Dwie karty w jednym telefonie wyposażonym w sprawnie działający system - czy to może być recepta na sukces? Taiwańska firma HTC prezentuje swój pierwszy dualny smartfon, funkcjonujący w oparciu o system operacyjny Android.
Już na wstępie można powiedzieć, że nie jest to urządzenie idealne, ale... warte zainteresowania.
Komórka dotarła do redakcji w dość ciekawym opakowaniu, przypominającym... dużą mydelniczkę. Skąd takie skojarzenia? Wystarczy spojrzeć na obłe kształty i nieco zaokrąglone rogi. Pomyślałem sobie nawet przez chwilę, że to chyba dobrze, iż na wszelkie wyjazdy (czy to prywatne czy służbowe) zabieram kolorowe mydelniczki - inaczej byłoby mi łatwo się pomylić...
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
HTC Desire SV jeszcze przed uruchomieniem fot: Adam Łukowski/mGSM |
|||
Zostawmy jednak sprawy higieniczne i wróćmy do HTC-a, a dokładniej do jego opakowania. Skąd pomysł, aby właśnie tak wyglądało? Krótką i zwięzłą odpowiedzią niechaj będzie słowo "ekologia". Pudełko jest - jak zapewnia producent - biodegradowalne w 99 procentach. Na twarde tekturowe opakowanie nasunięta była papierowa obwoluta, na której znalazłem podstawowe informacje o urządzeniu, czyli dokładną nazwę modelu oraz podstawowe dane techniczne.
Ok, zsuwamy zatem papierek i zaglądamy do środka. Wszystko jest elegancko zapakowane. Oprócz samego telefonu w pudełku znajdujemy trochę papierów i elektroniki. W ramach tej ostatniej widzimy: słuchawki, kabel USB i ładowarkę. A funkcje papierów pełnią: karta gwarancyjna, gwarancja i "wytyczne dotyczące bezpieczeństwa i wytyczne wymagane przez prawo". Na samym dole "mydelniczki" znalazłem jeszcze niewielką kolorową tekturkę zawierającą podstawowe informacje związane z obsługą telefonu. Myślę, że śmiało można ją nazwać skróconą instrukcją obsługi.
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
HTC Desire SV, a dokładniej akcesoria, które znajdują się w pudełku fot: Adam Łukowski/mGSM |
|||
Zanim jeszcze wziąłem do ręki telefon, z rzeczonej instrukcji dowiedziałem się, że smartfon ma gniazdo słuchawkowe 3,5 mm umieszczone na górnej części obudowy, po lewej stronie. Przyglądając się informacjom zawartym na tekturce wyczytałem, że po prawej stronie jest przycisk "power", niżej zaś, już na prawym boku urządzenia, podwójny klawisz regulacji głośności, czyli tzw. "ciszej - głośniej". Dodajmy jeszcze, że na dole umieszczono gniazdo microUSB. Czyli można powiedzieć - klasyka, prawda? Zresztą - można ocenić samemu...
![]() |
![]() |
![]() |
|
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
HTC Desire SV ze wszystkich stron świata fot: Adam Łukowski/mGSM |
|||
Z przodu, na dolnej części wyświetlacza są trzy wirtualne klawisze dotykowe: cofania, tzw. "home" i "ostatnie aplikacje" - informowała mnie dalej skrócona instrukcja obsługi. Tutaj się troszkę zmartwiłem, albowiem już wcześniej spotkałem się z takim układem klawiszy, znałem go i, niestety, nie podobał mi się. Zdecydowanie częściej miałem do czynienia z sytuacją, że trzeci klawisz kierował mnie do dodatkowego menu i jeśli było inaczej - po prostu się myliłem. - Może się w końcu przyzwyczaję - pomyślałem odkładając kolorowy kartonik i sięgając po leżący na redakcyjnym biurku telefon.
Ładny, zgrabny, czarny - to były pierwsze przymiotniki, jakie mi się nasunęły na myśl, kiedy Desire SV znalazł się w moich rękach. Z tyłu zobaczyłem ślizgoodporną pokrywę baterii z wytłoczonym logo i okiem obiektywu. I tutaj pojawiła się refleksja, że bardzo dobrze, że jest on w dość dużym wgłębieniu, ponieważ maleją szanse na jego porysowanie się. A w innych telefonach bywało przecież różnie... A, bym zapomniał, nad obiektywem znalazłem diodę doświetlającą.
