Amerykański cud
Wrzesień 2007
Tych, którzy nie są do iPhona przekonani i tak nie przekonam, a tych, którzy są nim zachwyceni, nie zrazi żadna krytyka. Postaram się w jak najbardziej obiektywny sposób opisać to urządzenie, które zachwyciło Amerykę. Niewątpliwie wszystko w iPhonie zgrane jest lepiej niż w innych telefonach. Brakuje łącza podczerwieni, możliwości wymiany baterii, możliwości korzystania z plików MP3 w charakterze sygnału nadejścia połączenia. Zawiodłem się na aparacie fotograficznym i jakości dźwięku. Technologia Multi-Touch rekompensuje niedociągnięcia.Urządzenie od razu bardzo mi się spodobało. W rzeczywistości iPhone okazał się mniejszy niż myślałem. Oczywiście, jest większy od starszego modelu iPoda, ale różnica jest niewielka.
Na ekranie nie znajdziemy typowego dla telefonów komórkowych menu. Firma Apple zaproponowała coś w rodzaju ikon, bardziej przypominających komputer. Dotykowy ekran wygląda imponująco, a użyta tutaj technologia Multi-Touch robi wrażenie. Ale od początku.
Ekran lubi dotyk
IPhone ma 3,5-calowy wyświetlacz ciekłokrystaliczny, który służy jako ekran dotykowy. Reaguje on tylko na muśnięcie palcem. Do wpisywania tekstu służy wirtualna klawiatura, która pojawia się na ekranie, kiedy chcemy jej użyć. I tutaj, pierwsze słowa krytyki. Klawiatura, podobnie jak menu przypomina bardziej komputer niż tradycyjną komórkę. Nie ma zatem możliwości skorzystania z tradycyjnego, czyli komórkowego sposobu pisania SMS-ów. Jednak to tylko kwestia przyzwyczajenia i po kilku godzinach nie miałem już żadnych problemów z pisaniem wiadomości tekstowych.
Odległości miedzy klawiszami są bardzo małe i osobom z grubymi palcami pisanie może sprawiać problemy. Bywa, że przypadkowo wciśniemy jakiś znak dwukrotnie lub nie możemy trafić w wybrany. Jest to niewątpliwie niedopatrzenie producenta.
Technologia Multi-Touch jest czymś zupełnie nowym. Zabawa iPhone'em przypomina urządzenie, którym posługiwał się główny bohater w "Raporcie mniejszości". Wszystkie funkcje: przewijania, zoomu i obracania obrazów obsługujemy palcami. Przykładowo, w celu powiększenia zdjęcia czy strony internetowej, dotykamy palcami środka wyświetlacza, a następnie przesuwamy w stronę przekątnych tak, jakbyśmy faktycznie chcieli coś rozciągnąć.
Inteligentne czujniki
Czymś nowym jest również czujnik, który dostosowuje orientacje wyświetlacza (pionową lub poziomą) do położenia urządzenia. Co za tym idzie - gdy obrócimy telefon z pozycji pionowej do poziomej lub na odwrót, obraz na ekranie dostosuje się do tego. To naprawdę przydatna funkcja podczas przegląda nia stron internetowych czy albumów ze zdjęciami. Nie musimy martwić się, że zdjęcie zostało zrobione w drugą stronę i trzeba je przekręcić - iPhone zrobi to za nas.
W ekranie zastosowanym w iPhonie umieszczono również dwa inne czujniki, które mają być przydatne podczas codziennej eksploatacji urządzenia: odległości i światła. Pierwszy ma zapobiec przypadkowej "obsłudze" urządzenia przez ucho czy twarz - podczas rozmowy, a także oszczędzać baterie. Kiedy przystawimy aparat do twarzy, wszystko gaśnie i ekran się blokuje. Z kolei czujnik światła dostosowuje jasność wyświetlacza do zewnętrznych warunków. Z podobną technologią spotkałem się w niektórych samochodach, ale nigdy wcześniej nie widziałem tego w telefonach.
Jedyne manualne przyciski, jakie możemy znaleźć w iPhonie, to przełącznik sleep/wake, który wprowadza urządzenie w stan wstrzymania (podobny do przycisku zastosowanego w komputerach, który również pozwala zaoszczędzić energię); volume up/down, czyli zmniejszenie i zwiększenie głośności, a także ringer off/on (dźwięk włączony lub wyłączony). Cała reszta obsługiwana jest za pomocą dotykowego ekranu.
Aparat na miarę XXI wieku?
Wielu sądziło, że kupując iPhone'a, będzie można zaoszczędzić na kupnie aparatu cyfrowego. I tutaj czeka ich niemiła niespodzianka. Wbudowany aparat fotograficzny należy do bardzo przeciętnych. Dwa megapiksele to zdecydowanie za mało jak na sprzęt tego typu, a brak funkcji zoom czy nagrywania filmów, to już prawdziwe niedopatrzenie. Robiąc zdjęcia znajomym, nawet przez chwilę nie pomyślałem, że w tej klasy aparacie może nie być zoomu. Zastanawiam się, jak w sprzęcie za 600 dolarów może nie być czegoś, co można znaleźć w telefonach za 200 zł?
Podczas używania aparatu odkryłem jeszcze jedną wadę. Kiedy korzystamy z normalnego telefonu komórkowego, zazwyczaj trzymamy go w jednej ręce i używamy kciuka do obsługi menu. Tutaj jest to niemożliwe. Jak już wspomniałem wcześniej, do przeglądania zdjęć czy stron internetowych musimy używać palców. Można więc zapomnieć, że podczas jazdy komunikacją miejską uda się sprawdzić skrzynkę mejlową. Do tego celu trzeba wygodnie usiąść i mieć wolne obie ręce.
Po uruchomieniu aparatu, na ekranie pojawia się zamknięta przepustnica, a już po chwili wszystko się otwiera i widać pełny obraz. Również podczas przeglądania zdjęć producenci pokusili się o coś innego niż wszyscy: przewijane zdjęcie zachowuje się niczym wydarta kartka papieru i znika. Nie ma w tym nic nowoczesnego, bo podobne rzeczy można robić w Power Poincie na komputerze. Tak, ale wcześniej nikt nie wykorzystał tego w telefonach komórkowych.
Mapa i nawigacja
Na jednej z ikon widocznych na głównym ekranie znajduje się mapa. Po kliknięciu na ikonę pojawiają się trzy opcje: satelita, mapa i lista. Aplikacja sprawdza się, można znaleźć właściwie każde miejsce na ziemi. Ale to nie wszystko. Wystarczy dodać w kontaktach adres danej osoby, a używając tej funkcji, będzie można wyznaczyć drogę z aktualnego punktu do miejsca zamieszkania wspomnianej osoby.
Użytkownik ma do wyboru widok z satelity, tradycyjną mapę lub trasę w formie listy. Jedyne, do czego można by się tutaj przyczepić, to brak głosowego odczytania informacji podczas przejeżdżania danej trasy.
R E K L A M A