Wybaczcie prześmiewczy tytuł, ale nie mogłem się powstrzymać. Pojawiła się pogłoska, że nadchodzący iPhone 14 Pro otrzyma aparat fotograficzny o rozdzielczości 48 megapikseli - takiej, jaką spotkamy w niedrogich smartfonach z Androidem...
Oczywiście same megapiksele nie przekładają się na jakość zdjęcia, a 48 Mpx w tanim androidowcu nie będzie miało szans równać się z taką samą rozdzielczością w iPhone - niemniej zmiana jest godna odnotowania. Szczególnie, gdy uświadomimy sobie, że akurat rozdzielczość aparatów to element, który Apple zmienia niezwykle rzadko. Popatrzcie. Takie wielkie skoki (nie licząc tych w pierwszych trzech generacjach iPhone-ów) widzieliśmy nader rzadko. Przy iPhone 4 i 4S mieliśmy skok z 5 na 8 megapikseli, a potem, przy przesiadce z iPhone 6 na iPhone 6s przeskoczyliśmy z 8 na 12 megapikseli, które trwają do dzisiaj.
Na skok w wyższą rozdzielczość Apple zdecydowało się podobno dopiero teraz. Pytanie - po co, skoro to nie ilość megapikseli odpowiada za finalny efekt zdjęcia? Możliwe, że Apple potrzebuje wyższej rozdzielczości do filmowania w 8K, względnie do wykorzystania przy obróbce zdjęcia i jakiś dodatkowych efektach. Finalnie, jak w większości, piksele będą zapewne pracować w trybie łączenia - a pełna rozdzielczość matrycy będzie wykorzystywana "w tle", czego efektem mogą być jakieś nadzwyczajne możliwości fotograficzne. Coś mi mówi, że w czasie, gdy w świecie Androida zaczną pojawiać się matryce 200 Mpx, Apple dopiero pokaże, ile można wycisnąć z 48 Mpx, które właściwie zostało już niemal wyparte ze świata smartfonów z systemem Google...
Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!