Smartfony ratują życie studentów

Opublikowane:
Odsłuchaj artykuł

Niedziela. Umieram na wykładzie z... Nieważne z czego. Na każdym kierunku studiów są przecież przedmioty, które zabijają w człowieku chęć poznawania. Dookoła mnie zwłoki kolegów i koleżanek, którym wysiadły podtrzymujące przy życiu baterie w smartfonach.

Nieliczni szczęśliwcy wegetują przy gniazdkach z prądem. Ktoś w rogu auli przed słowotokiem niebanalnej, lecz kompletnie nieprzydatnej treści wypływającej z kształtnych warg pani magister, ratuje się analogową gazetą...

Obserwuj nas w Google News Obserwuj

A ja, patrzę na ten teatr i jako wieczny student z kilkunastoletnim stażem, w ciszy nad zwłokami pomordowanych kolegów z roku, zastanawiam się, czy to się kiedyś zmieni. Czy ktoś kiedyś do cholery ogarnie się w ministerstwie i zrobi solidną oświatę zamiast farsy? Solidną, znaczy taką, która będzie dla ludzi użyteczna. Taką, która nie będzie oznaczała straty czasu, tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś z wykładowców musiał dostać godziny na przedmiot, jakim morduje zapał do nauki młodych. Taką, która zamiast narzucania, da młodym ludziom wybór interesujących ich przedmiotów. Taką, która da szacunek wykładowcom, którzy głupi przecież nie są i doskonale widzą i słyszą, co dzieje się w auli. Widzą ludzi z nosami schowanymi w ekranie tabletu, smartfona czy gazety, którzy ze wszystkich sił starają się przeżyć nudny wykład. Jedna z łódzkich uczelni wyższych zachęcając do rekrutacji, obdarowywała nowego żaka tabletem. Patrząc na siebie i kolegów z roku, śmiem twierdzić, że pojmuję dlaczego. By nie umarł z nudów na zbędnym mu w życiu wykładzie?

Miałem okazję, zaszczyt i radość dziesięć lat temu być studentem socjologii mediów u dr Andrzeja Rostockiego. W tym czasie były już powszechne w narodzie komórki, palmtopy i laptopy. Nikt na zajęciach u tego człowieka nie ratował się przed śmiercią z nudów, zabawkami i transmisją danych z rewolucyjną prędkością EDGE. Na tych wykładach było życie. Bo przedmiot był ciekawy, a i człowiek, który go wykładał - nie mniej. Na innych wykładach było to samo, co niedawno zaobserwowałem po swojej akademickiej reaktywacji. Przepaść technologiczną wypełniał alkohol, którego opary czuć było w auli tak wyraźnie, że niepijący mógłby się solidnie wstawić. Pił cały rok, bo bełkotu pana profesora inaczej nie dało się znieść. Minęło dziesięć lat i na polskich uczelniach nic się nie zmieniło! Dalej maltretuje się studentów przedmiotami, które nijak przydadzą im się w szeroko rozumianym życiu. Tylko internet jest szybszy, a zabawki coraz bardziej kolorowe...

Dlaczego tak jest? Dlaczego student, nie może wybrać przedmiotów, które go interesują, tak jak dzieje się to w części systemów edukacyjnych cywilizowanego świata? Dlaczego marnuje się czas i życie ludzi, a sam wykład sprowadza się do farsy. Wykładowca duka swoje, tłum na smartfonach czy laptopach robi swoje. Ogląda seriale, gra w gry, surfuje po mobilnym internecie. Byle podpisać listę i odwalić.

Umieram na trwającym trzy godziny wykładzie. Tablet dawno temu zdechł. I tak sobie myślę, że przez te trzy godziny, mógłbym nie tylko napisać Wam ten tekst, ale np. wejść w konflikt zbrojny z Szanowną Małżonką, by móc się pogodzić; zintegrować z kotem, spotkać z przyjaciółką lub jej brzydkim, nieatrakcyjnym, bo męskim odpowiednikiem. Jeden jest plus ratującego życie i zdrowie psychiczne studentów, wyposażonych w smartfony lub inne zabawki multimedialne z dostępem do internetu. - Spożycie alkoholu na wykładach spadło do zera.

