R E K L A M A

Huawei Mate 20 Pro
Testy

Opublikowane:
Autor: Jacek Filipowicz

Smartfon jak gwiazdka z nieba

Huawei Mate 20 Pro to smartfon napakowany nowymi technologiami: ładuje bezprzewodowo inne urządzenia, oferuje nowe szybsze karty pamięci, czytnik linii papilarnych w ekranie i przebojowy zestaw aparatów z szerokim kątem i bezstratnym zoomem.

Huawei Mate 20 Pro
Huawei Mate 20 Pro
fot. J.Filipowicz/mGSM.pl

Huawei Mate 20 Pro nie ma łatwego zadania. Zagięte na brzegach ekrany wbrew pozorom nie stały się standardem. Spopularyzowane jedynie przez Samsunga we flagowej serii Galaxy S są znakiem rozpoznawczym przede wszystkim koreańskiego producenta. Dosyć ryzykownym albo odważnym - w zależności od punktu widzenia - posunięciem Huawei było zaprojektowanie i wypuszczenie na rynek flagowego smartfona, który korzystając z wyświetlacza z podwiniętymi brzegami musi nieodmiennie kojarzyć się z samsungami i prowokować porównania. Wolałbym zrezygnować jednak z takich zestawień konstatując jedynie, że pojawienie się równolegle Huawei Mate X, który ma wielki ekran, umożliwia korzystanie z rysika i przywodzi na myśl serię Galaxy Note sugeruje, że Huawei bardzo ale to bardzo serio zaczął traktować rynkowe współzawodnictwo z Samsungiem w dziedzinie smartfonów. - Na Gwiazdkę zapraszam do lektury relacji z użytkowania ostatniej wielkiej gwiazdy chińskiego producenta. Nie będę ukrywał, że błyszczy.


Spis treści


Symetria i szybka pamięć - budowa

Zaokrąglony wyświetlacz może nie, ale standardem stał się - ku utrapieniu sporej rzeczy użytkowników smartfonów - niesławny notch. Huawei Mate 20 Pro poza dużym wyświetlaczem o przekątnej 6,4 cala i imponującej rozdzielczości 1440x3120 px również go ma. Trzeba było z sensem pomieścić zestawy czujników do rozpoznawanie twarzy, przedni aparat, słuchawkę. Można schować notcha za pomocą jednego ruchu w opcjach, ale ci którzy go nie lubią i tak będą wiedzieli, że on tam jest wpływając chociażby na ilość informacji, które mogą pojawić się po obu jego stronach. Nie zrozumcie mnie źle, notch mi nie przeszkadza. A jednak jego usunięcie zdaje mi się znacznie istotniejszą sprawą, niż doprowadzenie do tego, by smartfon zarówno z tyłu, jak i z przodu stał się elegancko symetryczny. - Bo to symetria jest moim zdaniem głównym wyznacznikiem dizajnu nowego flagowca Huawei.

- Symetria i śliskość, bo smartfon, jakby uwięziony przez użytkownika, cały czas usiłuje wyślizgnąć się na wolność. Sprzyja temu nie tylko zawinięty wyświetlacz zmniejszający tym samym powierzchnię styku obudowy z dłonią, ale także specyficzny materiał z którego wykonano obudowę. Zagadkowa faktura podobna pod paznokciem do faktury płyty winylowej (nie rysuję paznokciami płyt, obiecuję) ma zapobiegać pozostawaniu widocznych odcisków palców. - Być może to autosugestia, ale wydaje mi się, że odcisków palców pozostawiam na obudowie mniej, ale smartfon wiecznie chce mi uciec.

- Nie tylko z ręki. Przesuwa się również samoistnie po bardzo płaskich i mniej płaskich powierzchniach sprawiając wrażenie, że żyje własnym tajemnym życiem. - I nie pomaga nawet wystający moduł z aparatami, gdy smartfon "płynie". Bo wiecie już zapewne, że aparaty są trzy plus dwukolorowy LED i że razem tworzą - jak niektórzy z moich kolegów i koleżanek żartują - płytę kuchenki gazowej. Mnie wygląda to raczej na nowoczesną indukcyjną płytę grzewczą, ale tak, coś w tym jest. Pomimo żywej natury smartfona tył do tej pory jest nieskazitelnie gładki, brak nawet mikrorys.

