Kolejna komórka firmy Kruger&Matz zapewne zaginęłaby wśród innych podobnych urządzeń, gdyby nie jeden szczegół - producent wyposażył ją w dwie, funkcjonujące w tym samym czasie, baterie!
Ich łączna moc to - uwaga - 6000 mAh (!). To co najmniej trzy razy więcej, niż można zazwyczaj znaleźć we współczesnych smartfonach, a dokładniej w ich akumulatorach. I powiem tylko jedno - takie rozwiązanie naprawdę się sprawdza!
No właśnie, ktoś mógłby zapytać, czy taka moc dwóch akumulatorów jest tu w ogólne potrzebna. Przecież zazwyczaj komórki mają baterie w najlepszym wypadku o połowę mniejsze. Ale też - także zazwyczaj - nie wytrzymują one dłużej niż dobę. A jeśli posiadacz komórki jest, choćby tak jak ja, użytkownikiem wymagającym i bezlitośnie wykorzystującym wszelkie multimedialne i internetowe możliwości urządzenia, może się okazać, że prądu w smartfonie zacznie mu brakować już w późnych godzinach popołudniowych, ewentualnie wczesnych wieczornych.
W takich wypadkach potężny akumulator rodem z Live 3+ zdaje się być zbawieniem. Czy rzeczywiście?
Fot. Adam Owczarek/mGSM.pl
Odpowiem krótko - tak. Bo jakiż to inny telefon wytrzymałby pełne dwa dni użytkowania, z włączonym stale dostępem do internetu, uruchomionym Bluetoothem, 3-godzinnym korzystaniem z nawigacji dnia pierwszego i niemal 6-godzinnym - dnia drugiego? A do tego z licznymi rozmowami, SMS-ami, kręceniem filmów i wykonywaniem masy zdjęć? Jestem wręcz przekonany, że większość komórek mogłaby nie wytrzymać choćby podróży na trasie Łódź-Warszawa (plus powrót) z włączonym Bluetoothem i niemalże całą trasą pokonaną "na gadanego". A testowany K&M nie tylko dał radę, ale jeszcze podobny sposób użytkowania wytrzymał drugiego dnia moich podróżniczych testów.
Funkcjonowanie dwóch baterii w praktyce wyglądało tak, że najpierw wyczerpywała się pierwsza, potem zaś - druga. Najpierw ta, którą wkłada się tam, gdzie zazwyczaj umieszcza się tego typu ogniwa, potem ta wbudowana, czyli niewidoczna dla użytkownika. Gdyby zatem nie to, że na wyświetlaczu użytkownik widzi dwie charakterystyczne ikonki, to to, że ma do czynienia z dwoma akumulatorami, mógłby zwyczajnie przegapić.
Zaraz, zaraz... dwa symbole baterii? Zgadza się! Tak to dokładnie wygląda: jedna ikonka, a zaraz obok - druga. I przyznam szczerze, że o ile przywykłem już do dwóch ikonek pokazujących zasięg sieci komórkowej, to przez pierwsze dni testów do dwóch baterii jakoś nie mogłem się przyzwyczaić, i cały czas odnosiłem wrażenie, że mam do czynienia z jakimś błędem w funkcjonowaniu telefonu.
Błędów jednak nie było (a przynajmniej nie w tym momencie, i nie przy tej okazji), a ja czułem się z modelem Live 3+ troszkę jak jakiś czarodziej. Bo dwie baterie to nie koniec elektrycznych niespodzianek w tym telefonie. Okazuje się bowiem, że dodatkową baterię mogłem odłączyć, a Kruger&Matz... cały czas działał. I kiedy chciałem narobić zamieszania, to rozbierałem komórkę, wyjmowałem z niej akumulator, a potem odpalałem urządzenie i - jak gdyby nigdy nic - korzystałem, rozmawiałem i internetowałem. Proszę mi wierzyć, że miny tych, którzy widzieli mnie gadającego przez telefon bez baterii... były po prostu bezcenne!
Fot. Adam Owczarek/mGSM.pl
Zazwyczaj jednak korzystałem z telefonu w komplecie, czyli bateria (choć wymienna) znajdowała się na swoim miejscu. Niestety, wspomniane 6000 mAh przekładało się - i to zauważalnie i odczuwalnie - na grubość i wagę urządzenia. Zwłaszcza podczas dużych upałów, kiedy to garderobę, a co za tym idzie liczbę kieszeni, ograniczałem do minimum. Proszę mi wierzyć, że zabieranie ze sobą takiego - nie bójmy się tego słowa - potężnego klocka, bywało czasami dużym wyzwaniem...