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
"Plecki" HTC Desire SV wyglądają sympatycznie fot: Adam Łukowski/mGSM |
|||
- Cóż, trzeba uruchomić telefon i zacząć z niego korzystać - pomyślałem i zabrałem się za zdejmowanie klapki baterii. Poszło dość łatwo. W środku znalazłem dwa sloty na karty SIM, ale... w wersji micro! - A to ci niespodzianka - pomyślałem. - Czy ja mam jakieś dwie wolne microSIMy - zacząłem się zastanawiać. I od razu oczami wyobraźni zobaczyłem użytkowników, którzy mają z tym problem... Nieśmiało apeluję zatem do wszystkich zainteresowanych tym modelem: wcześniej trzeba zaopatrzyć się w odpowiednie karty SIM! Tak czy owak na obudowie wyczytałem, że slot pierwszy obsługuje technologie WCDMA i GSM, slot drugi - tylko GSM.
![]() |
|||
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
HTC Desire SV od środka fot: Adam Łukowski/mGSM |
|||
Po uruchomieniu telefonu czeka nas jeszcze zadanie polegające na zdefiniowaniu poszczególnych SIM-ów poprzez nadanie im określonych nazw. Niestety, mogą być one tylko pięcioliterowe. Korzystając z usług polskich operatorów najprościej zatem wpisać jakiś skrót. Definiując SIM-y warto także ustawić kartę domyślną. Co to daje? Połączenia domyślnie będą realizowane właśnie przez tę kartę. A połączenia internetowe - dajmy na to przez tę drugą.
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
Ustawiamy sieci i nazywamy karty SIM |
|||
Tak czy owak, na liście połączeń oraz wiadomości pojawiają się ikonki - malutkie karty SIM z numerkami. I od razu wiadomo, na którą kartę ktoś do nas dzwonił, pisał SMS-y bądź MMS-y. Wszystko jasne i nie powinno być żadnych wątpliwości. A jeśli to my będziemy chcemy gdzieś zadzwonić? Scenariusz jest prosty - korzystając z klawiatury ekranowej wpisujemy numer telefonu, ewentualnie pierwsze litery nazwiska osoby, z którą zamierzamy porozmawiać, albo nazwę dajmy na to instytucji.
Tutaj muszę dodać, że system bardzo sprawnie kojarzy wpisywane znaki z książką telefoniczną. Jak to działa? Jeśli chcę zadzwonić np. do redakcji, czyli do firmy Polski Internet Komórkowy, wystarczy, że na klawiaturze wybiorę kolejno "7", "4" i "5", co nam daje skróconą nazwę "PIK". Na ekranie pojawi się podpowiedź odpowiedniej pozycji z książki telefonicznej. Proste, prawda? Dodatkowo twórcy oprogramowania przygotowali (nie tylko dla mnie, ale także dla wszystkich użytkowników) jak sądzę miłą niespodziankę - kiedy z kombinacji wstukanych przeze mnie liter wychodziło kilka pozycji z książki telefonicznej, telefon podpowiadał nie tę, która była pierwsza na liście (jak to zazwyczaj robiły inne komórki), ale tę, którą wybierałem ostatnio ewentualnie najczęściej. Użytecznie rozwiązanie, nieprawdaż? I za to twórcom oprogramowania serdecznie dziękuję.
Wróćmy jednak do wybierania numeru i tego, co pokazywało się na ekranie. Obok numeru i nazwy wpisanej do książki teleadresowej, na dole widziałem dwie zielone słuchawki oznaczone w moim przypadku skróconymi nazwami sieci, czyli "O" i "T". Wystarczyło podjąć męską decyzję, z której sieci chciało się korzystać i już mogłem rozmawiać...
![]() |
![]() |
||
|
Lista wiadomości i ekran wybierania numerów |
|||
Skoro jesteśmy przy temacie dwóch kart SIM, to warto nadmienić, że system Android działa na tym telefonie dość sprawnie, i w zasadzie nie ma specjalnych różnic w stosunku do "normalnego" systemu jednokartowego. Na pierwszy rzut oka widać jedynie dwie ikonki symbolizujące poziomy zasięgu, które znajdują się w górnym prawym rogu wyświetlacza. Muszę tutaj dodać, że jeśli rozmawiamy powiedzmy przez pierwszą kartę SIM, druga automatycznie traci zasięg (na ikonce zamiast kresek zasięgu pojawia się czerwony krzyżyk) i numer nie będzie dostępny. W zależności od ustawień sieci, dzwoniący trafią wtedy np. na pocztę głosową lub usłyszą komunikat o niedostępności.