Na prawej krawędzi świeci niemal bardzo czerwony przycisk power, a nad nim widnieje dwupozycyjny przycisk głośności, który można sobie skonfigurować choćby do robienia zdjęć. Domyślnie szybkie podwójne klikniecie zmniejszenia głośności pozwoli na zrobienie szybkiej fotki bez odblokowania smartfona. Po lewej od wyświetlacza jest pusto. Górna krawędź mieści stosunkowo duże oczko diody podczerwieni, do sterowania sprzętami, które podczerwień obsługują, a także jeden z mikrofonów. Na dolnej krawędzi... Cóż, z przykrością informuję, że na dolnej krawędzi nadal nie ma gniazda jack 3,5 mm, jakby producent złośliwie pozbawiał swoje flagowe modele możliwości korzystania z lubianego i oczekiwanego standardu. Niezbędna będzie przejściówka, słuchawki na USB-c - bo takie gniazdo uniwersalne tam znajdziemy - albo słuchawki bezprzewodowe. Dodatkową niedogodnością jest fakt, że gniazdo USB jest jednocześnie ujściem dźwięku z dolnego głośnika. Stereo nadal słychać na głośnikach zewnętrznych po podłączeniu kabla, ale różnica jakościowa jest doskonale słyszalna.

Po prawej od gniazda jest mikrofon do rozmów, a po lewej szufladka na karty i chyba jeszcze jeden mikrofon. Gniazdo na karty to złożona sprawa. Zmieścimy tam 2 karty nanoSIM albo kartę SIM i kartę pamięci należącą do proponowanego przez Huawei nowego standardu Nano Memory (nazywanego również krócej NM card albo nanoSD). Szkoda że hybryda, prawda?

Wybaczcie, ale nie mogę nie skomentować: producenci smartfonów odebrali nam gniazda jack w imię muzyki o lepszej jakości i szybszej wymiany danych. Smartfony oferujące lepszą jakość muzyki i rzeczywiście szybkie USB można policzyć (jeśli się mylę, to mnie poprawcie) na palcach najwyżej dwóch rąk. Nowy standard kart pamięci ma oferować również szybką wymianę danych. To miłe. Mniej miłe jest, że karty Nano Memory są droższe. Mam nadzieję, że przynajmniej będą szeroko dostępne. Nie marudzę. Na początek mam 128 GB pamięci wewnętrznej (tak naprawdę dla użytkownika pozostaje ok. 110 GB), ale jestem w stanie dosyć szybko ją wykorzystać i w końcu będę potrzebował karty. Szybkie karty microSD mam. NM card będę musiał kupić. Na plus producentowi należy policzyć, że slot na kartę pamięci w ogóle jest. Przypomnę że w P20 Pro go nie ma, podobnie jak nie było go w Mate 10 Pro.

Szeroko, z bliska i po ciemku - zdjęcia

Huawei Mate 10 Pro miał tylko 2 aparaty i zdawało mi się, że to w zupełności wystarczy. W P20 Pro dostałem dodatkowo osobną matrycę do zdjęć czarno-białych i wspomagania ostrości, co okazało się mieć znaczenie zarówno w zdjęciach nocnych, jak i dziennych. Do tego wszystkie aparaty (wbrew minimalistycznym danym producenta) miały optyczną stabilizację obrazu. Zdjęcia nocne z P20 Pro były bezkonkurencyjne. Huawei Mate 20 Pro ma również 3 aparaty, które tym razem zajmują centralną część obudowy i są rozplanowane wraz z modułem LED tak, żeby tył smartfona był doskonale symetryczny. Chińczycy lubią symetrię, która ponoć zbliża do doskonałości. Aparaty wystają ponad obudowę, ale - choć producent nie wymienia z nazwy żadnej konkretnej ochrony obiektywów - nie zdołały mi się porysować podczas codziennego użytkowania ani w kieszeniach, ani na wszelakich płaskich powierzchniach, po których smartfon jeździ ze względu na nieopanowaną śliskość obudowy. Innymi słowy: nie jest źle, ale to kolejny argument, by nabyć jakiś pokrowiec.

Optykę nadal firmuje Leica. Główny aparat wyposażono w matrycę 40 Mpx o rekordowej wielkości 1/1,17" i szerokokątny obiektyw ze światłem f/1.8 - to z dużym prawdopodobieństwem ten sam podzespół, co w P20 Pro, a w jego skład wchodzi również 8-megapikselowa matryca z obiektywem 80 mm f/2.4 i optyczną stabilizacją obrazu. Znaną z P20 Pro matrycę przeznaczoną do rejestracji zdjęć monochromatycznych zastąpiono bardzo sensownie aparatem z matrycą 20 Mpx i ultra szerokokątnym pełnoklatkowym obiektywem 16 mm, f/2.2. Jak na smartfona to zestaw fotograficzny o piorunujących właściwościach.

