
Na dzień przed sylwestrem odwiedził mnie kolega z dawnych lat. Będąc szczupłymi maturzystami, których nie było stać na telefony komórkowe, komputer, a co dopiero wystawne bale i lokale, graliśmy po knajpach i łódzkich fabrykach rockowe smęty.
Sylwestrowych wrażeń doznawaliśmy u dobrych koleżanek. Na domówkach. Kolega ułożył sobie życie z może nie najpiękniejszą i nie najmłodszą, ale stabilną kobietą. Angielską królową. Jak miliony rodaków. Stał się człowiekiem bardzo zamożnym, ale nie dlatego sylwestrową imprezę będzie miał tak bardzo światową...
Materiał własny