Fot. Adam Owczarek/mGSM.pl
Biorąc jednak po uwagę to, że tej drugiej baterii instalować nie musiałem, to mogłem przyjąć tzw. "lekki" scenariusz: składamy wszystko w jedną całość i ładujemy obie baterie, potem zaś tę "mobilną" wyciągamy i chowamy np. plecaka, a na telefon zakładamy tylną obudowę. Komórka jest w takiej sytuacji o wiele lżejsza. A działa tak samo. I jeśli zajdzie potrzeba, to drugi akumulator wyciągamy... jak królika z kapelusza :)
Można też zastosować inne rozwiązanie - początkowo korzystać z dwóch baterii, a kiedy ta zewnętrzna wyczerpie się do zera, wystarczy ją wyjąć i używać tylko tej drugiej. Jest to możliwe, ponieważ smartfon w pierwszej kolejności bierze prąd w akumulatora zewnętrznego.
Takie rozwiązanie zdaje się być lepsze niż wcześniejsze, ponieważ jeśli pierwszy akumulator jest wyczerpany bądź niemal na wykończeniu, to system operacyjny uznaje, że smartfon za chwilę może się rozładować, i potrafi ograniczyć dostęp do niektórych funkcji, jak choćby działań na tzw. chmurze.
Niezależnie od tego, czy dodatkowy akumulator będziemy wyciągać, czy nie, to połączenie siły dwóch baterii daje naprawdę imponujące efekty...
A pozostając jeszcze na chwilę przy ładowaniu, warto wspomnieć o tym, że czynimy to przez nieco inne USB. Inne, bo nowe - w wersji 3.1. Jest ono odrobinę większe, a co za tym idzie, potrzebujemy specjalnego kabelka. W zestawie sprzedażowym go wprawdzie nie zabrakło, trzeba jednak pamiętać, że takim zwykłym, klasycznym micro-USB, tego telefonu nie "nakarmimy". Przekonałem się o tym pewnego dnia, kiedy to do redakcji przywędrowałem z prawie rozładowanym Krugerem... I choć oszczędzałem jak mogłem, to popołudnie zmuszony byłem spędzić w ciszy i spokoju - bo bez telefonu... A dokładniej - bez włączonego telefonu.
Ale - w ramach powiedzenia, że "nie ma tego złego..." - skorzystałem z okazji i mogłem sobie ów telefon spokojnie pooglądać. Okazało się, że jest dość gruby, ale za to opływowy. I wygodnie leży w dłoni. Przód pozbawiony jest jakichkolwiek klawiszy, użytkownik widzi zatem tylko odblaskowy ekran.
I właśnie określenie "odblaskowy" zdaje się być w tym momencie tzw. słowem kluczem. Bo przyznać muszę otwarcie, że wyświetlacz w Live 3+ po prostu mnie denerwował. Zwłaszcza w słoneczne dni po prostu niewiele na nim widziałem. Przez to kojarzył mi się raczej z lusterkiem, niż komórkowym wyświetlaczem. Być może paniom by się to spodobało, ja jednak wolałem wiedzieć, co telefon ode mnie chce i co komunikuje mi na ekranie. A - proszę mi wierzyć - nie zawsze było to takie łatwe...
Fot. Adam Owczarek/mGSM.pl
Boki w dość oszczędny sposób zdobią klawisze funkcyjne, góra to gniazdo słuchawkowe, dół - wspomniany już port USB. Pozwala on na wymianę plików pomiędzy urządzeniem a komputerem, a że pracuje on w najnowszej wersji - takie kopiowanie będzie szybsze niż zazwyczaj. Przenosić - ze smartfona np. na laptopa - można dajmy na to zdjęcia lub filmy rejestrowane wbudowaną kamerką. Patrząc od strony technicznej mamy do czynienia z aparatami potrafiącym robić zdjęcia w rozdzielczości do 16 megapikseli (kamera główna) i 5 megapikseli (aparat umieszczony z przodu).
|
|
|||
|
Możliwości filmowe Kruger & Matz Live 3+ wideo: mGSM.pl przez YouTube |
|||
Jak to zwykle w telefonach bywa, jednym tapnięciem w ekranik możemy przełączyć tryb w aparacie i z nagrywania filmów przełączamy się na fotografowanie...
