizdas

Opinia neutralna

aparat jak i sam telefon zamulony;/ czas pracy dość słaby, Na pewno zaleta jest jego odporność na upadki :)
ładny i elegancki telefon
.broadband.greenlan.pl | 14.01.2014, 20:01
R E K L A M A
Default user logo
Anonim

Opinia neutralna

Nic nie napisałes o czasie pracy tego telefonu... a szkoda bo to jedna z ciekawszych informacji...
jak to sie ma do tego co podaje producent? Ja w tej chwili mam C905 i bardzo mnie jego zywotnosc rozczarowala, do tego stopnie ze zastanawiam sie nad zdrada marki.. z kolei 12 MP kusi, bo mnie akurat aparat w telefonie bardzo sie przydaje...
.toya.net.pl | 16.05.2010, 23:05
Default user logo
radziej

Opinia neutralna

Witam mam pytanie czy ten Satio ma oddzielny głośnik do odtwarzania muzyki czy jest tylko jeden 2in1
.adsl.inetia.pl | 26.04.2010, 22:04
R E K L A M A


Ostatnio przeglądane

mGSM.pl na YouTube

mgsm-premium-icon-small KONTO PREMIUM od 4,92
zł/mies