Matterhorn to szczyt alpejski mający wysokość 4478 metrów. Swoim niecodziennym kształtem przypomina olbrzymią piramidę, i z tego powodu jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych gór świata. Zdobycie tego szczytu nie należy do najłatwiejszych. Znacznie łatwiej będzie nam zdobyć inny Matterhorn - taki w niewielkim, kartonowym pudełku... Nie będziemy się na niego wspinać, ale wrażenia powinny być równie silne, choć muzyczne. Pięknie zaprojektowany i wykonany telefon z dość bogatym wyposażeniem. Dobrze brzmiący odtwarzacz i niezłej jakości słuchawki. Minusem jest brak korektora graficznego. Wytrzymała bateria i czytelny wyświetlacz. Dopracowane menu. Nieco zbyt wysoka cena.
Skromne pudełko, w jakim otrzymamy telefon, skrywa typowy zestaw: ładowarkę, kabel USB, płytę z oprogramowaniem oraz instrukcję i zestaw słuchawkowy, któremu warto poświęcić chwilę uwagi. Nie jest to typowy zestaw tanich, prostych "pchełek". Słuchawki pozostały modelem dousznym, są jednak bardzo porządnie wykonane i dobrze brzmią. Zestaw jest dwuczęściowy, możemy używać go wraz z regulatorem głośności i mikrofonem, korzystając z gniazda systemowego, a możemy też odłączyć same przetworniki z kablem zakończonym wtykiem jack, by wykorzystać je "pozatelefonicznie", np. z innym odtwarzaczem MP3. Za słuchawki spore brawa - czyżby wreszcie producenci przestali oszczędzać na tym drobiazgu?
Telefon zbudowano w formie slidera, dbając o atrakcyjną stylizację. Z błyszczącym frontem kontrastuje tylna ścianka urządzenia, o zdobiona fakturą szczotkowanego aluminium i błyszczącym logo LG. Przy zamkniętej klapce widzimy okrągły manipulator, służący do poruszania się po menu lub obsługi odtwarzacza. Jego kształt miał się prawdopodobnie kojarzyć z kultowymi playerami firmy Apple, lecz, niestety, sposób jego działania jest jak najbardziej tradycyjny. Dodatkowo, część owego okręgu to dioda sygnalizacyjna, przyświecająca m.in. podczas odtwarzania muzyki.
Nieopodal znajdziemy przycisk szybkiego uruchamiania odtwarzacza oraz dwa klawisze dotykowe... Stop! Tradycyjne! Czerwone podświetlenie a'la LG Chocolate sugeruje zastosowanie w KM500 panelu dotykowego, ale to tylko zabieg stylistów i być może księgowych, którzy "przycięli" budżet i pozwolili tylko na zwykłe guziczki ;)
Po rozsunięciu telefonu mamy kolejne nawiązanie do "Czekolady" - klawiaturę ułożoną w czarno-szarą szachownicę. Dodatkowo część "szara" jest matowa, a "czarna" - błyszcząca. Wygląda to bardzo efektownie. Klawiatura jest dość wygodna, przyciski są duże, czytelnie oznakowane i pewnie działające... tylko czemu zielona i czerwona słuchawka schowane są pod klapką? Owszem, połączenie odbieramy, rozsuwając telefon, ewentualnie naciskając pseudodotykowy panel na froncie, ale co na to tradycjonaliści?
Oglądając obudowę, na lewej ściance zauważymy gniazdo systemowe schowane za solidną, przesuwaną pokrywą, dodatkowy jack 3,5 mm oraz umieszczony bardzo nietypowo (aczkolwiek wygodnie - na szczycie) przycisk blokujący klawiaturę. Prawa strona to klawisze regulacji głośności i uruchamiania aparatu fotograficznego, którego obiektyw tkwi z tyłu, obok flesza.
Ogólnie, jakość obudowy jest na bardzo wysokim poziomie. Klapka pracuje pewnie, telefon nie trzeszczy, a do tego wygodnie leży w dłoni i cieszy oko atrakcyjną stylizacją. Kolejne zastrzeżenie, to słabo wyczuwalne oznakowanie centrum klawiatury numerycznej, które może zmylić "macantów" szukających jakiegoś zgrubienia na "piątce".
Menu telefonu rozplanowano bardzo sensownie, przewidując ponadto dwa sposoby jego wyświetlania. Siatka graficznych ikon dla "wzrokowców" oraz czytelna, przewijana lista dla tradycjonalistów, w połączeniu z możliwością zmian motywów, podświetlenia i innych opcji personalizacyjnych ułatwiają dostosowanie telefonu do indywidualnych potrzeb. Ponadto, po menu możemy poruszać się, wybierając z klawiatury numerycznej liczby i znaki, przypisane kolejnym pozycjom i stale przy nich wyświetlane. Ciekawym rozwiązaniem jest możliwość "przeskoczenia" do sąsiedniego podmenu za naciśnięciem klawisza kursora w bok. Szkoda jedynie, że producent nie dał nam możliwości dostosowywania kolejności poszczególnych pozycji w menu.
