
W zeszłym tygodniu pisałem o niewielkim skandalu, który rozpoczął się wystąpieniem Pete Wardena i Alasdaira Allana na konferencji Where 2.0 w San Francisco. Dziś ciąg dalszy napisany przez dociekliwe serwisy informacyjne.
Przypomnę, że panowie poinformowali, iż Apple magazynuje i przechowuje w postaci nieszyfrowanej dane o lokalizacji użytkownika. Dane są przechowywane na komputerze poprzez który dokonuje się synchronizacji, w łatwo dostępnym pliku. Jednocześnie informatycy poinformowali, że nie znaleźli podobnego oprogramowania w telefonach innych producentów.
To stwierdzenie niemal od razu zostało podważone przez szwedzkiego programistę, Magnusa Erikssona. Smartfony z Androidem również przesyłają do producenta systemu informację o lokalizacji telefonu kilka razy na godzinę. Informacja wysyłana do Google zawiera unikalny identyfikator urządzenia, lokalizację, siłę sygnału WiFi i nazwę modelu. Android zapisuje w ukrytym pliku identyfikatory 200 ostatnio dostępnych sieci WiFi, a także 50 ostatnio namierzonych BTS-ów. Eriksson pisze o nazwach i lokalizacji plików, ale informuje również, że funkcjonalność tę można wyłączyć: wystarczy odznaczyć opcję Ustawienia -> Lokalizacja i zabezpieczenie -> Użyj sieci bezprzewodowej [w wersji angielskiej: Settings -> Location & Security -> Use wireless networks]. W przypadku systemu w wersji 2.3 kluczowe pliki powinny zostać usunięte, natomiast w wersji 2.2 odznaczenie nie usuwa plików, ale system zaprzestaje ich aktualizacji.
Przypomnijmy, że urządzenia Apple zapisują dane nawet wtedy, gdy wyłączy się usługi lokalizacyjne.
Cztery państwa zdecydowały się na sformalizowanie dochodzeń dotyczących zbieranych przez Apple danych. Do rządów Francji, Niemiec i Włoch dołączyła komisja komunikacyjna Południowej Korei, natomiast zaniepokojenie okazali również przedstawiciele władz USA - senator Al Franken i Ed Markey - kierując do firmy listowne zapytania o szczegóły polityki zdobywania i składowania danych przez urządzenia Apple. Po szczegóły odsyłam do Ars Technica. Do sądu w Tampa na Florydzie wpłynęły dwa pozwy osób prywatnych związane ze sprawą. Zarówno Apple, jak i Google będą musiały również tłumaczyć się przed Lisą Medigan - prokuratorem generalnym stanu Ilinois.
Microsoftu nikt na razie nie wzywa na dywanik, choć Windows Phone 7 jak się okazuje nie jest wyjątkiem w dziedzinie szpiegowania użytkownika. Być może ma na to wpływ fakt, że polityka prywatności giganta z Redmond jest jasno wyłożona na stronach pomocy producenta. Microsoft lojalnie uprzedza, że gromadzi informacje o: BSSID (MAC-adres punktu dostępowego WiFi), sile sygnału, unikalnym identyfikatorze urządzenia, długości i szerokości geograficznej oraz prędkości i kierunku poruszania się. Pełne informacje, niestety w jęz. angielskim można znaleźć tutaj.
Nie wszystko jest jednak tak proste i jasne. Nie wiadomo ile czasu dane są przechowywane; ponadto - w odróżnieniu od przypadku Apple - dane nie są przechowywane na urządzeniu użytkownika - przynajmniej tak twierdzi Declan McCullagh z CNET-u.
Z zebranych informacji można wywnioskować, że najbezpieczniejsi są świadomi użytkownicy Androida. Przy czym nie mam tu na myśli tych, którzy beztrosko pozwalają wszystkim aplikacjom z Marketu na dowolne przesyłanie danych. Sądy niewiele mogą zrobić, bo producenci w tej czy innej formie wspominają o zbieraniu danych o użytkowniku i - uzyskują jego zgodę, bo nie lubimy czytać długich regulaminów. Być może cały ten szum wpłynie pozytywnie na politykę prywatności, szczególnie jeśli wieści zaczęły docierać do amerykańskich polityków, czy wojskowych, bo służby specjalne o tym wszystkim z pewnością wiedzą od dawna. I zbierają haki.
Na postawie informacji serwisów Github, Ars Technica, CNET
Logo: Mohylek
Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!