
Niedawno pisałem o nowym segmencie w dynamicznie rozwijającym się rynku tabletów. Mowa o urządzeniach dedykowanych dla dzieci. Nie minął miesiąc, a już pojawiła się kolejna konstrukcja tego typu. Rzecz nazywa się Vinci, a wyprodukowana została przez firmę Rullingnet. I już niebawem wejdzie do sprzedaży na amerykańskim rynku!
Rullingnet Vinci pracuje w systemie Android 2.3., oferując właściwie pełną funkcjonalność wynikającą z możliwości systemu. Ciekawostkę stanowi jednak fakt, iż tablet nie został wyposażony w żaden moduł łączności bezprzewodowej. Po pierwsze po to, aby nie wystawiać dzieci na zbyt dużą dawkę fal, a po drugie - by rodzic łatwo mógł kontrolować pobieraną i instalowaną na urządzeniu zawartość. A tę można wgrywać z domowego komputera poprzez USB, a dokładniej - miniUSB. Wygląda na to, że takie rozwiązanie staje się standardem w urządzeniach adresowanych dla najmłodszych... Tablet ma 7-calowy ekran o rozdzielczości 800x480 pikseli, z panelem dotykowym w technologii rezystancyjnej. Serce urządzenia stanowi zaskakująco wydajny - jak na tę klasę sprzętu - procesor ARM Cortex A8 taktowany zegarem 1 GHz. Procesor wspomagany jest pamięcią operacyjną RAM 512 MB. Dziecko będzie także mogło robić zdjęcia i nagrywać filmy za pomocą 3-megapikselowej kamery.
Tablet ma ponadto głośniki i mikrofon z możliwością rejestracji dźwięku w pamięci urządzenia. Na komunikację głosowo-wizualną raczej nie można liczyć... Obudowa również jest niebanalna i interesująca. Tablet otrzymał specjalną ramkę, w której jest elastycznie umocowany tylko w kilku punktach. Ma to zapewnić jego wytrzymałość na upadki, bowiem - jak niektórzy z nas zdążyli się już przekonać - tablety są raczej mało odporne na takie przykre zdarzenia. Obudowa ma znieść również zachlapanie cieczą (ale nie zanurzenie w niej!), a także zapylenie czy zabrudzenie. Rullingnet Vinci wyceniono na 390 dolarów, co nie uczyni zeń chyba przeboju rynkowego. A ja wciąż nie mogę przegonić natrętnego pytania "po co powstał taki sprzęt?". Czy nie można dać dziecku kontrolowanego dostępu do sieci? Nie wystarczyło po prostu wzmocnić obudowy? A może - jeśli już koniecznie chcemy oswajać pociechę z nowoczesnymi technologiami - lepiej kupić mu chińską namiastkę tabletu za 1/3 ceny Vinci'ego? Jakie jest wasze zdanie?
Na postawie informacji serwisu Engadget