Fot. Adam Owczarek/mGSM.pl
Ocenę tego, jak takowe zdjęcia wychodzą, pozostawiam - tradycyjnie - samym czytelnikom. Ze swojej strony mogę tylko napisać z pełnym przekonaniem, że producent nie ma się czego wstydzić... Tak jak ja wstydzić się nie musiałem, kiedy to fotki wykonane modelem Live 3+ pokazywałem znajomym.
Większość zdjęć robiłem używając ustawień automatycznych. Kiedy jednak nachodziła mnie ochota, aby nieco zaszaleć, klikałem symbol kółka zębatego i zaglądałem do dodatkowych ustawień i opcji aparatu. Pojawiało się wtedy kilka dodatkowych możliwości. Pozostawało jedynie dość rozsądnie z nich korzystać...
Zdarzało mi się także zaglądać do ogólnych ustawień testowanego smartfona. A tam - jak to w urządzeniach z Androidem - wszystko było na swoim miejscu...
I jeśli ktoś spodziewał się znaleźć w tym sprzęcie jakieś interesujące nakładki, ciekawe rozwiązania, tudzież nietypowe i nowatorskie usprawnienia, prawdopodobnie może być trochę rozczarowany. W testowanym telefonie jest bowiem klasyczny system od Google, można powiedzieć - zestaw 100-procentowo standardowy. System zainstalowano w wersji 5.1, i wyższego zainstalować nie mogłem. I jak to zwykle w życiu bywa, dla jednych będzie to wada, a dla innych zaleta...
Na pokładzie mamy zatem klasyczne ikony i tradycyjne komunikaty. Jednym słowem - nic specjalnego, czyli przyzwoity standard. Jest kilka pulpitów do zagospodarowania i możliwość wrzucenia tam kilku ikon lub wybranych widżetów.
I parę poręcznych rozwiązań, jak choćby możliwość pisania SMS-ów z wykorzystaniem opcji Swype, czyli przesuwania palcem po wszystkich klawiszach i "odwiedzaniu" w tej sposób poszczególnych liter w określonych słowach. Opcja ta zazwyczaj występuje w telefonach z Androidem, zdarzają się jednak modele, w których... lepiej jej nie uruchamiać. Tutaj funkcja Swype była i sprawowała się pierwszorzędnie!
Zaskoczyć może lista pasm, pojawiających się podczas ustalania rodzaju sieci, z której zamierzamy korzystać. Zwykle użytkownik widzi jedynie opcje "2G", "3G" i "4G" lub "LTE", a tutaj - pełne parametry, nazwy i tajemnicze skróty. Ale spokojnie... jest także opcja, pozwalająca na wybór wszystkich możliwych sieci i pasm.
Niestety, podczas wykonywania połączeń jedna rzecz mnie irytowała, i to dość mocno. Mam na myśli znikające okienko pozwalające na wybranie operatora, za pośrednictwem którego miałem się z kimś połączyć. Zanim jednak opowiem o tym w szczegółach, przypomnę, że testowany telefon obsługuje tzw. dual-SIM, czyli można do niego włożyć dwie karty, a przez to być dostępnym pod dwoma numerami telefonów. Chyba że ktoś wybierze inne rozwiązanie, i do jednego ze slotów włoży kartę służącą do łączenia się z internetem. Wtedy - patrząc od strony technicznej - także będzie dostępny pod dwoma numerami, jednak w praktyce będzie używał raczej jednego z nich.
Biorąc pod uwagę, że testy telefonu polegają między innymi na tym, aby sprawdzić czy i jak sprawuje się komórka, a co za tym idzie - jak funkcjonuje opisywany dual-SIM - to w odpowiednie szufladki wsunąłem dwie karty głosowe różnych operatorów. I korzystając z opcji ustawień grzecznie, aczkolwiek stanowczo, poprosiłem telefon, abym za każdym razem mógł samodzielnie decydować, czy chcę rozmawiać przez sieć "A", czy może przez "B".
Telefonowałem zatem i odbierałem połączenia raz na jednej, raz na drugiej karcie. I o ile nie miałem kłopotów przy tzw. "podnoszeniu słuchawki", o tyle z wykonywaniem połączeń było już troszkę gorzej. W teorii powinno być tak, że po wybraniu numeru na ekranie pojawiało się dodatkowe okienko, dzięki któremu mogłem wskazać odpowiednią kartę SIM. Niestety, normą bywało, że za pierwszym razem wspomniano okienko po prostu się nie pojawiało. Co było w zamian? Nic. Wracałem zatem do punktu wyjścia, czyli do listy połączeń, wirtualnej klawiatury lub też książki telefonicznej. I co? I jeszcze raz musiałem wykonać czynności, czyli albo wyszukać numer z książki telefonicznej, albo wybrać go z listy połączeń, ewentualnie wpisać go jeszcze raz, wybierając z poszczególne cyferki z wirtualnej klawiatury.
