Utrzymujemy się z reklam, choć za nimi nie przepadamy. Prosimy o wyłączenie blokowania reklam, albo o rozważenie zakupu naszego konta premium już od 4,92 zł/mies.
Idąc za namową jednego z naszych czytelników - Azawakh'a - postanowiłem przyjrzeć się bliżej ogromnemu, chińskiemu rynkowi. Choć część z jego zasobów trafia do nas pod rodzimymi markami, przybliżę wam sylwetkę modelu, który nie jest u nas oficjalnie sprzedawany.
To dwukartowy smartfon z Androidem, występujący obecnie pod przynajmniej pięcioma nazwami. Mój jest typowym egzemplarzem demonstracyjnym, który w miejscu logo producenta dumnie nosi napis "Android" - by nikt nie miał wątpliwości, z czym mamy do czynienia. Telefon zaskakuje i bawi już na samym początku - jego porządne opakowanie, poza zdjęciem smartfonu, zdobią bowiem ikonki aplikacji... z iOS. Zaskoczył mnie również zestaw, który owo kolorowe pudełko skrywa. Poza telefonem (z naklejoną na wyświetlacz dedykowaną folią ochronną), znalazłem w nim ładowarkę, słuchawki, kabel USB oraz dwie baterie. To typowa zagrywka chińskich producentów, którzy nie są chyba zbyt pewni jakości swych ogniw. Nie wierzę, że obecność drugiej baterii wynika z ich szczodrości - podejrzewam, że raczej próbują w ten sposób zmniejszyć ilość ewentualnych reklamacji. Zestaw zawiera jeszcze plastikowy pokrowiec typu grid-case. To miły dodatek, zważywszy, że obudowa wykończona została błyszczącym lakierem.
A jeśli już jesteśmy przy obudowie, to - obiektywnie patrząc - chiński produkt nie ma się czego wstydzić. Smartfon jest zgrabny, ma miły dla oka kształt, a chińscy styliści odeszli już - jak widać - od kiczowatych ozdób. Możemy na siłę doszukiwać się podobieństwa do modeli znanych marek, ale elegancji trudno mu odmówić. Dobre wrażenie potęguje staranność montażu, przecząca stereotypowi. Wszystko jest dobrze spasowane, obudowa nie trzeszczy w ręku, nie mamy wrażenia, że za chwilę coś odpadnie. Ciekawym akcentem są wystające z obrysu złącza microUSB i minijack, pozwalające na ich wygodne użytkowanie. W "grillu" przedniego głośnika wkomponowano również diody sygnalizujące nadejście połączenia, SMS-a oraz rozładowanie bądź ładowanie baterii. Z tyłu mamy oczko kamery z diodowym fleszem, wąski wylot buzzera oraz tajemniczą wypustkę - o niej opowiem później. Klapka baterii ma ukośne wyżłobienia, ułatwiające trzymanie telefonu w ręku. I to właśnie owa klapka spowodowała pierwszy zgrzyt. Ileż namocowałem się, by uwolnić ją z zatrzasków celem zainstalowania baterii i karty! Warto zaopatrzyć się w otwieracz do obudów czy śrubokręt. Na plus zaliczę fakt, iż pomimo dość częstego demontażu tego elementu, zatrzaski wciąż trzymają z pierwotnym oporem. To nieźle świadczy o użytym tworzywie.
BlueBo B1000+ fot: mGSM.pl
Po zdjęciu pokrywy czekała mnie kolejna niespodzianka. Nalepka z numerem IMEI opatrzona została marką BlueBo... A więc jednak ktoś się do tego przyznaje :)
Z etykiety wyczytałem jeszcze nazwę modelu - "B1000+, Touch Diamond2". Ładnie, ale już to gdzieś widziałem... Pod zaskakująco smukłą baterią mamy dwa gniazda na karty SIM oraz slot na microSD. Pod nimi, zamaskowana naklejką antena, kolejna u góry. Zmontujmy zatem całość i zobaczmy, jak działa.
