Czytający z pewnością zastanawiają się, jak spisuje się taka bateria. Doświadczenia z testów mogę podsumować jednym słowem: rewelacyjnie. No bo czy można inaczej określić pracę telefonu, który na jednym ładowaniu przy umiarkowanym użytkowaniu wytrzymuje cztery dni?! W chwili, gdy piszę te słowa zbliża się godzina 23 i dobiega końca drugi dzień pracy. A ikonka baterii pokazuje dokładnie 50%!
Dodam, jeśli ktoś z czytelników nie jest zorientowany, że jestem tzw. hard userem. Dziennie (rzecz jasna statystycznie) rozmawiam ponad pół godziny, do tego trzeba doliczyć kilkanaście SMS-ów, parę MMS-ów i działający bez przerwy internet - przeglądam pocztę elektroniczną, loguję się na portale społecznościowe itp. Do tego dochodzi kilka fotek, czasem nawigacja... Zdarzało się, że - także tu, na łamach mGSM - testowałem smartfony, które przy takim użytkowaniu potrafiły rozładować się późnym popołudniem (tak, pierwszego dnia).
Przez kilka dni wykonywałem test - starałem się "zamęczyć" telefon tak, aby już w pierwszej dobie był mu potrzebny kontakt z ładowarką. I co? I nie miałem już z kim gadać, do kogo pisać i z kim czatować... A akumulator pozostawał niemalże nietknięty... Drugi dzień był bardziej "owocny". Moja starania zwieńczyłem sukcesem - 29% baterii po godzinie 22. Twardy zawodnik...
Choć muszę przyznać, że kiedy sięgam pamięcią do tych najsłabszych akumulatorowo telefonów, to wszystkie traciły prąd przez chyba najbardziej prądożerne dziś rozwiązanie, czyli LTE. Tej technologii w Drivie 2 nie znajdziemy. Ale za to jest wiele innych - dajmy na to HSPA+ i WLAN. Dzięki nim można śmiało korzystać z dostępu do internetu. Jak również udostępniać go dla innych urządzeń. Także w tym przypadku wszystko działa bez zarzutu, i jeśli tylko sieć komórkowa nie stwarza problemów z komunikacją mogłem surfować do woli.
Podczas korzystania z większej baterii, a co za tym idzie z grubszej obudowy, denerwował mnie jeden szczegół - dostęp, czy raczej jego brak, do oka aparatu cyfrowego. Bateria jest grubsza, a co za tym idzie - cała obudowa "puchnie". A oko kamery jest w tym samym miejscu, czyli w głównym korpusie telefonu. Jest więc dość głęboko wsunięte i nie ma do niego dostępu. Niestety, ilekroć wyciągałem telefon z kieszeni i chciałem zrobić zdjęcie, okazywało się, że obiektyw jest lekko lub dość mocno przykurzony. I powstawał problem - jak go wyczyścić... Jeśli chciałem to zrobić "po męsku", czyli wykorzystując rąbek koszulki, okazywało się, że oko jest zbyt głęboko i docierałem jedynie do jego środka. I na fotkach pojawiały się czasem zanieczyszczenia. Drobiazg? Wiem, ale denerwujący...
Fot. Adam Owczarek/mGSM.pl
A skoro o aparacie cyfrowym mowa, to - podobnie jak całemu telefonowi - wystawiam mu ocenę pozytywną. Dobrze radził sobie ze słońcem i wykonywał czytelne fotki tam, gdzie inne modele polegały. Choć... zdarzało mu się, że przekłamywał kolory. W tych samych warunkach oświetleniowych, po chwili łapania ostrości, potrafił robić dwie różne fotografie. Niestety, wspomnianą ostrość łapał dość wolno i w ogóle migawkę uruchamiał "z pewną taką nieśmiałością".
Fot. Adam Owczarek/mGSM.pl
Podsumowując kilkunastodniową przygodę z testowanym telefonem mogę chyba śmiało powiedzieć, że zdjęcia nie wychodziły może tak dobre, jak zrobione aparatami czołowych producentów z branży IT, a co za tym idzie nie ryzykowałbym stwierdzenia, że można tym smartfonem zastąpić klasyczny aparat cyfrowy, niemniej jednak skłamałbym, gdybym napisał, że fotografie były po prostu złe. Owszem, przy zbliżeniach widać było albo rozmazanie, albo pikselozę i poszarpane boki fotografowanych obiektów, ale proszę pamiętać, że aparat jest częścią telefonu ze średniej półki, a nie z najwyższej.
materiał własny
- Pokaż wszystkie |
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5







Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!