Zdjęcia nocne robią podobnie pozytywne wrażenie, jak w P20 Pro. To co zmienione łączy się raczej z działaniem AI i pozostałego oprogramowania odpowiedzialnego za obróbkę fotek. Porównując, daje się zaobserwować niewielkie różnice w nasyceniu kolorów, ale nie wydają się one istotnie wpływać na techniczną jakość nocnych zdjęć.

Kliknij tu - a znajdziesz wszystkie zdjęcia w pełnym rozmiarze i bez jakiejkolwiek edycji

Bardzo dobre zdjęcia dzienne zostały wzbogacone o możliwość użycia szerokiego kąta, który pozwala na pstrykniecie fotek do tej pory niemożliwych. Ile razy starałem się zrobić zdjęcie budynku z bliska i irytowało mnie, że nie jestem w stanie objąć całości! Teraz już mogę. Z kolei żeby zrobić fajną panoramę nie muszę już korzystać koniecznie ze zdjęć panoramicznych, które są pracowicie składane przez oprogramowanie z pojedynczych fotek - wystarczy pstryknąć raz. Jeśli komuś podobały się robiące swego czasu furorę w internecie śmieszne fotki zwierzaków z wielkimi nosami i oczami - będzie mógł zrobić podobne samodzielnie. W tym również pomoże ultra szerokokątny obiektyw i zdjęcie zrobione z bardzo bliska.

Dzięki teleobiektywowi mamy oczywiście 3-krotny bezstratny zoom i 5-krotny hybrydowy. Pierwszy jest chyba moją ulubioną cechą zarówno P20 Pro, jak i Huawei Mate 20 Pro, natomiast drugi produkuje fotki, których jakość jest nadal godna uwagi. Huawei Mate 20 Pro pozwala dodatkowo na zrobienie zdjęcia obiektu z odległości 2,5 cm. Potrzeba tylko światła do złapania ostrości. Rezultaty potrafią być bardzo dobre, a są na pewno lepsze niż przy zastosowaniu wyłącznie 3-krotnego powiększenia przy zdjęciach robionych bez statywu.

Kliknij tu - a znajdziesz wszystkie zdjęcia w pełnym rozmiarze i bez jakiejkolwiek edycji

Domyślnie zdjęcia robione są w aspekcie 4:3 i rozdzielczości 10 Mpx. - To właśnie od tego rozmiaru liczone są wszystkie powiększenia. Można oczywiście ręcznie przełączyć aparat w tryb 40 Mpx, tylko nie do końca moim zdaniem jest po co. Nie uzyskacie lepszej jakości, natomiast stracicie sporo opcji podczas robienia zdjęcia. Być może warto poeksperymentować samodzielnie? Format RAW można zastosować wyłącznie w trybie profesjonalnym. Tryb obiektywu AR, który spostrzegawczy zauważą na zrzutach ekranu to 3D Qmoji wykorzystujące mapowanie twarzy do animowania pociesznych zwierzaków (dzieciakom się powinno spodobać), a zdjęcia podwodne, pomimo deklarowanego IP68, dotyczą wyłącznie zestawu smartfon + firmowe etui Huawei do zdjęć podwodnych. Jest oczywiście malowanie światłem, panorama, panorama 3D, tryb poklatkowy, czy zestaw barwnych filtrów.

W zależności od gustu włączycie albo wyłączycie AI rozpoznające ponad 20 różnych obiektów i scen i starające się właściwie dobrać odpowiednie parametry. Trzeba to zrobić z menu ustawień aparatów, bo przełącznika nie ma w głównym interfejsie. Przy czym wyłączenie AI nie powoduje wyłączenia całej automatyki. Przekonałem się o tym boleśnie, gdy w kiepskich warunkach oświetleniowych próbowałem zrobić bardzo bliskie ujęcie. Oprogramowanie rozpaczliwie przełączało obraz pomiędzy obiektywami starając się być bardziej inteligentne od fotografa. Jemu się nie udało, a ja żeby zrobić zdjęcie musiałem się przełączyć na pełny tryb manualny.