Po włączeniu, z wyświetlacza przyjaźnie pomacha nam łapką zielony ludek, a już po chwili telefon poprosi nas o przypisanie nazw obu kartom SIM. To miła funkcja, ułatwia bowiem rozpoznawanie kart. Procedurę powtarzamy po każdej zmianie SIM-ów. Co ciekawe, smartfon nie wymaga od nas logowania w Google - przynajmniej na początku. By pobrać cokolwiek z Google Play - rejestracji już nie unikniemy. B1000+ działa pod kontrolą Androida 2.3.6. - interfejs niczym nie zaskakuje. Początkowo sądziłem, że sprzęt bez problemu radzi sobie z obsługą systemu i aplikacji. Z czasem dostrzegłem jednak delikatne przycięcia podczas przewijania długich list, w niektórych grach także pojawiły się problemy z płynnością. Jednak w codziennym korzystaniu z podstawowych funkcji wydajność można uznać za zadowalającą. W menu nie znalazłem żadnych dodatkowych niespodzianek - poza dwiema. O ile radio FM nie jest niczym nadzwyczajnym, o tyle nad wbudowanym odbiornikiem telewizyjnym warto się na chwilę zatrzymać. Wspomniana przeze mnie wcześniej wypustka na tylnej ściance - to czubek teleskopowej anteny, z której właśnie korzysta telewizor. Niestety, w tym przypadku do dyspozycji jest wyłącznie odbiornik analogowy, zatem nacieszymy się nim jeszcze najwyżej rok. Telewizor potrafi automatycznie odszukać stacje i zapewnia... ich odbiór. O jakości nie ma sensu mówić - coś tam widać, ale na cuda nie liczcie. Umówmy się, że w sytuacji awaryjnej kawałek meczu czy wiadomości da się obejrzeć. Radio - sprawuje się lepiej, a dzięki temu, że również korzysta z anteny teleskopowej, nie trzeba podłączać słuchawek, których kabel zwykle ją zastępuje. Radio może działać w tle i ma układ RDS oraz pamięć.
BlueBo B1000+ fot: mGSM.pl
Zerknijmy na resztę wyposażenia. W zasadzie niczego nie brakuje. Jest Wi-Fi, Bluetooth... brak GPS, ale za to mamy dwie kamery. Tylna ma 3 megapiksele, przednia zaś pracuje w VGA. Można korzystać z zoomu cyfrowego i regulować ekspozycję, balans bieli czy programy tematyczne. Jest także układ wykrywania twarzy, samowyzwalacz i opcja zdjęć seryjnych - do 16 klatek. Zdecydowanym plusem jest też mechaniczny klawisz "spustu". Jakość zdjęć i filmów nie powala - można przyjąć, że jest w najlepszym razie wystarczająca. To samo powiedziałbym o rozdzielczości wyświetlacza... Na co dzień - choć nie rzuca na kolana, wystarczy. Niestety, powoli dochodzimy do największej wady omawianej konstrukcji. Smartfon wyposażono w rezystancyjny panel dotykowy. Technologia ta zupełnie nie pasuje do reszty konstrukcji, do której naprawdę nie mam poważnych zastrzeżeń. Oddając sprawiedliwość - czułość ekranu jest dobra, prawidłowo reaguje na dotyk - ale musimy go naciskać, a nie muskać opuszkiem, co wydatnie psuje przyjemność obsługi interfejsu. Szkoda.
BlueBo B1000+ fot: mGSM.pl
Tym większa, że jak dotąd - od miesiąca - telefon sprawuje się bez zarzutu. Zaskoczył mnie wydajnością baterii. Choć - jak wspomniałem - ma ona małe wymiary - jej deklarowana pojemność wynosi 1800 mAh - czyli całkiem sporo. I tym razem chyba Chińczycy nie kłamali, bowiem tygodniowy czas działania jest w tym modelu normą. I to przy włączonych modułach Wi-Fi i Bluetooth oraz dwóch aktywnych SIM-ach! By było ciekawiej, telewizor jest w stanie ową baterię wyczerpać już w pół godziny - chyba po to, abyśmy się zbytnio nie zachwycili.
