
Nie minęło pół roku od premiery Nokii z aparatem o matrycy 41 Mpx, a już mamy kolejną odsłonę komórkowego wyścigu na megapiksele. Zamiast gotowego telefonu, mamy na razie jednak tylko nowe matryce. I to nie byle jakie!
Firma OmniVision zaprezentowała właśnie nowe matryce, dedykowane do montażu w nowo powstających smartfonach. Układy OV162820 i OV16825 mają co prawda "tylko" 16 megapikseli i rozmiar 1/2,3 cala, ale mają umożliwić rejestrację telefonami filmów w rozdzielczości 4K2K, czyli Quad Full High Definition. Rozwijając tajemniczy skrót - mówimy tu o filmach rejestrowanych w rozdzielczości 4608x3456 punktów na cal (ppi). Taka dokładność będzie zachowana przy rejestracji w typowej prędkości 30 klatek na sekundę. Zwiększają prędkość zapisu dwukrotnie, do 60 kl/s, uzyskamy film o 3840x2160 punktach na cal. "Niewykorzystane" piksele będą miały udział w stabilizacji obrazu. Nowe matryce wejdą do masowej produkcji jeszcze w tym roku... pozostaje pytanie - po co?
Przeczytałem informację OmniVision - i zastanawiam się, czy na pewno potrzebuję filmować telefonem w rozdzielczości 4K... Owszem, są już telewizory obsługujące ten format, są i kamery wideo. Na razie drogie, ale z czasem stanieją. O przewadze jakości obrazu nie próbuję nawet dyskutować - po prostu ją widać! Trzeba się jednak zastanowić, co ową jakość tworzy. Matryca ma ogromny wpływ - ale to, ile megapikseli na niej zawarto jeszcze nic nie znaczy. Ważne, na jakiej powierzchni owe piksele upakowano. I tu docieramy do sedna. Co mi po filmie, który ma rozmiar boków zgodny z 4K, skoro rejestruje je czujnik wielkości paznokcia? Nie trzeba być znawcą fotografii, by stwierdzić, że do małej matrycy dotrze mniej światła. A światło - to obraz! Jeśli przed taką matrycę dodamy prosty, równie mały obiektyw - efekt i tak pozostanie marny, choć rozciągnięty na większą rozdzielczość. Gorzej - na większym formacie kiepska jakość obrazu będzie jeszcze lepiej dostrzegalna! Czy nie macie wrażenia, że szafując cyferkami, producenci wciąż robią nas w konia? Czemu praktycznie nie słyszymy o dobrych obiektywach czy o tym, że "ktoś" montuje w komórkowym aparacie matrycę - powiedzmy - APS-C?! Nie da się? Echże, to raptem 2,3x1,5 cm... nie zmieści się? Mam swoją hipotezę, uzasadniającą obecny stan rzeczy. Winni są marketingowcy i my - klienci. Swoje dokładają też pilnujący kosztów księgowi, ale to szczegół. Spece od marketingu kombinują, jak wcisnąć klientom coraz to nowe produkty. A klient - niestety - bywa ciemny. Nie zna się. Nie przemówią do niego wyrażone w dziwnych jednostkach formaty matrycy, jakieś "f" przy opisie obiektywu, a gadki o ilości światła padającego na matrycę zalatują mu czarną magią... Ale miliony pikseli - już do klienta trafiają. Biegnie do sklepu i kupuje, bo chce mieć jak najwięcej, gdyż tak mu wmówiono. A dla producentów - to wygodne. Nie ponoszą wielkich kosztów, a jeśli ktoś oceni, że mimo zyliona pikseli zdjęcie nadal jest kiepskie, zawsze można powiedzieć "to tylko telefon...".
Może jednak doczekamy się chwili, kiedy jakaś firma zaryzykuje i - kosztem zwiększenia grubości obudowy - wepchnie nam w telefon porządny, jasny obiektyw, dużą matrycę i ksenonowy flesz? Pamiętam przynajmniej dwa takie modele - sprzed kilku lat. A teraz? Po co mi to 4K?!
Na postawie informacji serwisu Electronista

Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!