Materiał własny

O autorze
adam-lukowski.jpg
Adam Łukowski

Od 25 lat w branży nowoczesnych technologii. Pamięta pierwsze komórki i początki mobilnego internetu, ma za sobą również pracę w poczytnych czasopismach. Od początku istnienia mGSM.pl dostarcza aktualności i recenzuje urządzenia, korzystając z wiedzy i nabytego przez lata doświadczenia.

Artykułów: 17214

Ten artykuł skomentowano już 10 razy.
Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!
Dodaj swoją opinię!

R E K L A M A
Opinie nie są weryfikowane.
icon up
60,0% 
icon down
 0,0% 
icon unknown opinion
 40,0% 
Default user logo
barteq72

Opinia neutralna

@piksson
Szczerze? Właśnie nie, te uwarunkowania kulturowe tradycje itd w dzisiejszym multikulti albo jak to nejtivi mówią melting pot świata anglojęzycznego giną i zanikają a nawet jeśli to zależność taką poznawałem równocześnie na zajęciach fonetyki podczas których to właśnie dowiadywaliśmy się dlaczego jakieś słowo na północy mówi się przez U a na południu przez A (wszystkie te najazdy wikingów i wpływy francuzów, łaciny itd itd), przynajmniej miałem tak dobrego profesora fonetyki który dość dokładnie objaśniał te zależności. Tak więc konieczność wkucia na pamięć dziesiątek dat DZIENNYCH nie tylko rok i kilkunastu do kilkudziesięciu postaci historycznych do całorocznego egzaminu jest dla mnie zbędnym zapychaniem harmonogramu.
.dynamic.mm.pl | 28.11.2013, 03:11

R E K L A M A
Default user logo
piksson

Opinia neutralna

Do barteq72
Kolego, historia jest tłumaczowi potrzebna w pracy. Choćby dlatego, że język to nie tylko przedmioty leksykalne, ale też uwarunkowania historyczne i tradycja. Rozumienie tych uwarunkowań jest niezbędne aby poprawnie odczytywać teksty kultury danego regionu/kraju ;)
.ip.netia.com.pl | 25.11.2013, 17:11
Default user logo
Studentka

Opinia neutralna

Do EX
A czy wykładowcy nie informowali Was o tym, że jeśli nie zezwolą wyraźnie na robienie zdjęć slajdom, a przyłapią kogoś na tej czynności, to mogą Was zaskarżyć o złamanie praw autorskich? Uważam, że bezpieczniej podejść sobie do wykładowcy i grzecznie poprosić, żeby udostępnił materiały...

Jeśli chodzi o artykuł to zgadzam się z autorem - system edukacji jest źle skonstruowany i powoduje, że na bezużytecznych przedmiotach studenci zajmują się wszystkim, tylko nie słuchaniem, bo po co? Jeśli to jest wykład, to można go ewentualnie odpuścić i nie tracić czasu, ale na ćwiczeniach... ehh...
Sądzę i mam nadzieję, że każdy rozsądny sąd uniewinniłby studenta robiącego zdjęcia slajdom w kontekście naruszenia ustawy o prawie autorskim. To raczej podpada pod użytek dozwolony. W przeciwnym wypadku może wykładowca powinien również zakazać patrzenia na te slajdy. Problem zaczyna się IMVHO, gdy zaczyna się rozpowszechnianie. (jf)
.174.81.114 | 25.11.2013, 10:11

R E K L A M A
Default user logo
mr T

Opinia pozytywna

Teksty świetne - inteligentne itd, nie po to piszę, żeby słodzić.
Lat temu kilka skończyłem studia na ASP w pięknym mieście Wrocławiu. I pamiętam doskonale, że nie tylko były przedmioty zbyteczne (wprowadzone po to, żeby był etat), prowadzone w sposób nieciekawy chyba nawet dla much latających po sali, ale też były przedmioty konieczne, potrzebne, jednak wykładane dokładnie w sposób przez Pana opisany. Bo wykładowca powinien być z powołania, a nie z konieczności (bo gdzie indziej nie zarobi).
Do legend przeszedł jeden wykład - gdybym sam na nim nie był, to bym w to nie uwierzył. Na zajęciach owych wykładowca zapraszał gości, którzy to opowiadali o swojej pracy, twórczości itp. Problemem było to, iż sala zazwyczaj była zaciemniona, aby dobrze widać było prezentację puszczaną z projektora, więc używać smartfonów nie można było - przez grzeczność - gdyż zdradziła by bijąca w twarze poświata. Jednak raz pewien jeden z zaproszonych gości przesadził. Przesadził grubo. Do tego stopnia, że nie tylko po włączeniu świateł okazało się, że na sali pozostało może 20% osób które były na początku. Ale na tym właśnie wykładzie nieszczęsny człowiek mówił z taką "pasją", że udało Mu się uśpić nawet wykładowcę (który to zaprosił go na to spotkanie).
I to by było wszystko na temat.
Z historii znajomych obecnie studiujących ten sam kierunek wiem, że nic się nie zmieniło. Sala ta sama, wykładowca ten sam, ludzie zapraszani są ci sami, tylko światła już nie gaszą - żeby studenci cichaczem nie uciekali. Teraz więc siedzą ze smartfonami...
.dynamic.gprs.plus.pl | 23.11.2013, 20:11
Default user logo
Ronnie Scroll

