R E K L A M A

Samsung Galaxy S10+ Dual SIM
Testy

Jak co roku...

Samsung w tym roku zaszalał i zaprezentował nie dwa (jak zazwyczaj), ale aż trzy modele z flagowej rodziny Galaxy S. Moim zdaniem, największe zainteresowanie wzbudzą skrajności - czyli kompaktowy Galaxy S10e oraz topowy, największy, S10+. Z racji rozmiarów moich dłoni, postanowiłem przygarnąć drugi z wymienionych modeli. I nie żałuję - ale po kolei.

Samsung Galaxy S10+
Samsung Galaxy S10+
fot. Adam Łukowski/mGSM.pl

Samsung Galaxy S10+ trafił w moje ręce w chwilę po oficjalnej premierze. Dzięki temu, egzemplarz testowy mógł mi towarzyszyć przez dłuższy czas i zaliczyć porządny poligon testowy, czyli targi MWC, podczas których stał się moim głównym narzędziem pracy.

Powiecie, że ryzykowałem? Owszem, gdzieś z tyłu głowy mignęła mi myśl, że w przypadku nowego modelu, używanego raptem dwa dni, może być różnie - ale mając w kieszeni zapasowy smartfon, uznałem, że ryzyko jest marginalne. I tak też było, mój Galaxy S10+ dzielnie zniósł targową katorgę, a do tego, niemal całkowicie zdołał mnie do siebie przekonać. Dlaczego "niemal" - dowiecie się z poniższej recenzji.


Samsung Galaxy S10+ - wideorecenzja
wideo: mGSM.pl przez YouTube

Spis treści



Konstrukcja, zestaw, jakość wykonania

Nim zaczniemy, zwrócę waszą uwagę na to, że Samsung Galaxy S10+ występuje na świecie z dwoma różnymi procesorami i ma całkiem sporo wersji pamięciowych. Nam przypadł w udziale wariant z układem Exynos 9820, 8 GB pamięci operacyjnej i 128 GB pamięci wewnętrznej - wcale nie topowy. Występuje też wariant z pamięcią 512 GB, a nawet 1 TB, który do tego ma aż 12 GB RAM-u.

Cena tej odmiany jest już jednak nieco szalona, natomiast wybierając przystępniejszy model - mocno zastanawiałbym się nad 512 GB pamięci flash. W moim egzemplarzu, podczas targów, 128 GB skurczyło się błyskawicznie... Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o pozostałych odmianach S10, zapraszam do lektury relacji z premiery lub po prostu do obejrzenia filmu:

Samsung Galaxy S10 prosto z premiery
wideo: mGSM.pl przez YouTube

Skoro wiecie już coś-nie-coś o serii S10, zajmijmy się konkretnym egzemplarzem. Co kryje opakowanie? Poza telefonem, w pudełku znajdziemy 15-watowy zasilacz Adaptive Fast Charge (zgodny z QC2) i przewód USB o rozsądnej długości. Mamy ponadto (znane z poprzednich generacji) przejściówki z USB i microUSB na USB-C - pomogą choćby przy transferze danych z poprzedniego telefonu za pomocą aplikacji Smart Switch.

To świetnie działające rozwiązanie i polecam skorzystanie z niego, celem przyspieszenia konfiguracji telefonu. Ja - za pomocą tej aplikacji - uczyniłem z nowego S10+ klon mojego poprzedniego Samsunga, wraz ze wszystkim ustawieniami, układem ikon etc. Aplikacja działa poprawnie praktycznie z każdym telefonem na Androidzie czy iOS.

Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do pudełka, bowiem znajdziemy w nim jeszcze słuchawki podpisane przez AKG. Są naprawdę porządnie wykonane i grają nader przyzwoicie. Jak na słuchawki dodawane fabrycznie, określiłbym je wręcz mianem wybitnych, co oczywiście nie oznacza, że nie warto zastąpić ich jeszcze lepszymi.