BlueBo B1000+ fot: mGSM.pl
Na koniec - jeszcze parę słów o obsłudze dwóch SIM-ów. Karty są w stałej aktywności - to akurat typowe dla każdego chińskiego duala. Ale w tym przypadku dodano jeszcze kilka elementów ułatwiających wykorzystywanie tej funkcji. O opcji przypisania własnej nazwy każdej z kart już wspomniałem. Do tego - istnieje możliwość zdefiniowania każdej z nich jako domyślnej dla połączeń głosowych, SMS-ów i transmisji danych. Jeśli tego nie zrobimy, przed połączeniem telefon każdorazowo poprosi nas o wybór. Frapujące jest to, iż czasami jedna z kart oznaczona jest jako sugerowana. Telefon wbrew pozorom nie rozpoznaje operatorów, ale opiera swą sugestię analizując listę połączeń przychodzących. Przykładowo, jeśli na SIM 2 połączenie z danego numeru nadchodzi częściej, to właśnie ta karta zostanie wskazana nam jako sugerowana, gdy zaczniemy ów numer wybierać. Dodatkowo każdej z kart możemy na stałe przypisać wybrane kontakty, by wszelkie połączenia z nimi były dokonywane tylko za pośrednictwem konkretnej sieci. Możemy ponadto zdefiniować osobno dla każdej z kart ustawienia roamingu danych, ale niestety nie mamy już opcji przypisania dwóch osobnych dzwonków. Taką możliwość uzyskamy wyłącznie poprzez przypisanie sygnałów do konkretnych kontaktów. Ich listę rozwiązano bardzo praktycznie. Możemy wyświetlać wszystkie - z obu kart, pamięci telefonu czy konta Google, ale możemy też ograniczyć się do jednej z wymienionych pamięci, a wszystko to z głównego poziomu listy. Podczas dodawania kontaktu - mamy identyczny wybór.
BlueBo B1000+ fot: mGSM.pl
Jak widzicie, jestem niemal zachwycony tym wynalazkiem. Czy - poza marnym panelem dotykowym - widzę w nim jakieś wady? Otóż tak - pochodzenie! Nie mam żadnej gwarancji, nie wiem, czy telefon podziała dłużej niż parę miesięcy, nie znam nawet jego pełnej specyfikacji. Nie wiem, jak ma się do europejskich norm, nie znam współczynnika SAR. Kolejną kwestią są aktualizacje - o nich możemy zapomnieć. Co więcej - nawet, gdyby któryś z polskich importerów chciałby go sprowadzić, nie możemy mieć pewności, że dostaniemy taki sam produkt! Nie wiemy, czy jakość, którą widzimy w przypadku egzemplarza-demo okaże się powtarzalna. Chińska wytwórnia może jednak w każdej chwili zmienić dowolny element bez uprzedzania kogokolwiek... znam takie przypadki. Z drugiej strony - nie mam podstaw sądzić, by było inaczej. Jakkolwiek nie potraktujemy tego typu "wynalazków" - na pocieszenie pozostaje nam jeszcze niska cena - w tym wypadku, ok. 75 dolarów. Jestem jednak pewien, że po doliczeniu kosztów importu i marży dystrybutora, cena wzrosłaby przynajmniej o połowę...
BlueBo B1000+ fot: mGSM.pl
Po kilkutygodniowym użytkowaniu tego modelu, nasuwa mi się parę wniosków. Chińczycy opanowali już sztukę dokładnego montażu, potrafią zastosować dobre materiały i wyprodukować porządną baterię. Potrafią zbudować telefon, który daje się normalnie obsługiwać i nie straszy. Piętą achillesową pozostaje wsparcie posprzedażne, a także braki technologiczne. Te ostatnie składam jednak bardziej na karb cięcia kosztów... Produkując dla niemal wszystkich światowych marek, bez wątpienia poznali sztukę budowania porządnych urządzeń z dostępnych elementów i kopiowania dobrych rozwiązań. To, że zaskoczą nas czymś nowatorskim, opracowanym samodzielnie jest - moim zdaniem - tylko kwestią czasu. Jestem przekonany, że za kilka lat przestaniemy kojarzyć chińską produkcję z tandetą. W to, że kiedyś zobaczę smartfon zaprojektowany i zbudowany od podstaw w Polsce przestałem wierzyć kilka lat temu.