Proszę, żebyście zdjęcia ocenili sami pamiętając, że zawsze robię 2-4 fotki żeby wybrać spośród nich najlepszą. Ja mogę napisać krótko: jeszcze nigdy robienie wysokiej jakości zdjęć na smartfonie nie było tak łatwe. No, może w przypadku P20 Pro :) - ale tam nie było szerokiego kąta.

Nie jestem najlepszą osobą do oceniania selfie, ale na oko przedni aparat sprawuje się poprawnie. Ustawienia pozwalają na:

  • zniwelowanie lustrzanego odbicia
  • włączenia opcji makijażu z płynnym ustawieniem jego intensywności
  • wygładzenie skóry i zmianę jej odcienia
  • wyszczuplenie twarzy
  • ustawienie oświetlenia: z wycięciem tła, światłem przez żaluzje, czy witrażem w tle
  • włączenie bokeh, dodatkowo z wzorkami

A jak jest z filmami? Jest o niebo lepiej niż było, szczególnie jeśli chodzi o stabilizację. Oprogramowanie za wszelką cenę stara się zniwelować wszelkie drgania i przy niewielkiej amplitudzie wychodzi to rewelacyjnie. Przy nieco większej zniekształcenia stają się widoczne tylko wtedy, gdy nie mamy zbyt dużo światła. Znacznie lepiej niż w poprzednich modelach jest również ze stabilnym trzymaniem parametrów automatycznej ostrości.

Wideo nagramy w 4K przy 30 klatkach na sekundę, ale przy 1080p daje się nagrywać już w 60 kl/s. Do nagrywania możemy zastosować wydajny kodek H.265 o naprawdę niezłej kompresji (choć mogą pojawić się wtedy problemy z odtwarzaniem na urządzeniach zewnętrznych - przy czym to wina tychże urządzeń, a nie kodeka czy smartfona). Być może rozdzielczość 720p polubią pięknisie, bo umożliwia włączenie filtrów nieupiększających działających w czasie rzeczywistym. Jest także śledzenie obiektów z automatycznym dopasowaniem ostrości, które funkcjonuje zarówno podczas robienia zdjęć, jak i nagrywania wideo. Podczas rejestrowania filmu dostępny jest przycisk skokowego powiększenia, podobnie jak przy robieniu zdjęć.

Przykładowe wideo w różnych rozdzielczościach przy 30 i 60 kl/s

  • Ultra HD 3840x2160 px, @30 fps, kodek H.264, czas ok. 1 min, plik ok. 211 MB

  • FHD+ 2160x1080, @30 fps, kodek H.264, czas ok. 1 min, plik ok. 103 MB

  • HDTV 1080p (FHD) 1920x1080 px, @60fps, kodek H.264, czas ok. 1,5 min, plik ok. 218 MB

  • HDTV 1080p (FHD) 1920x1080 px, @30 fps, kodek H.264, czas ok. 1 min, plik ok. 46 MB

  • Cinema TV 16:9 2560x1080 px, @30 fps, kodek H.264, czas ok. 1 min, plik ok. 100 MB

Jeśli mówimy o flagowych modelach producenta, skok jakości wideo jest znacznie bardziej widoczny w przypadku Huawei Mate 20 Pro, niż zmiana jakości zdjęć. Jeśli ktoś ma P20 Pro, zauważy z pewnością szeroki kąt, lepsze makro, ale zdaje mi się, że znacznie bardziej programiści napracowali się przy ulepszeniu rejestrowania i obróbki filmów. I dobrze, bo było to bardzo potrzebne.

Wyświetlacz

Wyświetlacz OLED to zawsze dobry wybór jeśli chodzi o kolory i czerń. Malkontenci mogą cmokać z powątpiewaniem, a jednak to OLED-y wspierane sensownym oprogramowaniem dają największe możliwości regulacji widzianego obrazu, najlepszy kontrast, regulowany poziom nasycenia kolorów, który można dostosować do własnych upodobań. Huawei Mate 20 Pro, podobnie jak inne smartfony producenta pozwala na ustawienie trybu kolorów i ich temperatury. Nasycenie wyraża się dwoma ustawieniami: normalnym i wyrazistym, przy czym przy normalnym biel zaczyna być żółta. Wyraziste zdaje się jedynym słusznym ustawieniem. Temperaturę barw można ustawić właściwie dowolnie, przy czym daje się także skorzystać z predefiniowanych ustawień: ciepła, normalna, zimna. Skorzystanie z opcji "Naturalne tony" oddaje kwestie ustawień ciepłoty kolorów w ręce oprogramowania, które będzie się starało dostosować je automatycznie do warunków zewnętrznych. Smartfon dysponuje oczywiście filtrem światła niebieskiego.