Spójrzmy w końcu na sam telefon. Jeśli lubicie stylizację Samsunga - nie będziecie zawiedzeni. Galaxy S10+ jest podobny do modeli z poprzedniej generacji. Ma podobny kształt metalowej ramki nośnej i zaokrąglone krawędzie. Krągłości są już jednak mniej wyraźne, niż u poprzednika, krzywizny mają mniejszy promień, co wychodzi wyglądowi urządzenia raczej na dobre.

Kształty obudowy są raczej proste, pozbawione udziwnień, choć muszę przyznać, że kolorystyka tyłu jest dość efektowna i rzuca się w oczy. Mój egzemplarz był perłowo biały, ale wersja czarna jest równie ciekawa, wpadając w odcienie fioletu. Jeśli wybieracie czystą biel lub czerń, musicie niestety zapłacić więcej - kolory te zarezerwowano tym razem dla wersji z ceramicznym tyłem, z największą pamięcią - czyli również ceną.

Jak wspomniałem, linia S10 kontynuuje styl poprzednika - ale wnosi też wiele nowości. Jedną z nich jest oprawa tylnego aparatu, mieszcząca trzy obiektywy, diodę i czujniki. Bez względu na kolor obudowy, jest ciemna, rzuca się w oczy, a co najgorsze - wystaje. Odłożony na "plecy" telefon, opiera się na brzegu owej ramki, co budzi obawy o jej trwałość. W moim egzemplarzu, pomimo intensywnej eksploatacji, wygląda dobrze - niemniej proponuję rozważyć zakup pokrowca...

Kolejną nowość mamy na froncie, ale by lepiej ją dostrzec, musimy rozświetlić ekran. Samsung oparł się modzie na notch, ale pokonał go pęd ku bezramkowości. Efektem jest ekran z dziurką na przedni aparat. O ile w bazowych modelach, otwór jest okrągły i w sumie niewielki, o tylne w Galaxy S10+ mamy już pokaźne wycięcie, które z miejsca nazwałem "lornetką".

Nie potrafię tego ocenić jednoznacznie. Z jednej strony - nie jest to ładne. Z drugiej - o niebo lepsze od notcha... Zyskujemy bezramkowy ekran, mamy podwójny aparat, a jeśli "lornetka" naprawdę kłuje nas w oczy, warto poszukać odpowiedniej tapety. Samsung zadbał o takie, które skutecznie zamaskują ów detal.

Obudowa jest naprawdę solidna, a pokrywające ją szklane tafle - trwałe. Mój egzemplarz miał kilka przygód w ferworze pracy na targach, ale wciąż wygląda jak nowy, nie ma ani ryski, co - przyznam - nieco mnie zaskoczyło, bowiem moim zdaniem, powinien mieć ;) Muszę docenić wodoszczelność, ale jednocześnie zganię podatność na zabrudzenia. Jest naprawdę wysoka, ale doprowadzenie obudowy do porządku nie jest problemem. Jeśli będzie naprawdę źle, to przy próbie zrobienia zdjęcia telefon poinformuje nas o konieczności wyczyszczenia osłon obiektywów.

Sztywność korpusu jest przyzwoita, a jakość montażu i materiałów - perfekcyjna, jak przystało na smartfon z najwyższej półki. Ergonomia - bez zarzutu, choć dotarły do mnie opinie o niewłaściwym umiejscowieniu klawisza włącznika. Dla mnie - jest położony perfekcyjnie, ale na wszelki wypadek proponuję, abyście "przymierzyli" waszą dłoń do telefonu (lub chociaż jego atrapy) przed zakupem.

Szybki rzut oka na rozmieszczenie elementów. Wspomniany włącznik znajduje się na prawym boku, zaś na lewym mamy klawisze głośności i Bixby (któremu tym razem możemy przypisać różne działanie). Na dolnej ściance znajdziemy głośnik, port USB-C, minijacka i główny mikrofon, zaś na górnej - dodatkowy mikrofon oraz szufladę na karty. Możemy ją wypełnić dwoma kartami nanoSIM, lub jedną SIM i pamięcią microSD - niestety, hybryda... A gdzie czytnik palca? - zapytacie... Zaraz odpowiem.