Część "telefoniczna" Matterhorna nie daje większych powodów do narzekań, szczególnie na jej wyposażenie. Mamy tryb pracy w samolocie, tryb głośnomówiący, dyktafon czy profile dźwiękowe. Jest też niezbyt rozbudowany organizer, zawierający kalendarz, notatnik i listę zadań oraz menedżer plików i kalkulator. Nie zabrakło Bluetootha, przeglądarki WAP, o niezbyt szybkim działaniu, ale za to o łatwej konfiguracji. Całość uzupełnia rozbudowana książka telefoniczna. Jakość rozmów - w normie.
Matterhorn jest przede wszystkim telefonem muzycznym, pora zatem przyjrzeć się bliżej odtwarzaczowi. Istotną zaletą jest możliwość rozpoznawania tagów utworu, pozwalająca na wygodne zarządzanie listą utworów - identycznie jak w naszym komputerze. Odtwarzacz wyposażono ponadto w funkcję wyszukiwania według szeregu kryteriów. Mamy możliwość odtwarzania losowego czy powtarzania utworów. Zabrakło jednak solidnego equalizera. Zamiast korektora graficznego, KM500 dysponuje jedynie funkcją "natural sound", przypominającą działaniem filtr konturowy.
Mimo tego drobnego niedostatku, zainstalowany w Matterhornie odtwarzacz da się polubić, a to za sprawą dobrego, wyważonego brzmienia. Wraz z fabrycznym zestawem słuchawkowym player ten tworzy zgrany (dosłownie!) duet. Muzyka prezentowana jest w sposób neutralny, bez niepotrzebnego uwydatniania poszczególnych zakresów. Jedynie miłośnicy głębokiego basowego łomotu oraz ostrego cykania perkusji mogą być nieusatysfakcjonowani. Brzmienie KM500 to porządek i spokój, w sam raz do relaksowego słuchania spokojnej muzyczki...
Rzutem na taśmę koreański koncern wyposażył Matterhorna w unikatową możliwość, niespotykaną dotąd w telefonach. Muzyki z KM500 możemy słuchać wraz z trójką przyjaciół - bynajmniej nie przez głośnik! Jak to zrobić? Wystarczy podłączyć do telefonu dwie pary stereofonicznych słuchawek Bluetooth (jest taka możliwość!), słuchawki fabryczne oraz dowolne słuchawki z wtykiem mini-jack. I już słuchamy w czwórkę, choć dwoje z nas pozostanie "uwiązanych" na kablu... Świetny gadżet na spotkanie z przyjaciółmi!
Jak przystało na muzyczną komórkę, "eldżik" ma również radioodbiornik. Niestety, bez RDS-u, ale za to z możliwością zaprogramowania 10 stacji (podobnie jak odtwarzacz) i słuchania przez głośnik lub przez cztery pary słuchawek. Czułość radia nie daje powodów do narzekań, podobnie jak jakość odbioru. Radyjko "gubiło się" jedynie w mocno zagęszczonej rozgłośniami i budynkami okolicy... Oczywiście, anteną tradycyjnie jest kabel słuchawek. A gdyby tak wbudować antenę w telefon?
Nie mógłbym też nie wspomnieć o kamerze, wszak umuzykalnienie telefonu nie wyklucza możliwości fotografowania! Niestety, aparacik Matterhorna jest zaledwie przeciętny. Dysponuje 2-megapikselową matrycą, cyfrowym zoomem oraz fleszem imitowanym przez jasną diodę LED. Robi przeciętne, w miarę ostre i o akceptowalnej jakości zdjęcia - nie czyni jednak cudów. Zamiast nich, pozwala wykonać do 9 zdjęć seryjnych, a także pobawić się ustawieniami ekspozycji, balansu bieli czy gamy kolorów. Ma nawet samowyzwalacz.
Po przejściu w tryb zapisu filmowego, także nie znajdziemy rewelacji. Trzeba jednak przyznać, że na nagranym filmiku 3gp co nieco widać i słychać - i da się go obejrzeć, szczególnie że wyświetlacz cieszy wyrazistością i bogactwem barw.
Do koreańskich komórek - nie tylko LG - przylgnęła opinia o kiepskich osiągach ich baterii. W przypadku KM500 nie ma jednak dramatu, telefon nie zmusi nas do częstego korzystania z ładowarki. Jeśli postaramy się skromnie gospodarować multimedialnymi możliwościami tego slidera, czas jego pracy sięgnie nawet 5-6 dni.
Telefon ten można ocenić bardzo krótko - kawał dobrego brzmienia w atrakcyjnym opakowaniu! Zabawę psuje jedynie cena, która kształtuje się na poziomie 830 złotych. Gdyby był o 200 zł tańszy - mógłby powtórzyć sukcesy słynnych "braci" - Shine i Chocolate...
Artykuł pochodzi z miesięcznika Mobile Internet
Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!