Poza tym, tak jak i w innych Androidach, mamy pulpity, które można zapełnić ikonkami lub widżetami, ewentualnie całość okrasić ulubioną tapetą. Wszelkie elementy przenosimy w bardzo prosty i, jak sądzę, znany sposób - klikając na nie, chwilę przytrzymując, przesuwając, a potem "upuszczając" we wskazanym miejscu. Czyli wygodny i chyba znany standard.
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
Ikonki, pulpity, tapety... |
|||
Jedna z osób, której pokazywałem tego dwukartowego HTC-a z Androidem zapytała, czy obsługa dwóch SIM-ów nie wpływa na prędkość pracy telefonu, bądź stabilność oprogramowania (zapytała wprawdzie w nieco bardziej potoczny sposób, ale pozwoliłem sobie przerobić jej pytanie na bardziej "zjadliwe" i nadające się do publikacji). Niestety, musiałem przyznać, że nie wiem, czy to za sprawą wspomnianych dwóch SIM-ów, czy też powody są inne, ale telefon często działał bardzo wolno i się po prostu zacinał. Wprawdzie ani razu definitywnie nie zawisł, niemniej jednak swoją wolną pracą potrafił mi podnieść ciśnienie.
Przykłady? Wiele... a raczej zbyt wiele razy zdarzało się, że ekran po prostu nie reagował na wydawane przeze mnie polecenia. Powiedzmy, że chcę wysłać SMS. Klikam zatem w odpowiednią ikonkę, a komórka nic sobie z tego nie robi. No to klikam jeszcze raz i jeszcze raz. Dopiero po dłuższej chwili SV-ka "budzi się", a na wyświetlaczu widzę, jak w zwolnionym tempie przesuwają się kolejne ekrany. Jakby tego było mało, w pewnym momencie wyświetlacz "przypominał" sobie o tym, że w niego tapałem i o moim dotykaniu informował cały system. Łatwo zgadnąć, że na kolejnych ekranach w miejscu gdzie wcześniej znajdował się jakiś tam wirtualny klawisz, było już coś zupełnie innego. I w tych okolicznościach byłem przenoszony czasami w bardzo odległe zakątki menu. Kłopoty pojawiały się nie tylko przy wysyłaniu SMS-ów, ale - bardzo często - wtedy, kiedy chciałem zakończyć prowadzoną rozmowę. I znowu - ja klikam, a telefon bawi się ze mną w ciuciubabkę... W takich okolicznościach nie myślałem o nim pozytywnie, oj, nie...
Pomijając wspomniane lagi, to menu było bardzo wygodne i sprawnie obsługiwało obie karty pod kątem wszelkich usług - czy to głosowych czy też przekazywania danych. Spieszę też poinformować, że - gdyby ktoś pytał - to do pierwszego slotu (który, przypominam, obsługuje technologię WCDMA) można śmiało wkładać kartę SIM Aero2 i cieszyć się bezpłatnym dostępem do internetu. A z SIM-a umieszczonego w slocie drugim - dzwonić, SMS-ować i MMS-ować.
I przy tym można nie obawiać się o stan baterii. Wprawdzie natknąłem się w sieci na opinie, że nie była ona najlepsza i szybko się wyczerpywała, ale nie mogę tego potwierdzić. Przy bardzo intensywnym korzystaniu z urządzenia (rozmowy, SMS-y, internet, portale społecznościowe, lokalizacja, zdjęcia i czasami muzyka) akumulator bez najmniejszych kłopotów wytrzymywał cały dzień takiej harówki. Zdarzało się, że późnym wieczorem (czy wręcz po północy) ikonka pokazywała ok. 50 procent pojemności! Owszem, najczęściej było mniej i komórkę zawsze w nocy musiałem podłączać do ładowarki, niemniej jednak nie przypominam sobie takiej sytuacji, żeby telefon nie wytrzymał całego intensywnego dnia (co zdarzało się wielokrotnie w przypadku innych testowanych przeze mnie smartfonów).
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
Power, bateria i internet |
|||
Powiadomienia o stanie telefonu znajdowały się, tradycyjnie, na górnej belce. Można ją było ściągnąć w dół i od razu widzieliśmy co jest włączone, a co nie. Dodatkowo w rogu pojawiała się ikonka kierująca do ustawień. Tam szybko i sprawnie można było spersonalizować telefon, jak również sprawdzić np. wersję oprogramowania i to, czy nie ma do niego aktualizacji. W moim przypadku nie było...