Wyświetlacz

Samsunga Galaxy S10+ wyposażono w 6,4-calowy ekran QHD+, w którym współczynnik zagęszczenia przekracza 500 ppi. Ekran wykonano w nowej technologii Dynamic AMOLED, która łączy znane zalety SuperAMOLED-ów z obsługą HDR10+. To nie może wyglądać źle - i nie wygląda. Reprodukcja barw i detali jest znakomita, podobnie, jak poziomy jasności wyświetlacza. Minimalny oznacza niemal całkowite wygaszenie podświetlenia, zaś maksymalny daje dobrą czytelność nawet w słonecznej Barcelonie.

Co ciekawe, automatyczna regulacja podświetlenia, potrafi podbić jasność wyżej, niż manualny suwak... Oczywiście mamy tu ochronę wzroku przed światłem niebieskim, przewidziano również ciemny, nocny motyw ekranowy, a także możliwość automatycznego uruchamiania wspomnianych opcji. Co ciekawe, w porównaniu z poprzednikiem, okrojono tu ilość opcji balansu barw.

Mamy wybór pomiędzy "standardowym" i "żywym" - może to wystarczy...? Wszak pozostawiono możliwość ręcznej korekty RGB... Niestety, nie miałem możliwości wypróbowania kontentu dedykowanego technologii HDR10+, pozostaje zatem jedynie wierzyć w zapewnienia producenta - i czekać, aż rozwiązanie to w pełni zagości w polskich serwisach streamingowych.

Zabezpieczenia

Byłbym zapomniał! Miałem wspomnieć o czytniku. Zapewne domyśliliście się już, że jest ukryty pod ekranem... Wykorzystuje ultradźwięki, dzięki czemu jest mniej wrażliwy na zanieczyszczenie ekranu czy wilgoć, niż ekranowe czytniki wykorzystujące kamerę. Interfejs podpowiada, w którym miejscu przyłożyć palec, zaś konfiguracja czytnika przebiega właściwie identycznie, jak przy standardowym.

To niezwykle gadżeciarskie rozwiązanie, ale wciąż ustępujące pewnością działania tradycyjnym, płytkowym czytnikom. Jak na ekranowy czytnik - ten jest niezły, ale wydaje mi się, że prawdziwy boom na tego typu systemy dopiero nadejdzie. Na szczęście, w Galaxy S10+ mamy również układ rozpoznawania twarzy, działający dość sprawnie i szybko.

Niestety, oparto go o proste obrazowanie, zatem możliwe jest "oszukanie" układu zdjęciem czy odblokowanie "na śpiocha" - z zamkniętymi oczami. Jeśli zależy wam na poufności - pozostańcie przy odcisku palca. Chyba, że przekona was animacja towarzysząca rozpoznawaniu - ma ona postać rozbłysków, obiegających "lornetkę" przedniego aparatu. Jak zapewne zauważyliście, w S10 Samsung porzucił ochronę za pomocą skanu tęczówki oka. Zabrakło miejsca na sensor, a może też nabywcy nie polubili tego rozwiązania...

Interfejs, aplikacje

Samsung Galaxy S10+ pracuje pod kontrolą Androida Pie, z nową nakładką interfejsową One UI. Interfejs ten może być już znany użytkownikom Galaxy S9 czy Note9, ale warto poświęcić mu parę słów. Interfejs zaprojektowano tak, by maksymalnie ułatwić obsługę jedną dłonią - stąd opisy funkcji widzimy w górnej części ekranu, natomiast część "operacyjna" ląduje przeważnie w zasięgu naszego palca.