Oto specyfikacja techniczna:
Sieć: GSM 850/900/1800/1900 MHz
Procesor: MTK6513, 650 MHz + 280 MHz
Pamięć ROM: 256 MB
Pamięć RAM: 512 MB
System: Android 2.3.6
Łączność: Bluetooth 2.0, Wi-Fi 802.11 b/g
Wyświetlacz: 3,5", 320x480 piks, 260 tys.kol.
Złącza: minijack 3,5 mm, microUSB, microSD do 16 GB
Od 25 lat w branży nowoczesnych technologii. Pamięta pierwsze komórki i początki mobilnego internetu, ma za sobą również pracę w poczytnych czasopismach. Od początku istnienia mGSM.pl dostarcza aktualności i recenzuje urządzenia, korzystając z wiedzy i nabytego przez lata doświadczenia.
Panie Adamie dziękuję za tą ciekawą recenzję i czekam na kolejne recenzje chińczyków, które jak widać są coraz lepsze i ciekawsze (mile widziana recenzja Stara i9220 czyli "polskiego" Imperiusa który w wersji pierwotnej jest już od jakiegoś czasu dostępny na Allegro) . To dobre zjawisko i cieszy bo może wreszcie nasz "dyżurny polski producent telefonów komórkowych" myPhone zostanie zmuszony do importu porządnych smartphonów konkurujących nie tylko ceną ale i możliwościami, jakością i podzespołami. A sam testowany smartphone cóż poprzez ekran rezystancyjny jak dla mnie jest zbyt mało doskonały i nie zdecyduję się na jego zakup (ostatnim moim smartphonem z ekranem rezystancyjnym był LG GT-540 Swift i dla mnie epoka z tego typu ekranami już się zakończyła bezpowrotnie).
Cieszę się nie tylko z tego, iż taka recenzja powstała ale również z tego, że Redakcja czyta nasze port i nie jest głucha na nasze czytelnicze pomysły, uwagi i prośby. To bardzo dobrze świadczy o Redakcji.
Nowa pora roku to czas, gdy sklepy prowadzą swoje kampanie promocyjne - w tym także na smartfony. Czy jednak te promocje są opłacalne? Skąd wiedzieć, czy dana promocja jest "dobra"? Sprawdzamy ceny i ich historię!
więcej
W Chinach zadebiutował składany smartfon Vivo X Fold6. To pierwszy składak na świecie współpracujący z dodatkowym telekonwerterem fotograficznym, a zarazem wyposażony w jedną z najpojemniejszych baterii w swej kategorii.
więcej
Vivo X300 Pro to jeden z najatrakcyjniejszych obecnie na rynku smartfonów fotograficznych, gdy weźmiemy pod uwagę stosunek jakości do ceny. Pierwotnie dostępny z rozszerzonym zestawem fotograficznym, dziś musiał oddać fotograficzno-technologiczne pole nieco młodszemu Vivo X300 Ultra.
więcej
Xiaomi 17T Pro, który miał swoją premierę 28 maja, to bardzo ciekawa i gorąca nowość na rynku. Sprawdziliśmy, co oferuje ten model i czy warto się nim zainteresować.
więcej
Huawei Watch Fit 5 Pro lekko przeskakuje swojego poprzednika. Ma kilka ulepszeń i kilka możliwości, które zazwyczaj spotykamy na wyższej półce. Jest lekki, świetnie się nosi, ale według mnie największą jego zaletą jest to, że panda potrafi odkleić człowieka od fotela i zmusić do ruchu. Drobiazg, powiecie? Wcale nie drobiazg: zwierzę chronione.
więcej
Vivo X300 Ultra może być marzeniem każdego miłośnika mobilnej fotografii – i słusznie. Poza możliwościami zaawansowanych wbudowanych aparatów, użytkownik ma do dyspozycji, jeśli tylko zapragnie, dodatkowy teleobiektyw montowany w obudowie smartfona z ogniskową 400 mm, a to oznacza, że można robić zdjęcia naprawdę odległych obiektów.
więcej
Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!