Ja mam smartfona, ty masz smartfona - przekażmy sobie wizytówki. Wystarczy zbliżyć telefony do siebie i cyk! - wirtualna wizytówka przeskakuje z jednego aparatu do drugiego. Nie musisz być w zasięgu sieci telefonii komórkowej, ani online.
- Jeszcze ucząc się w liceum, zauważyłem, że dorośli mają portfele grube od wizytówek - mówi Łukasz Wiarowski z Krakowa, który niedawno ukończył studia informatyczne. - Ten nieustanny ceremoniał z grzebaniem po kieszeniach, w wizytownikach, portfelach i portmonetkach, wydał mi się groteskowy. I kiedy w użyciu pojawił się smartfon, pomyślałem, że skoro mamy w nim NFC, to dlaczego nie mielibyśmy mieć wizytówek?
Zanim Łukasz opracował swoją aplikację, miesiącami ślęczał przy komputerze, sprawdzając, czy przypadkiem ktoś już na świecie nie wymyślił wirtualnych biletów wizytowych. Okazało się, że nie. Marco Polo, który pierwszy przywiózł do Europy wizytówki, wspominał w swoim Opisaniu świata, że w Chinach posiadała je wyłącznie arystokracja. Przez setki lat kartonowymi prostokącikami wymieniali się wyłącznie ludzie, którzy nie musieli wpisywać na nich nic poza imieniem i nazwiskiem, gdyż i tak wszyscy wiedzieli, kim są. Dziś wizytówkami wymienia się nawet młodociane szpanerstwo w podstawówkach, zaś w dorosłym obiegu, na całym globie, taki bilet pełni głównie rolę druku reklamowego, tak więc w istocie pomaga w robieniu interesów. I dlatego Łukasz nazwał stworzoną przez siebie aplikację: Business Card Book (BCB).
- Mam wrażenie, że przy tej masie wymienianych nieustannie wizytówek ludzie nie są w stanie pamiętać, od kogo je otrzymują i komu wręczają swoje. Mój program pozwala tworzyć wizytówki samodzielnie, przechowywać w wirtualnym wizytowniku, sortować je tam i błyskawicznie wyszukiwać. Kolegom podoba się, że można je przeglądać, na przykład, w widoczku przypominającym karuzelę, o... - młody informatyk prezentuje kolejne zastosowania.
Aktywne łącza kierują nas na stronę www innego użytkownika aplikacji lub do jego konta na Facebooku, nawiązują połączenia ze Skype'em, pozwalają wysłać e-mail lub nawiązują kontakt z podanym na wizytówce numerem telefonu. I to zaledwie w kilka sekund. Przyjemne z pożytecznym łączymy, samodzielnie projektując wizytówkę. Zabawa jest przednia, mamy bowiem do dyspozycji dowolny krój czcionki oraz wzory tapet. Możemy zresztą zastosować swoje własne pomysły ? pole dla wyobraźni jest nieograniczone.
Niegdyś wizytówki służyły również do korespondencji. Najbardziej bodaj lapidarną uprawiał hrabia Wojciech Dzieduszycki, lwowski intelektualista i facecjonista epoki Młodej Polski, bo kiedy zapraszano go na liczne konferencje, rauty i bale, nieodmiennie odsyłał w odpowiedzi swoje wizytówki z adnotacją: DUPA. Zdumionym i często obrażonym odbiorcom tłumaczył, że to skrót obietnicy: Dziękuję uprzejmie, przybędę akuratnie.
Łukasz Wiarowski zaprojektował swoją aplikację tak, że wizytówki możemy w smartfonie odwrócić i wypełnić dowolną treścią. Można tam umieścić życiowe credo, materiały reklamowe firmy lub cokolwiek innego. Wygodne jest i to, że kiedy telefonuje do nas ktoś, czyją wizytówkę mamy w smartfonie, wyświetla się ona cała, dzięki czemu od razu identyfikujemy nazwisko z określoną firmą, klubem, instytucją lub organizacją. No i, co bodaj najważniejsze, dzięki BCB przestajemy posługiwać się papierem - nieporęcznym, zajmującym miejsce, w większych ilościach ciężkim, a także łatwym do zgubienia.
Łukasz ma mnóstwo koncepcji na wzbogacanie swojego programu o nowe funkcje. Na razie zaraża własnym smartfonem smartfony znajomych. Przecież wystarczy je tylko do siebie zbliżyć?
materiał własny
Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!