W "dziesiątce" zabrakło diody powiadomień, jesteśmy zatem zdani wyłącznie na Always-on-Display. Na szczęście OneUI umożliwia dość szeroką personalizację tego elementu. Reszta interfejsu również oferuje szerokie możliwości personalizacyjne - ale właściwie większość z nich doskonale znamy z poprzednich odsłon interfejsu Samsunga.

Przypomnę zatem jedynie, że mamy możliwość korzystania z interfejsu płaskiego, jak i zasobnikowego, możemy zmieniać siatkę i rozmiar ikon, ich kształty, jak również całe motywy ekranowe. Co ważne, pojawił się też motyw nocny, z przyciemnionymi elementami interfejsu. Warto używać go również w dzień, bowiem jest czytelny, a dzięki większej obecności czerni, jest bardziej energooszczędny.

Bardzo fajnie przemodelowano belkę powiadomień. W OneUI pojedynczym pociągnięciem palca rozwiniemy linię głównych skrótów oraz powiadomienia, zaś kolejne pociągnięcie wyświetli pełny panel skrótów - z zegarem u góry. Dzięki temu przełączanie funkcji jest wygodniejsze, skróty mamy "pod palcem". Podobnie, ułatwiono korzystanie z menu ostatnich aplikacji. Po wejściu do niego, wystarczy kliknąć ikonę apki w górnej części jej podglądu, by ujrzeć możliwe opcje - w tym przejście na widok dzielonego ekranu.

Mniej pociągnięć palca - większa wygoda. Oczywiście nie zapomniano o pasku nawigacji. Można edytować układ i wygląd przycisków, a do tego, przejść na gesty, które zdają się być jeszcze łatwiejsze, niż w iOS czy MIUI. Po prostu pociągamy palcem po ekranie, w miejscach, gdzie normalnie wyświetlane byłyby ikony przycisków. Trzeba się przyzwyczaić, ale w sumie - jest to dość wygodne.

Naturalnie, w OneUI nie zabrakło niczego, co znamy z wcześniejszych Samsungów - mamy bezpieczny folder, tryb gry, podtrzymywanie podświetlenia ekranu, gdy nań patrzymy, wyciszanie sygnałów poprzez obrócenie telefonu czy klonowanie wybranych aplikacji.

Samsung nie przesadza z ilością preinstalowanych aplikacji, dając w zasadzie to, co i tak okaże się potrzebne. Zyskujemy aplikację ułatwiającą współpracę z akcesoriami, pakiet Microsoftu i Google, Spotify, Health i Facebooka. Samsung dokłada też własną przeglądarkę (choć mamy też Chrome) i Galerię, nie potrafię natomiast zrozumieć, czemu nie preinstalowano aplikacji Samsung Music, dając w zamian surową "protezę" od Google... Na szczęście, mamy też dodatkowy sklep Galaxy Apps, skąd możemy pobrać firmową apkę, znacznie lepszą od "guglowej". Kolejnym niezbyt zrozumiałym niedociągnięciem jest brak radia FM... Dobrze, że zostawili jacka!

Nie sądziłem, że kiedykolwiek pochwalę Bixby. Bez obaw, nie przemówi po polsku - ale stara się być coraz przydatniejsza (a może przydatniejszy...?). Teraz dodatkowy klawisz na boku obudowy nie ma funkcji przypisanej na sztywno - możemy zmienić jego działanie. A do tego Bixby pozwala tworzyć procedury, umożliwiające "zautomatyzowanie" wielu działań telefonu.

Dzięki "Bixby Routines" możemy np. sprawić, że telefon "zaśnie" wraz z nami i będzie oszczędzać energię, nie atakując jednocześnie powiadomieniami, względnie zmieni sygnały, gdy znajdziemy się w pracy, albo włączy muzykę, gdy wsiądziemy do samochodu i połączymy się z radiem.

Wierzcie mi - to się przydaje i za to zaczynam lubić Bixby. Konfiguracja jest banalnie prostsza - a ilość możliwości naprawdę obszerna. Byłbym zapomniał - w interfejsie pozostawiono też panele boczne, wykorzystujące zagięcie ekranu i znane z poprzednich generacji Samsungów z giętymi wyświetlaczami. Czy ktokolwiek korzysta z tego rozwiązania...?