Fot. Adam Owczarek/mGSM.pl
Za drugim razem takie okienko już zawsze się pojawiało. I fajnie, że już za drugim, szkoda natomiast, że nie za pierwszym. I choć teraz to sobie już z tego po prostu żartuję, to kiedy przychodziło mi wykonać powiedzmy kilkadziesiąt połączeń dziennie, i niemal za każdym razem musiałem to robić - jak opisywałem przed chwilą - podwójnie, to zdarzyło się, że wyrazy niecenzuralne cisnęły mi się na usta...
Tak samo było pewnego feralnego dnia, kiedy to urządzenie uruchomiło się... w bardzo nietypowym trybie. Nie miałem żadnych ikonek na ekranie, a przez to nie mogłem niczego uruchomić! Jedynie do ustawień miałem szybki i łatwy dostęp. I jeśli ktoś do mnie dzwonił, owszem, mogłem takie połączenie odebrać, ale kiedy sam chciałem do kogoś zadzwonić, to zwyczajnie nie miałem jak!
No bo czy w dotykowym telefonie można zrobić cokolwiek, kiedy ekran jest czarny i nie reaguje na żadne polecenia? Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, bardzo się spieszyłem. Szybko zatem - choć być może nie najrozsądniej - podjąłem decyzję o przywróceniu go do ustawień fabrycznych (jak przeciągnąłem palcem po ekranie od góry do środka pojawiało się menu powiadomień, a na nim znajdował się klawisz z dostępem do ustawień).
Restart przebiegł pomyślnie i po chwili miałem czysty, gotowy do pracy telefon. Teraz chwila na przywrócenie ustawień z tzw. back up-u i... znowu mogłem się cieszyć swoją komórką. Ale... tak przecież dziać się nie powinno...
Z dziennikarskiego obowiązku dodam, że innego dnia testowany telefon po prostu nie chciał się uruchomić. Klikam, naciskam, naduszam i przytrzymuję klawisz "power". I co? I nic. Zareagował dopiero za którymś tam razem.
Nie miałem także dobrych wspomnień związanych z tzw. trybem głośnomówiącym. Jeśli uruchamiałem takowy tryb w samochodzie i gdzieś sobie podróżowałem, to jednego mogłem być pewien - ani nikt mnie nie mógł zrozumieć, ani ja nikogo dobrze nie słyszałem...
Czy zatem dobrze wspominam chwile spędzone z telefonem Kruger&Matz Live 3+? Generalnie tak. Zaskoczyły mnie dwie baterie i to, jak takie rozwiązanie wpływa na komfort korzystania z telefonu. Nie narzekałem także na ogólną szybkość testowanego telefonu. Tradycyjnie już - żeby owej szybkości nie musieć oceniać subiektywnie - sprawdziłem jak Live 3+ wypada w tzw. benchmarku...
Teraz już wiem, że smartfon mogę polecić tym, którym zależy na długiej pracy urządzenia. Dwie działające w tym samym czasie baterie, to bez wątpienia największa zaleta tego telefonu. Plus nietypowy i nowatorski dość port USB 3.1, dzięki któremu szybciej skopiujemy i prześlemy dane. A może to być istotne, bo sprzętem tym można robić naprawdę przyzwoite zdjęcia. I twórcy Live 3+ chyba mieli tego świadomość, bo przygotowali aż 32 GB wbudowanej pamięć wewnętrznej.
Muzycznie - mnie nie zachwycił, jest bowiem po prostu standardowo. Zwłaszcza tych bardziej zaawansowanych użytkowników rozczarowywać może brak możliwości aktualizacji systemu do wersji 6.0 (przynajmniej w czasie testów nie było to możliwe). Praca z dwoma kartami SIM też jest już dziś standardem, podobnie jak sprawnie działający Bluetooth (w wersji 4.0).
Ogólnie, Kruger&Matz Live 3+ to nowatorski i sprawnie działający telefon. Szkoda tylko, że system, nie ma żadnej nakładki... Lecz generalnie będę go dobrze wspominał...
Fot. Adam Owczarek/mGSM.pl
materiał własny
- Pokaż wszystkie |
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5





















































Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!