Wyświetlacz może cały czas pracować w najwyższej rozdzielczości 1440x3120 pikseli, ale mocno wpływa to na zużycie baterii. Na co dzień wystarczy zastosować opcję "Inteligentna rozdzielczość" i uwierzyć, że oprogramowanie dostosuje ją odpowiednio do wyświetlanych treści. Przez tydzień korzystałem z najwyższej rozdzielczości. Przez 3 kolejne z ustawień automatycznych. Nie zauważyłem żadnej innej różnicy poza tym, że smartfon wytrzymywał mi niemal pół dnia dłużej na jednym naładowaniu baterii. - Te oszczędności nie są jednak miarodajne, bo zależą od tego jak wykorzystuje się w tym czasie smartfona. Warto jednak wiedzieć, że są. Dla porządku może wspomnę, że na sztywno można ustawić poza najwyższą jeszcze dwie rozdzielczości: 1080x2340 i 720x1560 pikseli.

Zanim ktokolwiek zacznie narzekać na notcha niechże się zastanowi czy obecność albo brak notcha jest podstawowym kryterium przy wyborze smartfona. Jeśli tak, może warto zastanowić się nad innym urządzeniem albo skorzystać z opcji ukrywania? Jeśli nie - nie ma tematu notcha, który jest tu jednym z większych w dostępnych na rynku smartfonach. - Musi po prostu pomieścić naprawdę dużo czujników.

Gdyby ktoś zupełnie serio zapytał mnie czemu wyświetlacz ma zaokrąglone brzegi, miałbym spore problemy z uzasadnieniem. Bo może? Funkcjonalność rozwiązania już w przypadku smartfonów Samsunga zdawała mi się dyskusyjna - i podobnie jest tutaj. Zaokrąglony wyświetlacz wymusza konkretny projekt obudowy; smartfon zdaje się zyskiwać dodatkową smukłość, być może wygląda bardziej nowocześnie, wizualnie sprawia wrażenie cieńszego? Problemem może być niestety jego czułość, która w każdym punkcie ekranu jest podobna. Łatwo bezwiednie dotknąć brzegu i wywołać opcje albo uruchomić jakiś program zupełnie przypadkowo.

W internecie pojawiły się doniesienia o zielonej poświacie na wyświetlaczu i resztkach kleju na spojeniach. O ile to pierwsze wydaje się być wyłącznie problemem estetycznym, który nie powinien się zdarzyć, ale można z nim żyć, o tyle to drugie stanowić może większy kłopot i powinno stanowić podstawę do reklamacji albo skorzystania z rękojmi. Producent nie ustosunkował się do tej pory do doniesień oficjalnie. Mój egzemplarz testowy nie ma zielonej poświaty, ani resztek kleju, a wyświetlacz sprawuje się znakomicie.

Zabezpieczenia biometryczne

Wiecie, że Huawei Mate 20 Pro ma czytnik linii papilarnych w wyświetlaczu, prawda? To nie ma co się o tym rozpisywać. Działa na nieco innej zasadzie niż standardowe. Ultradźwiękowo. Działa również w moim odczuciu o ułamek sekundy dłużej, niż doskonałe standardowe czytniki Huawei. - Niemniej nie jest to opóźnienie irytujące, czy mogące wywołać zniecierpliwienie, a tego się obawiałem, gdy po raz pierwszy usłyszałem o tym rozwiązaniu. Stosunkowo niewielki obszar czynny został umieszczony mniej więcej w 1/3 wysokości wyświetlacza i wydaje się być to umiejscowienie optymalne. Nie mam problemu z szukaniem miejsca, w którym powinienem przyłożyć kciuk - dzieje się to automatycznie.