Wydajność

Czy w przypadku serii Galaxy S warto rozwodzić się na temat wydajności? Nie może być inaczej - jest topowa. Samsung Galaxy S10+ gromi większość konkurentów w benchmarkach, przy czym nie ma znaczenia, o której wersji mówimy. Przypomnę - ja używałem modelu z Exynosem, a jego wyniki możecie obejrzeć poniżej.

A bardziej subiektywnie? Wszystko działa błyskawicznie, ale nie widzę dramatycznego skoku jakościowego po "przesiadce" z Galaxy S9+ czy Mi 8 Pro. Powiedzmy, że poruszamy się w górnej strefie i główne różnice zobaczymy w benchmarkowych liczbach, a nie w codziennym życiu.

W moim wypadku - najważniejsze było to, że Galaxy S10+ sprawdził się jako narzędzie pracy podczas MWC. Nie sprawiał problemów, nie miał przycinek, nie parzył w dłonie po dłuższym zapisie wideo, bez problemu "ciągnął" zapis pliku, wysyłanie innego i edycję kolejnego nad tym wszystkim - i ani razu nie wymagał restartu.

Czasem telefon zrobi się ciepły, a kilka benchmarkowych rundek spowoduje lekkie spowolnienie - ale w codziennym użytkowaniu - jak dobitnie się przekonałem - raczej tego nie uświadczycie.

Akumulator

Podczas 12-godzinnej "dniówki" na MWC musiałem doładowywać Galaxy S10+ mniej więcej w połowie dnia. Czy powinienem krytykować osiągi akumulatora? Nie! przyznam, że smartfon trochę mnie zaskoczył, spodziewałem się, że energii będzie ubywać szybciej.

A tu niespodzianka, było całkiem przyzwoicie, a gdy wróciłem do kraju i oddałem się (niemal) błogiemu lenistwu, okazało się, że rzadziej wykorzystywany Galaxy S10+ przetrwa niemal 2,5 dnia. Oczywiście końcówka - może być już nerwowa, ale wytrzyma. Możecie zatem śmiało przyjąć, że "zwyczajną" dniówkę S10+ wytrzyma bez problemu, a prądu starczy jeszcze na wieczorną imprezę.

Do pełni szczęścia brakuje mi jeszcze szybszego ładowania, niż oferuje "dziesiątka". Napełnienie pustego akumulatora zajmie niecałe 100 minut, a pół godziny ładowania doda raptem 40%. Nie jest to zły wynik, ale chciałbym więcej, nie widzę dużego postępu względem poprzednika. Na pocieszenie - pozostaje ładowanie bezprzewodowe - i nowość: możliwość bezprzewodowego doładowywania innych urządzeń!

Innymi słowy - nasz Galaxy może stać się ładowarką Qi. Wystarczy zetknąć telefony tyłami - i mieć ponad 30% zapasu energii. Co więcej, S10 może użyczać energii również podczas ładowania własnego akumulatora - czyli pozwala ładować dwa telefony jednym zasilaczem. Docenimy to w podróży, gdy staniemy przed koniecznością doładowania kilku urządzeń jedynym posiadanym przez nas adapterem ;)

Komunikacja, dźwięk

Samsung Galaxy S10+ jest kompletnie wyposażony w interfejsy komunikacyjne. Wszystkie moduły łączności sprawują się prawidłowo, nie odnotowałem kłopotów z którymkolwiek z nich.

GPS ustala pozycję błyskawicznie, a jego precyzja jest naprawdę świetna, nawet w gęstej zabudowie miejskiej. Jakość dźwięku - podobnie, jak w poprzednich generacjach - jest znakomita, nie zauważyłem problemów z wyszukiwaniem sieci czy przechwytywaniem jej konfiguracji.