Opinia pozytywna

W pełni zgadzam się z felietonem, z jednym dodatkiem, tak dzieje się nie tylko na studiach ale i w niższych szkołach. Masa przedmiotów bezużytecznych jak EDB( edukacja dla bezpieczeństwa, dawne PO), informatyka nierozszeżona, religia w tym wydaniu, Wiedza O Kulturze, czy też rozbicie w liceum Wosu na przedsiębiorczość i wos. Uczniowie zmuszani są do bycia na przedmiotach bez przyszłości, które nie dają żadnej korzyści, muszą być dłużej w szkołach przez co mają mniej czasu na naukę czy przyjemności. System oświaty w Polsce jest porażką.
.154.163.81 | 23.11.2013, 19:11
Default user logo
barteq72

Opinia pozytywna

Kolejny zajefany teks :D tym fajniejszy iż sam jestem obecnie studentem i znam ten ból. Jestem na filologi angielskiej, kierunek ten wybrałem by w przyszłości zatrudnić się jako tłumacz przysięgły bądź mierząc wyżej, w jakiejś międzynarodowej korporacji. Wytłumaczcie mi na kiego grzyba mi historia UK i USA od czasów P.N.E do II WŚ w związku z taką planowaną przyszłością a nawet jakąkolwiek przyszłościom jaka mnie czeka? Przecież wszystko to miałem w gimnazjum i liceum jeszcze kilka lat wstecz, fakt nie musiałem znać WSZYSTKICH dat i postaci ale klarowny zarys całości miałem. Kolejny ZBĘDNY przedmiot Akwizycja języka, nazwa mało mówiąca ale tak w skrócie są to wykłady podczas których dowiaduje się że niejaki Chomsky czy inny uczył małpy języka angielskiego?! No WTH?! Po co mi wiedzieć że jakaś małpka prawie 100 lat temu potrafiła używać 1/iksnastej słów ze słownika języka angielskiego?! Jest to dla mnie każdorazowo 1,5h zmarnowane które można by poświęcić na gramatykę, fonetykę czy konwersacje z native spikerami którzy wykładają na naszej uczelni. Niestety łunia wszystko psuje a nie naprawia...
.dynamic.mm.pl | 23.11.2013, 01:11
Default user logo
kuba1711

Opinia pozytywna

Cóż, zgadam się w pełni z treścią tego tekstu, ale tak jest nie tylko na studiach. Jestem w 2 klasie liceum i sytuacja jest identyczna na paru lekcjach (szczęście, że tylko paru), w gimbazjum czy nawet w ostatnich latach podstawówki tak się dzieje. Jeszcze dobrze, że czasem nauczyciele próbują czasem urozmaicić lekcje przez wyświetlanie filmów czy organizowanie zajęć praktycznych i to działa, tylko co z tego, jak jest parę rzutników na całą szkołę, nauczycieli z chęcią też...
.multi.internet.cyfrowypolsat.pl | 23.11.2013, 00:11

R E K L A M A
Default user logo
Piksson

Opinia neutralna

Już kilkukrotnie chciałem założyć konto w serwisie, ale jako osoba, która z reguły nie komentuje w internecie niczego (bo po co?) to jednak w tym wypadku nie mogłem się powstrzymać.

"Jeżdżenie" po wszelkich organach władzy to moje hobby, jednak w tym wypadku pretensje czy wołania do Ministerstwa Edukacji są bezzasadne. Dlaczego? Spieszę z odpowiedzią...

