Dziennik Gazeta Prawna pisze, że za sprawą Stowarzyszenia Autorów ZAiKS już niebawem mogą zdrożeć smartfony. Wszystko przez tzw. opłatę reprograficzną, którą ZAiKS chciałby obłożyć również telefony - jako sprzęt mogący służyć do odtwarzania muzyki.
Czym jest opłata reprograficzna? W założeniu, ma ona rekompensować autorom straty, jakie ponoszą w związku z kopiowaniem muzyki czy filmów. W praktyce zyskują na niej głównie organizacje reprezentujące twórców, jak właśnie np. ZAiKS. Opłatę wnoszą importerzy i producenci urządzeń i czystych nośników danych, wykorzystywanych do zapisywania utworów - zatem jest ona wliczana w cenę m.in. czystych płyt CD czy DVD i ich nagrywarek, a także drukarek, twardych dysków czy pendrive'ów. Opłata nie przekracza 3% wartości produktu - niemniej istnieje i zwykle przerzucana jest na końcowego nabywcę. W przypadku smartfonów miałaby wynieść 2 lub 1,5 procent. Pierwszą ze stawek proponuje ZAiKS, drugą zaś postuluje Stowarzyszenie Filmowców Polskich. W przypadku obłożenia nią telefonów, musielibyśmy liczyć się z podwyżkami rzędu 10-50 zł. Rynek telefonów komórkowych szacowany jest na ponad 5 mld zł., co oznacza, że do kieszeni organizacji reprezentujących twórców trafiłoby ponad 100 mln zł.
Proponowane zmiany mają szansę wejść w życie już w połowie przyszłego roku. Problem w tym, że producenci telefonów, sieci handlowe i operatorzy podpisują kontrakty ze sporym wyprzedzeniem. Mają już zapewne dokładnie zaplanowany przyszły rok - włącznie z planami zysków. Te - w momencie wprowadzania zmian - mogłyby się dramatycznie skurczyć, co szczególnie mocno odczułyby małe firmy, jak np. myPhone czy Manta. Radosław Trzeba - szef myPhone - powiedział Dziennikowi Gazecie Prawnej, że jego firma oszacowała zyski na małym poziomie, by móc zaistnieć na rynku - a jednocześnie ma już podpisane umowy na kolejne tysiące urządzeń. Jeśli przyjdzie wnieść opłaty reprograficzne za zakontraktowane telefony, firmie może zabraknąć środków choćby na wydatki związane z reklamacjami klientów. Ten sam problem podnosi w rozmowie z DGP wiceprezes firmy Manta Sławomir Mastej. Również i on uważa, iż o wprowadzeniu opłat producenci powinni wiedzieć z dużym wyprzedzeniem. Gdyby przepisy miały wejść w życie np. w 2015 roku - firmy zdążyłyby je uwzględnić w swoich budżetach.
Czy wprowadzenie opłat reprograficznych ma sens? Moim zdaniem, miałoby, gdyby zgromadzone środki trafiały bezpośrednio do twórców, a nie przechodziłyby przez konta organizacji, które zapewne potrącają sowite honorarium za ściąganie owych opłat. Zastanawiam się też, czy twórcy nie zrzeszeni w żadnej ze wspomnianych organizacji mogą liczyć na jakieś wpływy? Nie kwestionuję zasadności pobierania takich opłat w przypadku niektórych nośników... ale przecież kupując płytę np. w iTunes, kupuję ją legalnie! Czemu mam jeszcze płacić kupując telefon, na którym ją odtworzę?! A co z telefonami, które nie mają możliwości odtwarzania muzyki? Wciąż takie istnieją! A telefony służbowe?
Ciekawą teorię na temat powodów, dla których smartfony miałyby zostać obłożone domiarem na rzecz artystów przedstawił na łamach DGP wiceprezes Manty: "Skończyły się wpływy ze sprzedaży czystych nośników CD, to teraz trzeba znaleźć inne źródło utrzymania". "To haracz ściągany przez ZAiKS" - dodaje. Zamiast oceny, proponuję jedynie zastanowić się, czy za mizerię polskiego rynku muzycznego rzeczywiście odpowiadają wyłącznie piraci i importerzy nośników?
Na podstawie informacji Dziennika Gazety Prawnej
Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!