Jak już wspomniałem, w zestawie otrzymujemy całkiem przyzwoite słuchawki, ale jeśli zastąpimy je lepszymi - nie pożałujemy. Samsung Galaxy S10+ znakomicie sprawdzi się w roli odtwarzacza muzycznego, a do tego oferuje dość rozbudowane opcje korekcji dźwięku. Wzmocniono głośnik zewnętrzny (a raczej głośniki...).

Dźwięk płynie z obu przetworników - słuchawkowego i dolnego. Stereo raczej bym tego nie nazwał, ale oba głośniki grają naprawdę donośnie i zadowalająco czysto. "Zadowalająco" - bowiem moim zdaniem poprzedni model gra czyściej, przyjemniej dla ucha, choć zdecydowanie ciszej. Wyższą moc głośnika docenimy za to podczas rozmów w trybie głośnomówiącym.

Fotografia i wideo

Topowe modele Samsunga od lat słyną z dobrej jakości zdjęć. W Galaxy S10 i S10+ koreański koncern wprowadził bardzo pożądaną modyfikację. Do podstawowego obiektywu dodano nie tylko teleobiektyw (co znamy już z Note9 czy S9+), ale i "rybie oko" - i to o naprawdę porządnym polu widzenia, 123 stopni.

Zmieniono też nieco oprogramowanie. Znajomy, dość prosty i wygodny interfejs, wzbogacono o "Optymalizator Scenerii". Co prawda, mieliśmy go już we wcześniejszych modelach, ale w serii S10 rozpoznaje on więcej scen. Oprogramowanie aparatu zawiera również "asystenta" podsuwającego porady, jak ująć lepszy kadr, smartfon potrafi również zasygnalizować ewentualność nieudanego zdjęcia - gdy np. ujęcie jest poruszone lub portretowana osoba przymknęła oczy...

Główny pulpit aplikacji jest minimalistycznie prosty, ale najbardziej należy pochwalić łatwy interfejs do przełączania się pomiędzy poszczególnymi obiektywami. Zganiłbym natomiast ukrycie niektórych, dość istotnych opcji, w menu ustawień, pod hasłem "Opcje zapisywania".

Czy to właśnie tam szukalibyście choćby lustrzanego odbicia selfie czy korekty geometrii zdjęć szerokokątnych...? Na pocieszenie dodam, że w interfejsie nie zabrakło trybu manualnego, a aparat do selfie w Galaxy S10+ oferuje nie tylko rozmywanie tła, ale i tryb szerokokątny, choć trochę "oszukany". Nie ma tu "rybiego oka", natomiast ciaśniejszy kadr to po prostu wycinek szerszego ujęcia - mający 6,5 zamiast 10 megapikseli.

Chyba w końcu muszę opowiedzieć o jakości zdjęć. Nie warto pisać zbyt wiele - jest znakomita. Zacznijmy może od nowości, czyli obiektywu szerokokątnego. Typową bolączką "rybiego oka" są zniekształcenia obrazu. Galaxy S10+ nie jest od nich wolny - ale prawdę mówiąc, deformacje są wyraźnie mniejsze niż w tańszym Galaxy A7, a zaznaczenie skrzętnie ukrytej w oprogramowaniu korekty kształtu dodatkowo jeszcze je niweluje.

Z drugiej strony, charakterystyczne zniekształcenie obrazu może dać w niektórych przypadkach naprawdę ciekawe efekty... Jakość szerokokątnych ujęć jest naprawdę dobra - zarówno pod kątem reprodukcji barw, jak i detali. Warto jednak pamiętać, że w tym wypadku ostrość ustawiona jest na stałe, zatem trzeba zachować większy dystans od fotografowanego obiektu.

Pozostałe dwa aparaty - podstawowy i tele - są praktycznie takie same, jak w Note9 czy Galaxy S9+. I niezmiennie, robią świetne fotki. Czy to w nocy, czy to w dzień, możemy liczyć na miłe dla oka efekty, warto jednak pamiętać, że teleobiektyw ma mniejszą jasność niż obiektyw główny - i nocą warto korzystać raczej z tego drugiego.