![]() |
![]() |
![]() |
|
|
Ustawiamy telefon i sprawdzamy aktualizację |
|||
Bez kłopotów mogłem natomiast korzystać z opcji muzycznych urządzenia - czy to zakładając (a raczej wkładając do uszu) znajdujące się w zestawie słuchawki, czy też używając wbudowanego i zaskakująco dobrze brzmiącego głośniczka. Słuchać mogłem radia internetowego lub klasycznego, ale także plików zapisanych w telefonie (w pamięci wewnętrznej lub na karcie microSD) lub dajmy na to na Dropboksie. Jak działało? Sprawnie, ot, po prostu.
![]() |
![]() |
||
|
Głośniczek do słuchania rozmówców i głośniczek do słuchania muzyki fot: Adam Łukowski/mGSM |
|||
Przyznaję, że rzadziej korzystałem z opcji muzycznych, częściej zaś - z fotograficznych. I śmiało mogę powiedzieć, że choć sprawdzi się chyba powiedzenie, że nazwisko zobowiązuje, ponieważ do możliwości zdjęciowych HTC-a podchodziłem do "jak pies do jeża", to jednak miło się rozczarowałem. Wprawdzie - jak widać na załączonych obrazkach - większość fotek robiłem w dość miłych okolicznościach przyrody, a słońce zazwyczaj dopisywało i pomagało pod kątem kompozycyjnym i jakościowym, niemniej jednak wybierając się na spacer po plaży śmiało mogłem swój nieco bardziej profesjonalny aparat zostawić w domu... znaczy się w hotelu.
Niewielki aparacik ukryty w HTC-u spisywał się bardzo przyzwoicie: zdjęcia robił czytelne, kolory odwzorowywał prawidłowo, może tylko nieco szybciej mógłby reagować na naciskanie spustu migawki. Choć może to "zasługa" ukrytej funkcji spowalniającej, o której pisałem wcześniej?
Zaskoczyła mnie także mnogość dodatkowych opcji podczas wykonywania zdjęcia, jak choćby zniekształcenie, sepia, pikselizacja, czy też modyfikacje kolorów itp. Choć opcje te nie były mi potrzebne w codziennym użytkowaniu, to miło, że były. I jeśli ktoś lubi się bawić, ma pomysły i wyobraźnię - może sobie poszaleć.
![]() |
![]() |
||
![]() |
![]() |
||
|
Dodatkowe opcje w aparacie i kilka przykładowych efektów fot: Adam Owczarek/mGSM |
|||
Całą paletę zdjęć wykonanych SV-ką mogłem zapisać w pamięci urządzenia lub na karcie pamięci, jak również mogłem podzielić się nimi z innymi - przesyłając czy to Bluetoothem, e-mailem, MMS-em, czy też publikując na portalach społecznościowych. Wspomniany Bluetooth, jak również transmisja danych (GPRS/EDGE/UMTS/HSDPA) przebiegała bez kłopotów. Podobnie łączenie się z bezprzewodowym internetem. Działał także - bez zarzutów - mobilny hot spot, mogłem więc internet z HTC-a udostępniać na innych urządzeniach. I czasem tak robiłem.
A skoro wspominałem o łączności za pośrednictwem poczty elektronicznej, to okazało się, że telefon miał kłopoty z odczytywaniem kontaktów z Gmaila. Pewnego razu chciałem zatelefonować do znajomego, wpisuję zatem pierwsze litery nazwiska i widzę tylko numer do... jego małżonki. A jego nie mam wpisanego? Zaglądam do innego telefonu (także synchronizującego się z Gmailem) - tam jest. Loguję się bezpośrednio na Gmaila - tu wszystko zdaje się być w najlepszym porządku. A HTC grzecznie, aczkolwiek stanowczo twierdzi, że nic nie wie na temat takiego kontaktu i już. Aż chciałoby się zacytować słynną scenę z filmu "Miś": "Nie mamy Pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi...". Początkowo myślałem, że jest to może sytuacja jednostkowa, ale bodaj dzień później w książce zabrakło kolejnego nazwiska... Nieładnie ze strony HTC, oj, nieładnie...
Tytułem podsumowania wrażeń z korzystania z HTC Desire SV, śmiało mogę powiedzieć, że telefon jest ciekawy, choć rozstawałem się z nim w sumie bez większego żalu. Z pewnością będzie dobrą alternatywą dla tych wszystkich, którzy polubili już smartfony i nie chcą wracać do klasycznego telefonu komórkowego, a przy tym korzystają z dwóch kart SIM i nie chcą wypychać kieszeni dwoma telefonami. Mają zatem takie dwa w jednym. Jako to było? "Wash and go"?
Mat. własny







































Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!