Rozpoznawanie twarzy potrafi działać chimerycznie. Tzn. jest w stanie działać bardzo dobrze, ale zależy to jednak zarówno od samej twarzy, jak i od staranności czy sposobu skanowania. Mam zarówno brodę, jak i długie włosy. Noszę i odblokowuję smartfona w okularach i czapce. Skanowanie twarzy przeprowadziłem kilkukrotnie, żeby sprawdzić czy istnieje różnica w działaniu skanera spowodowana różnymi dodatkowymi czynnikami. Po niektórych skanowaniach miałem kłopot z odblokowaniem smartfona w zależności od tego jak układały mi się włosy (np. podczas wiatru). Odblokowanie zawsze było możliwe, ale niekiedy trwało dłużej. Nigdy nie miałem kłopotu w okularach, czy czapce. Odblokowanie działa również w nocy. Po jednym ze skanowań miałem kłopot ze zbyt dobrym działaniem czujników pod bardzo nietypowymi kątami. - Innymi słowy odblokowanie za pomocą skanera twarzy działa błyskawicznie już w momencie podnoszenia smartfonu do linii wzroku, a jeśli tak nie jest, warto powtórzyć skanowanie. Zapewniam, że działa niezwykle skutecznie. Przez miesiąc testowania przeczytałem jedno dziennikarskie (więc dla mnie wiarygodne) doniesienie o odblokowaniu smartfona przez osobę bardzo podobną do właściciela. Nie dyskwalifikuje to zupełnie zabezpieczenia, ale raz jeszcze udowadnia, że na razie poczucie bezpieczeństwa uzyskiwane za pomocą rozpoznawania twarzy nadal może być złudne. Korzystajcie z niego rozsądnie, bo nadal zdaje się być to wybór pomiędzy wygodą i szybkością a bezpieczeństwem.

Efektem ubocznym mnogości czujników optycznych umieszczonych w notchu jest możliwość skanowania 3D. Gdy kończę ten tekst, w sklepie firmowym Huawei pojawiła się aplikacja 3DLiveMaker dzięki której można zeskanować dowolny obiekt 3D, a jeśli ma kształty antropomorficzne - również go animować. Skanowanie przednim aparatem i czujnikami jest niestety mocno niewygodne i trzeba się go uczyć - nie widać zbyt dobrze skanowanego obiektu. Efekty są, cóż, nie tak dobre jak zamieszczone w programie demo z animowaną pandą, ale zabawa jest przednia.

Interfejs i oprogramowanie

Z czasem nabywam przekonania, że EMUI albo się lubi, albo się go nie znosi. Ja lubię ten interfejs za elastyczność, stale doskonaloną łatwość korzystania, opcje, które ułatwiają mi życie. Ustawienia uległy niewielkiemu przemodelowaniu, ale w dobrą stronę. W kilku miejscach zredukowano ilość kliknięć, by dostać się do szukanej opcji. Niektóre opcje zostały zautomatyzowane. EMUI nie zostało dostosowane do ekranu krawędziowego i - być może wbrew logice - uważam, ze to dobre posunięcie, bo upakowanie dodatkowych opcji na brzegach wyświetlacza uważam raczej za utrudnienie, a nie ułatwienie dostępu. Dioda powiadomień jest. Jest również w moim odczuciu nieco zbyt mała. Nie mam problemu z jej zauważeniem, a jednak dla niektórych użytkowników może być słabo widoczna.

Są standardowe aplikacje Huawei w rodzaju HiCare, Zdrowie, Lustro, Phone Clone, Kopia zapasowa, Translator, jest lubiana przez niektórych "Przestrzeń prywatna", gdzie dostęp ma wyłącznie właściciel. Dostęp można skonfigurować poprzez hasło albo odcisk palca tak, by np. główny interfejs był odblokowywany prawym kciukiem, a prywatny - lewym, czy dowolnym innym palcem. W egzemplarzu testowym miałem niestety dodatkowe aplikacje dla Booking, czy eBaya. Łatwo można zrobić kopie zapasową danych, łatwo migrować z innego smartfona Huawei albo na inny smartfon Huawei. Na wygaszonym ekranie można wyświetlać podstawowe informacje, takie jak data i godzina.

Jeżeli smartfona kupił ktoś, kto zaczyna przygodę z urządzeniami dotykowymi ma do dyspozycji tryb prosty minimalizujący interfejs. Znaną opcją jest "przycisk wiszący", ale prawdziwym przebojem mogą stać się gesty ułatwiające znacznie nawigację. Przyciski ekranowe można oczywiście dowolnie sobie poprzestawiać. Asystenta Google domyślnie ustawionego na lewym pulpicie nadal nie ma niestety po polsku. Mam nadzieję, że do końca roku jednak się pojawi.