Nasz system edukacji na poziomie akademickim przez lata funkcjonował bardzo dobrze, przynajmniej w porównaniu do systemów zachodniej Europy (kontynentalnej, systemy anglosaskie to zupełnie inna bajka). Pozostawaliśmy w zdrowej równowadze pomiędzy teorią (główny nacisk systemów w Europie Zachodniej np. system włoski czy francuski) a praktyką (główny nacisk w USA, z powodów historycznych, jak ktoś zgłosi zapotrzebowanie to mogę szerzej o tym powiedzieć :)). Winę za obecną sytuację ponosi Unia Europejska, a konkretnie wymogi Procesu Bolońskiego.

W ramach tego procesu docelowo wszystkie kompetencje, umiejętności a zatem także dyplomy wyższych uczelni mają być ze sobą równorzędne. W praktyce wygląda to tak, że wszystkie przedmioty przelicza się na punkty ECTS. Sęk w tym, że od zarania dziejów różne narody miały różne poglądy na edukację na poziomie akademickim. Stąd okazało się nagle, że studia, które w Polsce uznawane były za wystarczające do otrzymania np. tytułu magistra na kierunku dziennikarstwo, we Francji czy w Niemczech uznane byłyby za niewystarczające.

Lekarstwem na taki stan rzeczy okazało się dla niektórych uczelni dokładanie bezsensownych przedmiotów, dla innych było to włączenie do oferty tzw. przedmiotów ogólnouniwersyteckich. Niektóre z nich są ciekawe, inne mniej, kwestia wyboru i gustu.

Czy takie podejście (przeliczanie wiedzy na punkty) oraz takie radzenie sobie z jednolitością wykształcenia w zjednoczonej Europie ma sens? Moim zdaniem nie. Stworzył on zaklęty krąg w którym Unia wymaga, ministerstwo wymusza na uniwersytetach dokładanie przedmiotów, zaś uniwersytety (do niedawna cieszące się dużą autonomią) postanowiły podejść do sprawy olewczo i męczą studentów niepotrzebnymi przedmiotami. Koniec końców i tak "produktem" uczelni nie jest absolwent, którego "zaprojektowała" Unia. Pomijam już kwestię FAKTYCZNEGO zastosowania tych przepisów i uznawalności dyplomów polskich uczelni w innych krajach.

Podsumowując: wina nie leży ani po stronie uczelni, ani po stronie Ministerswa, a po stronie niezbyt mądrych unijnych pomysłów. Natomiast jeśli chodzi o granie na tabletach czy smartfonach w czasie mało interesującego wykładu skądinąd mądrego człowieka? No to już kwestia dobrego wychowania ;)
.ip.netia.com.pl | 22.11.2013, 18:11
Default user logo
ex

Opinia pozytywna

Jestem na 4roku studiów. I jest dokładnie tak jak Pan napisał. Warto dodać jeszcze ze smartfony przydają się też bardzo podczas egzaminów. A i aparat do robienia zdjęć slajdów z wykładów też się przydaje;P
.neoplus.adsl.tpnet.pl | 22.11.2013, 16:11
Default user logo
Unick

Opinia pozytywna

Jakże trafne spostrzeżenie! Jeszcze niedawno sam byłem studentem - najgorsze były wykłady prof. Zbigniewa S. (Uniwersytet Śląski) - absolwenci/aktualni studenci uczęszczający na zajęcia wspomnianej persony doskonale wiedzą, o co chodzi. Ja też co tydzień zadawałem sobie pytanie: dlaczego? co złego w życiu uczyniłem, że muszę tu teraz siedzieć i udawać, że słucham? (bo udawanie, że wiem o czym mowa przewyższało moje umiejętności) I niech ktoś teraz wyrwie się przed szereg i powie, że smartfony/ tablety itp. to niepotrzebne zabawki napędzające konsumpcję... Zaproszę go z miłą chęcią na wykład profesora - wtedy na pewno zrozumie, w jak dużym był błędzie...
.ip.netia.com.pl | 22.11.2013, 15:11

Aktualności

Wszystkie aktualności

Recenzje

Wszystkie recenzje


mGSM.pl na YouTube

mgsm-premium-icon-small KONTO PREMIUM od 4,92
zł/mies