
Od 26 stycznia w USA zdelegalizowano zdejmowanie SIM-locków. Każdy, kto nabędzie zablokowany telefon po tej dacie, by "uwolnić" swój aparat, będzie musiał uzyskać oficjalną zgodę operatora.
Nowa regulacja prawna nie obejmuje telefonów nabytych przed 25 stycznia, operatorzy mogą również wciąż oferować telefony bez blokady. Jeśli jednak Amerykanin kupi telefon z SIM-lockiem, nie będzie mógł już zdjąć blokady w prosty sposób, bez zezwolenia. O nowej legislacji czytałem z lekkim niedowierzaniem. Czy takie prawo ma sens w dobie dowolnej migracji pomiędzy sieciami i coraz krótszych terminach umów? Jaki sens ma wprowadzanie zakazu i wymóg oficjalnej zgody operatora, gdy ten sam operator oferuje nam spory wybór modeli bez blokady? A może to zwiastun powrotu powszechnych SIM-locków...? Pamiętam czasy, gdy praktycznie każdy telefon kupiony za pośrednictwem operatora miał blokadę, a w każdym mieście kwitły serwisy, zajmujące się "uwalnianiem" komórek... Ale to już historia. Czyżby amerykańscy ustawodawcy chcieli wrócić do przeszłości? Domyślam się, że może chodzić o ochronę interesów operatorów. Ale jaki sens ma blokowanie komórki, skoro i tak z operatorem wiąże klienta umowa abonamentowa?! Jak sądzicie - czy będzie to kolejny martwy przepis?
Na podstawie informacji serwisu Engadget
Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!