Nie obyło się jednak bez nowości. Jest nią dodatkowy tryb nocny, załączający się automatycznie w odpowiednich warunkach, gdy mamy aktywny "Optymalizator scenerii". Podbija on nieco czułość, daje trochę widoczniejszy szum, ale też dorzuca bonus - efekt "gwiazdki" wokół jasnych elementów, np. latarni. Aparaty S10+ oferują też oczywiście rozmywanie tła. Działa całkiem nieźle, a do tego - daje wybór spośród kilku efektów rozmycia.

Rozmywanie tła znajdziemy także w przednim aparacie. Działa ono na tyle dobrze, że czyni obecność "lornetki" na wyświetlaczu znośniejszą. Standardowe selfiki powinny zadowolić najbardziej wymagających miłośników tego rodzaju ujęć, choć prawdę mówiąc, przy słabszym oświetleniu spodziewałem się nieco lepszych efektów.

Powiedzmy jednak - jest dobrze. Równie dobrze jest w przypadku zapisu wideo. Możemy nagrywać maksymalnie w UHD+ z prędkością 60 kl/s, ale wówczas nie mamy stabilizacji. Lepiej zatem zejść niżej - a tam możemy cieszyć się dodatkową stabilizacją, wykorzystującą szerokokątny obiektyw. Tracimy co prawda autofokus, ale z drugiej strony, zyskujemy nieporuszony obraz, wycięty z większej ramki. Równie przydatna może okazać się możliwość przełączania się pomiędzy trzema matrycami bez przerywania zapisu - ale pod warunkiem, że nagrywamy w tempie 30 kl/s. Wisienkę na torcie stanowi ulepszony tryb zapisu w zwolnionym tempie. Można nagrać dłuższy fragment, a zapis może ruszyć automatycznie, po wykryciu "akcji" w kadrze. Jakość slow-motion odbiega jednak od jakości filmów w pozostałych trybach. Poniżej możecie obejrzeć kompilację testowych filmików:


Samsung Galaxy S10+ - przykładowe filmy
wideo: mGSM.pl przez YouTube

Podsumowanie

Samsung Galaxy S10+ nie należy do najtańszych smartfonów. Właściwie - można mówić o jednym z droższych modeli na rynku. Czy warto silić się na taki wydatek? Jeśli szukacie świetnego telefonu o dobrym wyglądzie, oferującego wysoką wydajność, dobre zdjęcia i rewelacyjny wyświetlacz, a cierpicie na nadmiar gotówki - warto.

Jeśli jednak szukacie czegoś tańszego, ale nie chcecie rezygnować z flagowych komponentów - pomyślcie o Galaxy S10e. Jeśli używacie Galaxy S8 - chyba już czas na "przesiadkę", ale posiadaczom Galaxy S9+ proponuję poczekać na kolejną generację - lub na wariant 5G. Osobiście - wybierałbym między najtańszym Galaxy S10e 6+128 GB, a "środkowym" wariantem Galaxy S10+ 8+512 GB - zależnie od potrzeb.

To rady dla zdecydowanych na Samsunga. A co mają zrobić niezdecydowani? Proponuję poczekać, aż do sprzedaży wejdą pozostałe z tegorocznych flagowców i porównać "dziesiątkę" z nimi. Spróbuję dopomóc wam w wyborze, podpowiadając, co polubiłem w Galaxy S10+, a co... polubiłem nieco mniej.

Za najmocniejsze strony Galaxy S10+ uznaję wyświetlacz, stylizację, możliwość ładowania innych urządzeń oraz jakość zdjęć z głównego aparatu oraz niebanalne efekty, jakie daje aparat szerokokątny. Podoba mi się również nowy interfejs One UI - ale można go mieć również w Galaxy S9, zatem...