Bezprzewodowy długodystansowiec z nadmiarem energii - bateria

1,5-2 dni na jednym naładowaniu to wynik jaki średnio uzyskiwałem przy dosyć intensywnym codziennym użytkowaniu smartfona bez nawigacji. Przy włączonych non-stop i wykorzystywanych często BT, Wi-Fi, GPS, NFC, odtwarzaczu wideo, wynik będzie oczywiście gorszy, ale nadal imponujący. Korzystanie oszczędne w moim przypadku - z wyłączonymi, poza BT, interfejsami komunikacyjnymi, sporadycznym korzystaniem z wymiany danych i często wykorzystywanym odtwarzaczem audio - skutkuje przedłużeniem tego czasu nawet do 5 dni. Pamiętajcie proszę, że dużo zależy od indywidualnego korzystania ze smartfona, ale Huawei Mate 20 Pro ze swoją baterią o pojemności 4200 mAh może naprawdę imponować długim czasem pracy po jednym naładowaniu.

Nawet jeśli bateria nagle się rozładuje, smartfon wyposażono w ładowarkę zapewniająca błyskawiczne ładowanie. Nie wiem jak odbije się to w dłuższej perspektywie na żywotności baterii, ale szybko obracające się na liczniku ekranu ładowania cyferki mają hipnotyzującą moc. Ładowarka ma 40 W i w pół godziny na wskaźniku naładowania rzeczywiście jest w stanie pojawić się 70%.

Huawei Mate 20 Pro jest również pierwszym smartfonem Huawei z ładowaniem bezprzewodowym. 15-watową ładowarkę bezprzewodową trzeba dokupić osobno, ale bez problemu można za to skorzystać z Huawei Mate 20 Pro jako ładowarki bezprzewodowej. Nie ma w tej chwili wśród konkurencji innego smartfona, którym można by było naładować bezprzewodowo inne urządzenie: smartwatcha, słuchawki, innego smartfona.

Jak to nie zachwyca, jak zachwyca?

Pisałem już, że mam mieszane uczucia na temat na temat Huawei Mate 20 Pro? Spędziłem z nim miesiąc i był to miesiąc z estetycznie zaprojektowanym i niezwykle użytecznym urządzeniem najwyższej klasy. Z pełną odpowiedzialnością mogę napisać, że nie ma w tej chwili w sprzedaży smartfona z lepszymi możliwościami fotograficznymi. Niewątpliwą wartością jest unikatowy dizajn obejmujący krawędziowy wyświetlacz, niespotykaną fakturę tylnej obudowy, czy doskonale już rozpoznawalny układ tylnych aparatów. Wbrew moim wcześniejszym, obawom okazało się, że producent najlepszych na świecie czytników linii papilarnych potrafił tu wykonać równie funkcjonalny czytnik ekranowy. To skąd te mieszane uczucia?

Przez długi czas byłem zadowolonym testerem Mate 10 Pro, a później Huawei P20 Pro. Huawei Mate 20 Pro jest godnym następcą Mate 10 Pro - bez dwóch zdań. Widać skok technologiczny, widać postęp w rodzinie urządzeń. W odniesieniu do P20 Pro jest to jednak już tylko krok. Wymierną technologiczną wartością dodaną jest szerokokątny obiektyw i ekranowy czytnik linii papilarnych. Reszta pozostaje na bardzo podobnym poziomie. Innymi słowy: jeśli poszukujecie najlepszego na rynku flagowego smartfona fotograficznego - Huawei Mate 20 Pro może być dla Was. Jeśli używaliście Mate 10 Pro, jego następca może przynieść sporo radości, o ile zaakceptuje się jego od podstaw przemodelowany dizajn. Jeśli jesteście szczęśliwymi użytkownikami Huawei P20 Pro i nie potrzebujecie szerokokątnego obiektywu albo najnowocześniejszego (użytkowo, a nie jeśli chodzi o skuteczność zabezpieczenia) rozwiązania z dziedziny zabezpieczeń biometrycznych, poczekajcie na następną propozycję Huawei. Z pewnością będzie warto.

Materiał własny; czytane: 4879 razy.


Opublikowane:
Autor: Jacek Filipowicz

Ten artykuł nie ma jeszcze opinii. Bądź pierwszy i zapoczątkuj dyskusję!
Dodaj swoją opinię!
R E K L A M A

 Niestety, ale nie ma jeszcze żadnych opinii.

 Dodaj swoją opinię!