Opakowanie i akcesoria
Zawartość pudełka, wraz z którym dostarczany jest OnePlus N10 5G, nie jest szczególnie imponująca. Poza ładowarką sieciową 30 W i czerwonym kablem USB jest tu stos makulatury oraz szpilka do otwierania tacki na karty SIM/microSD. Zabrakło choćby najprostszych słuchawek czy etui.
Budowa i ekran
Pod względem budowy OnePlus Nord N10 5G stanowi połączenie elementów nowoczesnego designu i tego, co znamy ze starszych smartfonów OnePlusa. Od ostatnich smartfonów producenta (takich jak OnePlus 8 czy Nord) model N10 5G odróżnia lokalizacja czytnika linii papilarnych - w tamtych urządzeniach był on wbudowany pod ekranem, tutaj znalazł się na pleckach urządzenia. Wynika to z odmiennego typu matrycy - recenzowany model należy do tańszych urządzeń, wyposażono go więc w panel LCD, podczas gdy wyższa półka dostaje AMOLED-y. Moduł fotograficzny ma kształt zaokrąglonego prostokąta i przypomina klocek domino, a plecki wykonano z plastiku wykończonego na wysoki połysk, co ma imitować szkło. I przekłada się na niższą wagę urządzenia. Niestety smartfon nie jest pyło- ani wodoodporny - a przynajmniej nie może się pochwalić żadnym oficjalnym standardem w kwestii wytrzymałości. Urządzenie, mimo sporych rozmiarów, jest poręczne, a jego obsługę jedną ręką utrudnić może tylko to, że smartfon łatwo może wyślizgnąć się z dłoni.
Ma ekran LCD Full HD+ o przekątnej 6,49 cala i częstotliwości odświeżania obrazu 90 Hz. Rozdzielczość to Full HD+, czyli 2400x1080 pikseli - daje to przyzwoite 406 pikseli na cal. Szkoda, że jest to wyświetlacz IPS, a nie AMOLED, niemniej dostarcza zadowalających poziomów jasności (minimalny jest świetny, maksymalny po prostu dobry), przyzwoitego kontrastu i kolorów. W ustawieniach można zmienić balans bieli oraz ustawić odświeżane ekranu- 60 lub 90 Hz, niestety bez trybu automatycznie dobierającego wartość.
W lewym górnym narożniku ekranu znajduje się otwór mieszczący aparat do selfików. Wyświetlacz otaczają umiarkowane ramki, z zauważalnie grubszą ramką dolną. W górnej części urządzenia nie zabrakło szczeliny głośnika rozmów, który współpracuje z głośnikiem zewnętrznym podczas odtwarzania muzyki czy filmów. Front pokrywa szkło Gorilla Glass 3, ale nie znajdziecie folii ochronnej. Nie do końca dobrze współpracuje z okularami z polaryzacją - w poziomej orientacji ekran ciemnieje. Generalnie z frontu OnePlus Nord N10 5G wygląda jak każdy inny smartfon - dopiero z tyłu ujawnia, do jakiej należy marki.
Plecki urządzenia wykonane są z plastiku - błyszczą i dają mocne refleksy. Na pewno tego wykończenia nie da się nazwać subtelnym, ale z pewnością znajdzie zwolenników. Ma ono imitować szkło i faktycznie z daleka można tak pomyśleć - ale po wzięciu do ręki czuć, że mamy do czynienia z plastikiem. W lewym górnym narożniku znalazł się moduł fotograficzny - zaokrąglony prostokąt, wyraźnie wystający nad obudowę, o dość ostrych krawędziach. Na tylnym panelu nie zabrakło logo i nazwy producenta, ale jest tu też zabezpieczenie biometryczne - niewielki, okrągły skaner linii papilarnych - szybki i sprawny w działaniu. Jednocześnie używać można drugiego z zabezpieczeń biometrycznych, czyli funkcji rozpoznawania twarzy.
Przyciski na krawędziach są niewielkie i płytkie, co czasami utrudnia ich wymacanie i wciśnięcie - na szczęście producent umieścił je na dobrej wysokości. I tak po prawej stronie jest włącznik/blokada ekranu, a na lewej krawędzi znalazły się przyciski do regulacji głośności w postaci jednej belki. Zapewne zauważyliście brak charakterystycznego dla OnePlus elementu - suwaka, który wycisza telefon uruchamia tryb wibracji. Szkoda, to było coś, co wyróżniało smartfony OnePlus. Po lewej stronie znajduje się też tacka na karty SIM/microSD. Na górze widoczny jest tylko otwór pomocniczego mikrofonu. Na dolnej krawędzi producent upchał najwięcej. Jest tu uniwersalne gniazdo słuchawkowe, otwór mikrofonu, głośnik zewnętrzny oraz port USB-C.
Materiał własny












Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!