Lećmy dalej. Doceniam obecność minijacka, możliwość skorzystania z dualSIM i microSD (choć niestety na zmianę), spore znaczenie ma też wodoszczelność obudowy. Smartfon nie zawodzi pod względem wydajności, a i akumulator sprawdza się dość przyzwoicie. Filmowo i dźwiękowo - mamy niezmienny, wysoki poziom.

Trochę mniej polubiłem jakość selfie po zmroku, liczyłem również na poprawę jakości nocnych zdjęć z teleobiektywu. Szkoda, że aparat szerokokątny nie ma AF... Dodatkowe efekty rozmywania tła w trybie portretowym nie zawsze wychodzą idealnie, ale zdecydowanie bardziej rozczarował mnie tryb nocny.

Poprawiłbym jeszcze interfejs aparatu, a miłośnikom radia zwracam uwagę na brak odbiornika w S10... Nie satysfakcjonują mnie też zabezpieczenia. Czytnik papilarny (mimo aktualizacji oprogramowania) nadal nie dorównuje klasycznej "płytce", a rozpoznawanie twarzy zbyt łatwo "oszukać". Niektórym może również przeszkadzać brak diody powiadomień - ale ja jakoś nie odczułem jej braku. Za to "lornetka" w rogu ekranu niezmiennie przykuwa mą uwagę i skłania do refleksji nad wyższością otworków ponad prostą ramką...

Plusy i minusy

PLUSY:

  • świetny wyświetlacz
  • mocne głośniki
  • wygodny interfejs
  • niezłe (jak na fabryczne) słuchawki
  • Dual SIM
  • bogate wyposażenie w interfejsy łączności
  • wodoszczelność
  • płynna praca
  • minijack
  • doskonałe możliwości fotograficzne i filmowe
  • bezstratny zoom i szeroki kąt
  • ładowanie zwrotne
  • ulepszone animotki
  • możliwość mapowania klawisza Bixby
  • procedury Bixby - czyli "makra"

MINUSY:

  • hybrydowe gniazdo kart
  • wysoka cena
  • Bixby wciąż nie rozumie polskiego
  • brak radia FM
  • zbyt uproszczone rozpoznawanie twarzy
  • zawodny czytnik papilarny
  • teleobiektyw bez autofokusa
  • rozczarowujący tryb nocny

materiał własny

Opublikowane:
Autor: Adam Łukowski

Ten artykuł skomentowano już 2 razy.
Zobacz najnowsze opinie lub dołącz do dyskusji i dodaj opinię!
Dodaj swoją opinię!
R E K L A M A
Wszystkich opinii: 2.
50,0% 
 0,0% 
 50,0% 
Robertus
Recenzja super, bardzo dziękuje. A co do modeli s10 to rzeczywiście Samsung "pozamiatał".
Szczególnie cieszy wersja "compact" czyli s10e. Miałem okazję przetestować, świetnie leży w dłoni.
Sony który był liderem "compactów" ma teraz sporą konkurencję gdyż Samsung ma przewagę: lepszy aparat, wyświetlacz i mimi jack czego Sony nie ma. Poza tym proporcje ekranu w Samsungu są dla mnie lepsze.
Natomiast co do braku radia FM to warto wspomnieć że "eSki" już dawno go nie mają. Miłosnikom radia polecam znakomitą polską aplikację REPLAIO Radio pozwalajacą słuchać niemal wszystkich stacji radiowych z całego świata. Sam z niej korzystam i nie muszę korzystać z aplikacji dedykowanych stacji radiowych. Pozwala ona ułożyć stacje według własnych potrzeb i wybrać jakość dźwieku. Co prawda musimy korzystać z internetu ale przy dzisiejszych cenach pakietów to żaden problem. Polecam tą aplikacje wszystkim miłosnikom radia.
.29.175.185 | 30 Mar 2019, 09:03
Jan
Super recenzja. ;)
.175.134.37 | 15 Mar 2019, 13:03