Huawei, przyciskany do ściany przez amerykańskie sankcje, miał być jedną z gwiazd MWC. Jednak zamiast o znakomicie fotografującym Huawei P60, o firmie jest głośno z zupełnie innego powodu...
Wbrew plotkom, na targach MWC, które zakończyły się przed weekendem w Barcelonie, nie zobaczyliśmy zapowiadanego modelu Huawei P60. Huawei miał tam natomiast dość duże stoisko - i to ono wzbudziło sporo kontrowersji. By zwiedzić stoisko Huawei, trzeba było uzyskać specjalny identyfikator. To nic zaskakującego, producenci często stosują takie plakietki, by np. wpuszczać na stoisko lub pewne jego strefy wyłącznie przedstawicieli mediów, a nie konkurencyjnych firm. I początkowo - nikt Huawei o nic złego nie podejrzewał. Pewien niepokój niektórych zwiedzających wzbudził fakt, że opuszczając strefę wystawienniczą Huawei, plakietkę ze smyczą trzeba było zwrócić. Nie każdy to zrobił - sam zbieram takie identyfikatory na pamiątkę. Problemy pojawiły się, gdy ci, którzy zatrzymali identyfikatory, zaczęli się im w wolnej chwili przyglądać...
Okazało się, że przywieszka przy identyfikatorze zawiera niewielki układ scalony, którego przeznaczeniem może być śledzenie użytkownika. I zaczęła się "kręcić afera". Tymczasem ktoś przytomnie przeczytał opis na odwrocie identyfikatora. Widnieje tam wyraźna informacja, że istotnie jest to lokalizator. Huawei informuje, że używa w nim technologii Bluetooth i RFID po to, by zarejestrować czas spędzony przez użytkownika na stoisku, a także by sprawdzić, w których miejscach odwiedzający spędzali najwięcej czasu. Zapewniono, że dane są anonimowe, a zbiera je się tylko po to, aby w przyszłości tworzyć atrakcyjniejsze stoiska - w oparciu o zachowanie zwiedzających. Nic strasznego czy drastycznie naruszającego prywatność. Czego zabrakło? Może wyraźniejszej informacji, może jasnego określenia, że identyfikator ma być używany tylko w obrębie stoiska...?
Moim zdaniem, Huawei chciał dobrze, a wyszło jak zwykle. Uznano, że ktoś kiedyś przeczytał jakąś informację na odwrocie identyfikatora, uznano (oczywiście błędnie), że każdy odwiedzający będzie chciał brać udział w tym specyficznym badaniu atrakcyjności stoiska, a wreszcie - umożliwiono wyniesienie identyfikatorów poza stoisko, a co za tym idzie - stworzono możliwość śledzenia gości poza stoiskiem. To nie oznacza, że z możliwości tej skorzystano - niemniej takie podejrzenia są uzasadnione, pomimo niewielkiego zasięgu breloczków. Mamy zatem do czynienia z wpadką wizerunkową, której można było łatwo uniknąć, stosując wyraźniejszą komunikację. Wpadka jest tym bardziej bolesna, że dotyczy firmy, która od lat boryka się z oskarżeniami dotyczącymi naruszeń prywatności... Organizator targów, czyli GSMA bada sprawę, ale na razie jej nie komentuje.